Polak zszokował rywali na mistrzostwach świata. Po meczu wysłał jasny przekaz
Szwecja to prawdziwa potęga w hokeju na lodzie. Na koncie ma 11 tytułów mistrzów świata i dwa złote medale olimpijskie. To właśnie ta drużyna była rywalem Polaków w drugim meczu mistrzostw świata Elity w hokeju na lodzie. Szwedzi wieścili wysokie zwycięstwo, a polscy dziennikarze zastanawiali się, czy uda nam się nie przegrać dwucyfrowo. Tymczasem Biało-Czerwoni zaskoczyli rywali. Prawdziwym szokiem dla nich była bramka Alana Łyszczarczyka na 3:1.

Mecz rozpoczął się od dwóch dogodnych sytuacji Polaków. Nasi hokeiści szybko jednak oberwali, tracąc dwie bramki. Nie było jednak tak, że Szwecja całkowicie zdominowała Biało-Czerwonych.
Polacy starali się rozbijać ataki rywali. Nasi hokeiści bardzo dobrze zagrali w drugiej tercji, w której jednak stracili kolejną bramkę. W trzeciej tercji Szwecja przeżyła szok. Alan Łyszczarczyk strzałem zza bramki, obijając plecy bramkarza, sprawił, że w polskiej ekipie zapanowała euforia. To był pierwszy zdobyty gol Biało-Czerwonych w meczach ze Szwecją od zimowych igrzysk olimpijskich w Albertville w 1992 roku.
Wyjątkowa bramka, która zszokowała rywali
Ta bramka to było dla nas coś specjalnego. Z takim rywalem. Nie gramy przecież na co dzień przeciwko tak mocnym drużynom, które są przepełnione gwiazdami z NHL. Kilka takich bramek, kiedy obijałem bramkarza, strzeliłem w karierze. Ta była jednak najbardziej wyjątkowa
Zapytany o to, czy były nerwy przed spotkaniem i strach przed ewentualnym pogromem, odparł: - Nie było w ogóle mowy o zdenerwowaniu przed meczem. Oczywiście zdawaliśmy sobie sprawę z wielkiej klasy rywala i z tego, jak ten mecz będzie wyglądał, ale dla nas to była bardziej radość z tego, że możemy zagrać taki mecz. Walczyliśmy do końca i mieliśmy swój plan na ten mecz. Nawet mieliśmy dobry wynik, bo przegrywaliśmy tylko 1:3. Tym bardziej szkoda tych dwóch bramek w końcówce w osłabieniu. Chcieliśmy udowodnić, że polski hokej zasługuje na coś więcej. Nasze miejsce jest w Elicie i takie mecze chcemy grać co roku. Potrafimy grać w hokeja, co pokazaliśmy i tym samym możemy też grać w lepszych ligach.
26-latek z GKS Tychy wcale nie uważa, że polscy hokeiści są gorsi od innych. Ma jednak swoją teorię, dlaczego tak mało naszych zawodników gra poza granicami kraju w mocnych ligach.
- Jeżeli utrzymamy się w Elicie, to będzie dowód na to, że potrafimy grać na wysokim poziomie. Mam nadzieję, że skauci z zagranicznych klubów zwrócą na nas uwagę i dostaniemy szansę. Zasługujemy na to. Nie jesteśmy słabymi zawodnikami, tylko nie dostajemy szansy. Sam wiem, jak trudno jest wyjechać za granicę, a potem przebić się do składu - mówił.
W poniedziałek Polaków czeka dzień przerwy. Po dwóch naprawdę wymagających spotkaniach naszym hokeistom z pewnością przyda się dzień regeneracji, choć mają w planie trening. We wtorek (14 maja) Biało-Czerwonych czeka szalenie ważne spotkanie z Francją (godz. 20.20). Zwycięstwo w nim mocno przybliżyłoby ich do utrzymania się w Elicie.
MŚ Elity. Gdzie i kiedy oglądać mecze?
Hokejowe MŚ Elity w Pradze i Ostrawie trwają od 10 maja. Następnymi rywalami Polaków będą: Francja (14 maja, godz. 20:20), Słowacja (15 maja, godz. 20:20), USA (17 maja, godz. 20:20), Niemcy (18 maja, godz. 16:20), Kazachstan (20 maja, godz. 20:20). Transmisje będzie można oglądać na sportowych antenach Polsatu oraz w Polsat Box Go. Relacje na Sport.Interia.pl.
Z Ostrawy - Tomasz Kalemba i Piotr Jawor, Interia Sport
Zobacz również:













