Minęło 69 sekund i już gol Polaków. Odpowiedź faworytów, to nie był koniec
Bardzo długo pachniało dziś sensacją w Sosnowcu w spotkaniu z udziałem hokejowej reprezentacji Polski. Gospodarze po zaledwie kilkudziesięciu sekundach objęli prowadzenie z faworyzowanym Kazachstanem. Rywale, którzy spadli z Elity, doprowadzili do wyrównania dopiero w ostatniej tercji. I rozkręcili się do tego stopnia, że nie była potrzebna nawet dogrywka. To jednak nie koniec walki "Biało-Czerwonych" o awans do czołowych zespołów globu.

Polacy mieli dziś chrapkę na sprawienie sporej niespodzianki, bo takową byłoby odprawienie z kwitkiem reprezentacji Kazachstanu. "Brak awansu będzie wielkim wstydem" - pisały przed turniejem media z kraju naszego dzisiejszego rywala. "Faworytami na papierze nie jesteśmy, aczkolwiek nie odbieram nam szans. Kazachstan ma aż 17 zawodników z KHL, czyli drugiej najmocniejszej hokejowej ligi na świecie. Wiele przemawia za nimi, ale Polacy też mają swoje argumenty" - mówił z kolei Mariusz Czerkawski dla Interia Sport.
Dlaczego nie należy się bać wyżej notowanych oponentów zaledwie kilkadziesiąt minut wcześniej gospodarzom turnieju pokazali Ukraińcy. Nasi wschodni sąsiedzi sprawili pierwszą większą niespodziankę zmagań w Sosnowcu. Ich triumfem 3:2 zakończyło się starcie z Francuzami. Strata punktów "Trójkolorowych" była jednocześnie świetną informacją dla "Biało-Czerwonych", ponieważ między innymi z nimi walczymy o przepustkę do Elity. Pełni wiary znów zameldowali się kibice, którzy szczelnie wypełnili Stadion Zimowy.
I pierwsze powody do radości otrzymali oni stosunkowo szybko. Podopieczni Pekki Trikkonena nie potrzebowali nawet dwóch minut, by wyjść na prowadzenie. Sędziowie, z racji dość sporego zamieszania, początkowo nie zauważyli trafienia Patryka Wronki. Ale po obejrzeniu powtórek nie mieli już żadnych wątpliwości i wymarzony początek miejscowych stał się faktem. Korzystny wynik utrzymał się do końca pierwszej tercji. Gospodarzom nie przeszkodziła nawet kara dla Mateusza Bryka.
Zryw Kazachstanu w trzeciej tercji. Faworyci jednak lepsi od Polaków
Oba zespoły grały dziś czysto. Kolejny powerplay miał miejsce dopiero po koniec drugiej tercji. Tym razem na dwie minuty za bandami usiadł Wsiewołod Łogwin. Gra w przewadze nie zaowocowała bramką, lecz "Biało-Czerwoni" i tak mogli być z siebie dumni z powodu utrzymania korzystnego wyniku. Kazachstan natomiast znalazł się pod ścianą. W pewnym momencie raz za razem atakowali podopieczni Peki Trikkonena, dzięki czemu zyskali sporo pewności przed ostatnią tercją.
Osiem minut po wznowieniu gry nadzieję na triumf odzyskali Kazachowie. Batyrlan Muratow przymierzył pod poprzeczkę i w Sosnowcu pachniało drugą z rzędu dogrywką z udziałem gospodarzy tegorocznego czempionatu. Goście jednak celowali w komplet punktów bez dodatkowego czasu. Oponenci dopięli swego po trafieniu Siemiona Simonowa. 21-latek otrzymał cudowne podanie od jednego z kolegów, a następnie z zimną krwią wykończył akcję.
Po wszystkim zrobiło się kilkadziesiąt sekund później. Polacy zaryzykowali wycofaniem bramkarza. Podopieczni Pekki Trikkonena stracili jednak krążek. Do pustej bramki łatwo skierował go Kiriłł Sawicki. Na koniec gola kontaktowego strzelił Patryk Krężołek. Kibicom pozostaje mieć nadzieję, by wspomniane trafienie było dobrą zapowiedzią kolejnych dwóch potyczek "Biało-Czerwonych". Ci jeszcze zagrają z Japończykami (czwartek) oraz z Litwinami (piątek).
Polska - Kazachstan 2:3













