Reklama

Reklama

Bohater z siniakiem zmorą Kazachów

Nawet "bomba", po której dostał krążkiem w kask nie była w stanie zdekoncentrować Tomasza Rajskiego. Bramkarz Wojasa Podhala był najlepszym zawodnikiem wygranego meczu z Kazzinc Torpedro Ust-Kamienogorsk (5:2) w nowotarskim turnieju 2. rundy Pucharu Kontynentalnego.

- To był dla mnie trudny mecz. Z takim rywalem gra się o wiele ciężej niż z polskimi zespołami. Nie ma czasu na przytrzymanie krążka, wszystko dzieje się bardzo szybko. Pierwszy stracony gol najlepiej pokazuje, czym kończy się choćby moment dekoncentracji. Poza tym przeciwnicy byli naprawdę silni - ocenił młody bramkarz "Szarotek", którego imię i nazwisko skandowali po meczu nowotarscy kibice.

Reklama

Od pochwał dla Rajskiego rozpoczął swoją ocenę meczu trener podhalan Wiktor Pysz. - Tomek zagrał naprawdę bardzo dobrze, podobnie jak inni modzi zawodnicy - Batkiewicz, Malasiński czy Dutka. Bardzo cieszę się z tego powodu - powiedział szkoleniowiec, choć jego wyraz twarzy świadczył o tym, że już rozgrywa kolejny mecz, tym razem z mistrzami Rumunii.

Rajski długo nie wychodził z szatni po zwycięskim starciu. - Jazda na rowerku stacjonarnym to dla mnie standard po meczu - wyjaśniał.

Miny górali, którzy opuszczali klubowy korytarz także dalekie były od euforii. - Wszyscy wiemy, że turnieju nie wygrywa się jednym meczem - tłumaczył bohater dnia. - Większość chłopaków była na mistrzostwach świata i doskonale wie, jak bardzo różni się turniej o ligi. Nawet zwycięstwo z najlepszym nie gwarantuje sukcesu. Sam to przerabiałem na "osiemnastce", gdy podczas mistrzostw świata wygraliśmy wszystkie mecze z wyjątkiem tego z najsłabszą drużyną. To wystarczyło, żeby uciekł nam awans do grupy A.

W szatni Rajski długo przykładał worek z lodem do krwiaka na kolanie. - Dostałem krążkiem. Nic przyjemnego, ale powinno być w porządku - zapewniał.

Od sytuacji w trzeciej tercji, znacznie groźniej wyglądał groźniej wyglądała wcześniejsza "bomba", po której krążek trafił zasłoniętego bramkarza w kask. Uderzenie wyglądało na silniejsze niż to, po którym we wcześniejszym meczu golkiper Junostu Mińsk zwijał się z bólu, a z lodu trafił prosto do szpitala. - W moim przypadku na szczęście krążek trafił w kratę, a nie w policzek. Kask odpiął się po strzale, bo ma dwa sezony i zaczepy trochę się już poluzowały, ale nic się nie stało.

Presja przed meczem z Kazachami była duża, bo w razie porażki, szanse na awans prysnęłyby niczym mydlana bańka. 22-latek poradził sobie z nią rewelacyjnie. - Już od kilku ligowych meczów trener przygotowywał mnie, że zagram w Pucharze Kontynentalnym i że muszę sprostać zadaniu. Dzisiaj się udało. Rozegraliśmy najlepszy mecz w sezonie i to z przeciwnikami, których spokojnie można porównać do słowackich zespołów z ekstraligi, z którymi graliśmy podczas letnich sparingów - dodał Tomasz Rajski.

Drugie nazwisko, które najczęściej padało na trybunach nowotarskiego lodowiska należy do Leszka Laszkiewicza, chociaż to napastnik ComArch Cracovii. Kibice gorąco komentowali jego niedawną wypowiedź dla INTERIA.PL o szansach "Szarotek".

Mirosław Ząbkiewicz, Nowy Targ

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Rajski | bramkarz | Bomba | mecz | kask | Bohater

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama