Reklama

Reklama

Comarch Cracovia. Dlaczego Jeżek i Jachym jeszcze nie zadebiutowali?

Minął już tydzień, odkąd Alesz Jeżek i Miloslav Jachym rozstali się z Unią Oświęcim. Zaskakujące jest to, że trenują z Comarch Cracovią, a wciąż nie zostali potwierdzeni do gry. Dlaczego tak się stało? Znamy już odpowiedź na to pytanie.

Przypomnijmy, że obaj zawodnicy sami poprosili o rozwiązanie kontraktów, argumentując to tym, że nie czuli się najlepiej w drużynie. Działacze "Biało-Niebieskich" przystali na ich prośbę. Wydawało się, że wkrótce zmienią barwy i zagrają w ekipie "Pasów". I tu pojawia się małe "ale". 

Otóż obaj zawodnicy nie rozliczyli się z oświęcimskim klubem z otrzymanego sprzętu. Ekipa z Chemików 4 zakupiła im nowe łyżwy, a także sprowadziła zza granicy kije dopasowane do preferencji zawodników. To właśnie dlatego obaj nie otrzymali z Unii "listu czystości", który jest niezbędny do zmiany pracodawcy.
- Chcielibyśmy odzyskać kwotę za łyżwy, oczywiście z uwzględnieniem amortyzacji oraz kwotę za karty transferowe, które są wydawane przez Międzynarodową Federację Hokeja na Lodzie (IIHF) i kosztują 900 franków szwajcarskich. Dobrym zwyczajem, jaki przyjął się w Polskiej Hokej Lidze, jest odsprzedawanie tych kart, bo mogą one obowiązywać nawet przez dwa sezony - powiedział Paweł Kram, prezes spółki Oświęcimski Sport.
- Zresztą posłużę się własnym przykładem. Gdy dołączył do nas Dariusz Gruszka, to zwróciliśmy działaczom "Szarotek" kwotę za łyżwy. Można to łatwo sprawdzić, kontaktując się z prezesem Marcinem Jurcem - dodał.   

Reklama

Unia otrzymała drogą mailową informację, iż szefostwo ekipy spod Wawelu nie widzi żadnych podstaw, by przystać na warunki oferowane przez oświęcimski klub.
- Po odpowiedzi sygnowanej przez pana Tomasza Bałdysa, krakowski klub już się z nami nie kontaktował. Alesz Jeżek i Miloslav Jachym rozmawiali za to z przedstawicielami zarządu i zagrozili nawet, że powiadomią o tej sprawie media, z państwa portalem na czele - podkreślił Kram.
- Oczywiście pominę fakt, iż za możliwość zakontraktowania obu graczy musieliśmy zapłacić Polskiej Hokej Lidze po 7,5 tysiąca złotych. Chcąc ściągnąć za nich zastępstwo musimy znów zrobić przelew do hokejowej centrali na taką samą kwotę oraz uiścić opłatę za kartę transferową - wyliczył prezes spółki Oświęcimski Sport. - Poza tym obaj zawodnicy przy rozwiązaniu kontraktu zapewniali nas, że nie są "po słowie" z żadnym klubem. Tymczasem następnego dnia pojawili się na treningu Cracovii. Coś tu nie gra - dodał.
Co na to działacze ekipy spod Wawelu? Staraliśmy się uzyskać komentarz drogą oficjalną, więc najpierw skontaktowaliśmy się z Łukaszem Sikorą, który obsługuje medialnie hokejową sekcję. Poprosiliśmy go, aby przedstawił stanowisko klubu na ten temat. Po konsultacji z szefostwem, stwierdził: - O wszystkim poinformujemy na naszej stronie internetowej.
A jak do tej kwestii odnosi się zarząd spółki Polska Hokej Liga?
- Kluby muszą się porozumieć między sobą. W innym wypadku zawodnicy nie zostaną potwierdzeni do gry - jasno stwierdziła Danuta Piorun, niejako wyczerpując temat. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje