Thriller w finale mistrzostw świata. Zdecydowała końcówka
Czesi po raz siódmy mistrzami świata w hokeju na lodzie! W niezwykle zaciętym finale pokonali w Pradze Szwajcarię 2:0 i po złote medale sięgnęli po 14 latach. Dla Helwetów mistrzostwo świata cały czas pozostaje niespełnionym marzeniem.

Już samo zestawienie finalistów było sporym zaskoczeniem. Co prawda Czesi na swoim lodowisku byli wskazywani jako jedni z faworytów, ale w fazie grupowej grali przeciętnie i zajęli dopiero trzecie miejsce. Później jednak pokonali Stany Zjednoczone oraz Szwedów i zameldowali się w finale.
Udział Szwajcarów w meczu o złoto był zdecydowanie bardziej niespodziewany. Nie jest tajemnicą, że szwajcarskie szkolenie z roku na rok jest coraz lepsze (rękę przyłożył do tego m.in. były reprezentant Polski Henryk Gruth), a tamtejsza liga rośnie w siłę (w tym roku Geneve-Servette Hockey Club wygrał Ligę Mistrzów), ale mimo to niewielu stawiało, że już teraz Szwajcarzy dostaną szansę na zdobycie pierwszego mistrzostwa świata w historii.
W pierwszej tercji aktywniejsi byli Czesi. Oddali 13 celnych strzałów, przy siedmiu Szwajcarów, ale to goście mieli najlepszą okazję, jednak krążek po uderzeniu Christopha Bertschy tylko brzęknął o słupek. Walka trwała na całej tafli, a Ondrej Baranek próbując złapać gumę wpadł nawet do boksu rywali.
W drugiej tercji tempo nadal było wysokie, ale dla obu ekip zaczęły sypać się kary. Pierwsi w przewadze grali Czesi, ale wyszło z tego tyle, że za chwilę sami złapali karę i sytuacja z komfortowej zrobiła się nerwowa. Szwajcarzy jednak także nie potrafili znaleźć sposobu na osłabionych rywali. Jeśli chodzi o uderzenia, to sytuacja wyrównała się (10:10), ale tym razem groźniejsi byli Czesi, którzy obili słupek oraz poprzeczkę.
Sytuacje może nie są bardzo klarowne, ale są. To może być taki mecz, w którym rozstrzygnięcie będzie niewiadomą do ostatnich sekund
Do końca żadna ekipa nie chciała odpuścić ani na centymetr. W 48. minucie Ondrej Palat z takim impetem przy bandach zaatakował Andrea Glausera, że pękła jedna z pleksi i sędziowie zarządzili obowiązkową wymianę. Z jednej strony obie drużyny marzyły o zwycięskiej bramce, ale z drugiej panicznie obawiały się stracenia gola.
Na niespełna 11 minut przed końcem spotkania blisko 20 tys. ludzi w hali w Pradze i miliony przed telewizorami eksplodowały. Czesi wygrali wznowienie, Libor Hajek zagrał do Tomasa Kundratka, ten znalazł Davida Pastrnaka, a zawodnik Boston Bruins precyzyjnym uderzeniem z okolicy bulika pokonał Leonardo Genoniego i było 1:0.
Po tym trafieniu Szwajcarzy nie mieli już wyboru i musieli się odkryć. Na 130 sekund przed końcem wycofali bramkarza i atakowali w przewadze, ale tego dnia kapitalnie w bramce spisywał się Lukas Dostal, a 19 sekund przed końcem krążek do pustej bramki skierował David Kampf i Czesi zaczęli świętowanie.
Dla Szwajcarów było to trzeci finał mistrzostw świata w historii i trzeci przegrany.
Brązowy medal mistrzostw świata zdobyli Szwedzi, którzy dziś pokonali Kanadę 4:2. Z kolei z Elitą pożegnali się beniaminkowie - Polska oraz Wielka Brytania.
Przyszłoroczne mistrzostwa świata Elity zostaną rozegrane w Szwecji i Danii, a Dywizji 1A (wystąpi w nich Polska) odbędą się w Rumunii.
PJ
Szwajcaria - Czechy 0:2 (0:0, 0:0, 0:2)
Bramki: 0:1 Pastrnak (50. Kundratek), 0:2 Kampf (60. Kubalik).
Szwajcaria: Genoni - Glauser, Josi, Fiala, Hischier, Nieddereiter - Kukan, Siegenthaler, Andrighetto, Thurkauf, Bertschy - Marti, Loeffel, Simion, Senteler, Herzog - Fora, Ambühl, Haas, Scherwey, Kuraszew.
Czechy: Dostal - Krejcik, Gudas, Palat, Zacha, Pastrnak - Kempny, Spacek, Kubalik, Kampf, Necas - Kundratek, Hajek, Cervenka, Sedlak, Kase - Scotka, Vozenilek, Stransky, Tomasek, Beranek.
Kary: 4-4.
Widzów: 17413.














