Reklama

Reklama

Alcaine: Hokej to najmniejszy syn Barcelony

Zawsze chcę wszystkiego najlepszego dla Realu Madryt, a często to oznacza najgorsze rzeczy dla Barcelony - twierdzi specjalnie dla Hokej.Net pierwszy bramkarz... FC Barcelona i reprezentacji Hiszpanii, Ander Alcaine.

Jarosław Grabowski: Zacząłeś swoją karierę w C.H. Jaca. Czy jako dziecko kibicowałeś drużynie FC Barcelona w którejś dyscyplinie?

Ander Alcaine: - Tak, urodziłem się w Jaca i tam zaczynałem karierę. W dzieciństwie moim ulubionym klubem piłkarskim był Real Madryt, więc kiedy Barcelona chciała mnie ściągnąć do siebie miałem z tym pewien problem. Cała szatnia słucha przed treningami radia, a kiedy Barça strzela gola wszyscy się cieszą. Ja z kolei zawsze chcę wszystkiego najlepszego dla Realu, a często to oznacza najgorsze rzeczy dla Barcelony. Ale to dość zabawny problem, bo nie lubię specjalnie piłki nożnej i wyniki nie są dla mnie ważne. Chodzi mi raczej o to, żeby zdenerwować przyjaciół.

Reklama

Jak się czujesz grając dla tak wielkiego klubu?

- To dziwna sytuacja. Jeśli pytasz jak się czuję, to mogę powiedzieć, że komfortowo, bo gram w tak dużym klubie, jak Barça, ale sekcja hokejowa jest w innej sytuacji, niż w przypadku sportów bardziej popularnych w Hiszpanii.

Myślisz, że hokeista może odczuwać podobną dumę, jak zawodnik uprawiający piłkę nożną, ręczną, czy koszykówkę?

- Wszyscy znają Barcę, bo ma bardzo dobrą drużynę piłkarską. Koszykówka i piłka ręczna też są świetne, ale takie sporty jak rugby, baseball, hokej na rolkach, łyżwiarstwo figurowe, czy hokej na lodzie nie są rozpoznawalne. Tak się dzieje, bo w ogóle w Hiszpanii te sporty nie są zbyt ważne i nie przynoszą klubowi dużych pieniędzy. Ale w obecnej sytuacji ekonomicznej muszę przyznać, że i tak nasz klub jest najlepszy w kraju, dzięki czemu mamy dobry sprzęt i w ogóle dobre warunki do gry w hokeja.

Znasz osobiście jakichś zawodników Barcelony, którzy uprawiają inne sporty?

- Nie, osobiście nie. Widzimy ich, kiedy przychodzą na treningi, ale tylko czasami i nie rozmawiamy z nimi.

Sam powiedziałeś, że hokej nie jest popularny w Hiszpanii. Dlaczego zdecydowałeś się go uprawiać?

- Kiedy byłem dzieckiem rodzice chcieli, żebym uprawiał jakiś sport. Jaca to małe miasto... albo raczej duża wioska, ma ok. 12 tys. mieszkańców, więc nie miałem zbyt dużego wyboru. Mogłem wybierać tylko między hokejem i piłką nożną. Najpierw poszedłem zobaczyć trening hokejowy i po nim wybrałem tę dyscyplinę. Wszystko działo się tam szybko i dlatego mi się spodobało.

Masz dopiero 18 lat, a grałeś już w 9 turniejach z cyklu Mistrzostw Świata wszystkich kategorii wiekowych. Pod tym względem jesteś jednym z najbardziej doświadczonych na arenie międzynarodowej nastolatków w świecie hokeja. Myślałeś kiedyś o sobie w ten sposób?

- Tak, grałem już w różnych turniejach międzynarodowych. Również na Europejskim Festiwalu Młodzieży, gdzie zmierzyliśmy się z Rosją, Szwajcarią i Słowacją. To było naprawdę dobre doświadczenie. Ale stoję twardo na ziemi i wiem, że w innych krajach jest wielu bramkarzy lepszych, niż ja. Staram się być jak najlepszy, ale nie myślę, że jestem dobry albo lepszy, niż inni, którzy trenują więcej i grają na wyższym poziomie.

W ostatnim sezonie Barcelona awansowała po raz pierwszy do drugiej rundy Pucharu Kontynentalnego, obie reprezentacje juniorskie Hiszpanii zdobyły medale na Mistrzostwach Świata II Dywizji, wreszcie seniorzy po raz pierwszy w historii awansowali do I Dywizji. Grałeś w trzech z tych czterech drużyn, ale jednocześnie sezon ligowy był frustrujący zarówno dla Barcelony, która straciła mistrzostwo kraju, jak i dla Ciebie z powodu kontuzji. Czy z twojego punktu widzenia to był udany rok?

- Dla Barcelony był bardzo trudny. Przez cały rok przyszło dużo zagranicznych zawodników, ale grać mogło zawsze tylko czterech. Niestety ci, którzy przychodzili nie byli zbyt dobrzy. Rok wcześniej mieliśmy dwóch świetnych Szwedów (Johnnie'ego Bjorklunda i Jonasa Norberga - przyp. red.) i wygraliśmy ligę. W ostatnim sezonie oni wrócili do Szwecji, a ci którzy przyszli nie byli tak dobrzy. Udało nam się wygrać turniej Pucharu Kontynentalnego, ale nie mieliśmy drużyny na odpowiednim poziomie, żeby rywalizować z najlepszymi hiszpańskimi zespołami - C.G. Puigcerda i C.H. Jaca, które zatrudniają zawodowców ze Słowacji i Kanady.

- Jeśli o mnie chodzi to rzeczywiście miałem problem z ręką. Złamałem palec i nie mogłem grać przez dwa miesiące. Szkoda, bo później nie było już szans na wygranie ligi.

Jak wspominasz turniej w Meksyku zakończony waszym awansem do I Dywizji?

- Cóż, mogę powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwy z powodu tego, co osiągnęliśmy miesiąc temu.

Pierwszy raz grałeś na wysokości 2 200 m nad poziomem morza?

- Tak, to był pierwszy raz.

Odczuwałeś jakieś trudności z tym związane?

- Niektórzy ludzie mówią inaczej, ale moim zdaniem warunki tam nie są bardzo złe. Było trochę trudniej oddychać i szybciej się męczyłem, ale byliśmy w Meksyku już tydzień wcześniej, więc dobrze, że mogliśmy potrenować w tych warunkach.

Po wywalczeniu awansu do I Dywizji odczuliście większe zainteresowanie ze strony mediów i kibiców?

- Nie. Sytuacja jest taka sama, jaka była zanim pojechaliśmy na mistrzostwa.

Patrząc w przyszłość - za rok czeka was większe wyzwanie. Czego oczekujesz od gry na poziomie I Dywizji?

- Na tę chwilę czekałem od kiedy zacząłem moją międzynarodową karierę. Dopiero tu zaczyna się prawdziwy hokej. Możesz zagrać przeciwko tak dobrym drużynom, jak Włochy, które w tym roku grały w elicie, czy Węgry, które też są na tym poziomie. Gra z zespołami, które zawsze były lepsze, niż ty jest świetną motywacją. Poza tym to dobra szansa, aby pokazać innym krajom, że Hiszpania też chce grać na wysokim poziomie.

Gra z Węgrami czy Włochami będzie szczególnie trudna dla bramkarza...

- I bardzo dobrze. Będę miał do obrony mnóstwo strzałów, a w ten sposób najlepiej mogę pokazać swój poziom. Dla mnie to bardzo interesująca szansa, bo chcę grać w kraju, gdzie poziom jest wyższy, niż w Hiszpanii i będę musiał udowodnić, że mam do tego wystarczające umiejętności. Wiem, że to będzie bardzo trudny turniej i jestem szczęśliwy, że dostanę taką szansę. Węgry to hokejowy kraj i wielu kibiców przyjdzie oglądać mecze. Dla nas będzie to pierwszy krok w drodze w górę, którą spróbujemy podążać.

Chyba już nią podążacie. W ciągu ostatnich dwóch lat Hiszpania awansowała w Rankingu IIHF o 6 miejsc, a teraz zagracie w I Dywizji. Biorąc pod uwagę, że w reprezentacji prym wiodą młodzi zawodnicy, tacy jak ty, Juan Munoz, Alejandro Pedraz, Adrian Betran i Oriol Boronat myślisz, że hiszpański hokej ma szansę nadal iść w górę?

- Tak, zgadzam się, że obecna generacja zawodników jest lepsza, niż w przeszłości. Poziom się podnosi i mamy zawodników grających w dobrych ligach z innych krajów, co pokazuje, że jest lepiej, niż było. A to jest dobre dla reprezentacji i przynosi efekty w turniejach międzynarodowych.

Jak ważne jest dla hokeja w Hiszpanii korzystanie z wiedzy zagranicznych trenerów takich jak Bill Wilkinson, Lars Lisspers i Chris MacDonald?

- Myślę, że obecna federacja działa bardzo dobrze. Frank Gonzalez, wiceprezydent naszej federacji jest też członkiem Zarządu IIHF.

- Zagraniczni trenerzy są bardzo ważni, bo pokazują nam sens hokeja z ich punktu widzenia, a ci których wymieniłeś są z hokejowych państw: Szwecji, USA i Kanady. Ale nie zapominajmy o Karlosie Gordovilu, dyrektorze technicznym, który był trenerem reprezentacji przez cztery lata i moim zdaniem jest najważniejszą osobą dla wzrostu hokeja w Hiszpanii. To on zmienił mentalność hiszpańskich hokeistów, a to sprawiło, że jesteśmy bardziej konkurencyjni. W tym ostatnim pomaga nam też fakt, że federacja zapewnia dobre warunki do pracy.

W 2007 roku otrzymałeś od króla Juana Carlosa Narodową Nagrodę Sportową dla młodych zawodników, którą wcześniej dostawali najwięksi hiszpańscy sportowcy. Jak wspominasz tę ceremonię?

- Kiedy pewnego dnia wróciłem do domu ze szkoły i zobaczyłem list w skrzynce byłem kompletnie zaskoczony. To było bardzo przyjemne doświadczenie, bo miałem okazję poznać Rafaela Nadala i Alvaro Bautistę. Cieszyłem się wtedy też, że hokej został zauważony na arenie krajowej.

Wspominałeś, że chciałbyś wyjechać do jakiegoś innego kraju. Niektórzy twoi koledzy już grają zagranicą. Miałeś dotąd szansę podążyć drogą Alejandro Pedraza i Pola Gonzaleza?

- Tak, dwa lata temu pojawiła się pewna możliwość, ale rodzice powiedzieli mi, że nauka jest najważniejsza i mogę wyjechać, kiedy skończę szkołę. W tym roku kończę, więc mam nadzieję że pewnego dnia uda mi się przenieść do jakiegoś silniejszego pod względem hokejowym kraju.

Na koniec - czy Barca to "więcej niż klub"?

- Haha, tak mówi motto. Myślę, że to taka duża rodzina, w której ojcem jest futbol, matką koszykówka, a hokej to najmniejszy syn (śmiech).

***

Ander Alcaine urodził się 20 grudnia 1991 roku w Jaca. Jest pierwszym bramkarzem FC Barcelona oraz reprezentacji Hiszpanii seniorów i do lat 20. Złoty i brązowy medalista Mistrzostw Świata Dywizji II seniorów. W tym roku wywalczył z kadrą Hiszpanii pierwszy w historii awans do I Dywizji Mistrzostw Świata notując na turnieju w Meksyku najlepsze statystyki skuteczności obron i goli wpuszczonych na mecz. Był wybierany najlepszym bramkarzem ubiegłorocznych Mistrzostw Świata Dywizji II do lat 20 w Debreczynie i Europejskiego Festiwalu Młodzieży w Jaca w 2007 roku. Przed rokiem zdobył z FC Barcelona tytuł mistrza Hiszpanii. Laureat Narodowej Nagrody Sportowej, którą w przeszłości otrzymywali m.in. Rafael Nadal, Fernando Alonso i Juan Carlos Ferrero.

Rozmawiał: Jarosław Grabowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje