Dreszczowiec w walce o elitę z Francuzami, złoty gol anulowany. Karne zdecydowały w meczu Polaków
Długi majowy weekend przyniósł nam sporo emocji związanych z występami hokejowej reprezentacji Polski, która rozpoczęła swoje zmagania w mistrzostwach świata dywizji IA. "Biało-Czerwoni" najpierw zmierzyli się z Ukrainą, by 3 maja spróbować swoich sił przeciw Francuzom, swym niedawnym sparingpartnerom. Ostatecznie podopieczni trenera Pekki Tirkkonena wyszli z tego starcia na tarczy, ulegając jednak oponentom dopiero w serii rzutów karnych 2:3. W międzyczasie m.in. doszło do anulowania złotego gola, więc emocji nie brakowało...

Tegoroczna majówka nie była bez dwóch zdań czasem wypoczynku dla naszej kadry hokejowej - "Biało-Czerwoni" bowiem 2 maja rozpoczęli swoje zmagania w ramach mistrzostw świata dywizji IA, na dobry początek ogrywając zespół Ukrainy 3:2.
Już nazajutrz tymczasem zawodnicy wytypowani przez selekcjonera Pekkę Tirkkonena zmierzyli się z ekipą Francji, bez dwóch zdań chcąc powtórzyć rezultat z niedawnego sparingu, w którym udało się pokonać tych rywali po rzutach karnych (do końca dogrywki utrzymał się bowiem remis 2:2).
Hokejowe MŚ dywizji IA: Przebieg i wynik meczu Francja - Polska
W niedzielny wieczór, równo o 19.30, arbiter po raz pierwszy rzucił krążek na taflę i rozpoczęła się wielka walka na sosnowieckim Stadionie Zimowym. Intensywność od początku była wysoka, czego znakiem było bez dwóch zdań w zasadzie błyskawiczne wykluczenie Kamila Wałęgi, który naprawdę ostro potraktował Enzo Cantagallo, dosłownie wbijając go w bandę. Po sprawdzeniu całej sytuacji na monitorze sędziowie niestety zdecydowali się na wymierzenie Polakowi kary meczu i Francuzi przez pięć minut grali przy power play'u.
"Trójkolorowi" ostatecznie nie wykorzystali przewagi, mimo swych licznych ataków - była to m.in. zasługa Tomasa Fucika, który zachował wielką czujność w bramce. W końcu na lodzie, w miejsce Wałęgi, zameldował się Krzysztof Maciaś, kończąc w swoisty sposób trudny dla "Biało-Czerwonych" fragment spotkania.
Nie minęła chwila i znowu doszło do poważnego starcia na placu gry - Jordann Perret zaatakował od tyłu Alana Łyszczarczyka i atmosfera mocno zgęstniała. Sędziowie znów zdecydowali się na wideoweryfikację, ale... skończyło się tylko na dwóch minutach kary dla kapitana Francuzów.
Polacy grając w przewadze długo szukali sobie okazji do oddania konkretnego strzału - wykonał go w końcu Bartłomiej Pociecha w 8. minucie pierwszej tercji, ale świetną interwencją popisał się tu Quentin Papillon.
Do przepychanek między graczami obu zespołów dochodziło nader często - zwłaszcza w okolicy bramki francuskiej kadry. Dopiero w 11. minucie obejrzeliśmy poważniejszą ofensywę, kiedy to Szymon Kiełbicki zdecydował się na mocny strzał, odbity jednak przez Papillona.
W ogólnym rozrachunku inicjatywa w ataku pozostawała raczej po stronie Polski - ale i zapał hokeistów Tirkkonena zdawał się z czasem nieco gasnąć. Ze strony "Les Bleus" z przodu rywali próbował postraszyć m.in. Jules Boscq, ale na szczęście wszystko to okazywało się mocno nieskuteczne. Ostatecznie pierwsza część gry skończyła się przy stanie 0:0.
Druga tercja rozpoczęła się dość chaotycznymi próbami ofensyw z obu stron - przez dłuższy czas jednak bramkarze obu zespołów pozostawali bezrobotni. W pewnym momencie Polacy dostali szansę do gry w power play'u i rywali zaczął "kąsać" m.in. Aron Chmielewski, ale to Patryk Krężołek ostatecznie był tym, który otworzył wynik.
W 4. minucie drugiej tercji zawodnik ten popisał się świetnym zwodem i rajdem pod samą bramkę "Les Bleus" - widać było, że francuska defensywa mocno przyspała i Krężołek niemalże wjechał z krążkiem do bramki. Było 1:0 dla Polski.
Trafienie to wyraźnie podbudowało Polaków, którzy zaczęli mocno naciskać na "Trójkolorowych" - kolejne ataki nie były już jednak tak klarowne, brakowało bowiem przede wszystkim precyzji przy końcowych podaniach. Dopiero w 8. minucie precyzyjnym uderzeniem popisał się Patryk Wronka, ale próba ta została powstrzymana przez bramkarza.
Dopiero po pewnym czasie Francuzi odpowiedzieli - po błędzie Chmielewskiego, który nie trafił w krążek i otworzył jednemu z oponentów drogę do uderzenia. Fucik jednak niezmiennie zachowywał zimną krew między słupkami.
W 10. minucie pod bramką Papillona zrobił się niemały "kocioł" - ostatecznie na uderzenie z dystansu zdecydował się ponownie Wronka, ale niestety nie przyniosło to Polsce bramki. Potem szczęścia w ofensywie próbował też Dominik Paś, ale nie był w stanie strzelić czysto.
Niestety w 11. minucie drugiej tercji Jordann Perret zdołał doprowadzić do wyrównania - kapitan "Les Bleus" znalazł się pod bramką Fucika zupełnie niepilnowany i idealnie wykorzystał podanie Louisa Bouduna.
Francuzi wyraźnie "poczuli krew" i ruszyli do kolejnych ataków, natomiast "Biało-Czerwoni" nie pozostali im dłużni - i uderzenia na bramkę spróbował Michał Naróg, który niedługo potem zatrzymał też rajd Guillaume'a Leclerca... sprowokowany przez samego siebie.
Następnie wydarzyła się ciekawa sytuacja - Francja przez moment miała na lodzie zbyt dużą liczbę zawodników, co nie umknęło arbitrom i... po raz drugi "Trójkolorowi" otrzymali za to właśnie przewinienie karę dwóch minut, po raz drugi odsiedział ją Tomas Simonsen i po raz drugi podopieczni Pekki Tirkkonena wykorzystali power play, bowiem w 15. minucie z dystansu trafił do siatki Pociecha - było 2:1. Mimo kolejnych prób - m.in. Jakuba Ślusarczyka - to właśnie przy takim rezultacie obie kadry zeszły na przerwę przed kolejną odsłoną potyczki.
Trzecia tercja początkowo przebiegała pod znakiem sporego zamieszania i przenoszenia krążka z jednej strony lodowiska na drugą - jednakże bez konkretów. Ostatecznie jednak niestety z tej wymiany ciosów zwycięsko wyszli "Les Bleus", którzy zdobyli bramkę w trzeciej minucie.
Wówczas to Perret znów pokazał wielki spokój i doskonale wykorzystał podanie Simonsena z obiegu - i było już 2:2. Niedługo potem z dystansu znów próbował strzelać Pociecha, ale tym razem nieskutecznie. Potem zaś doszło do nietypowego incydentu - sędzia zderzył się z Floranem Douay'em i zawodnik musiał opuścić plac gry.
Niestety niedługo potem z tafli musiał zejść też Kamil Górny - ale to z powodu dwuminutowej kary, podczas której rywale Polaków rzucili się do szaleńczych ataków. Na szczęście Fucik dwoił się i troił w bramce, każdorazowo skutecznie blokując strzały.
W międzyczasie do gry wrócił Douay i... faulował Fucika pod bramką, a tym samym to Polska mogła pograć przy power play'u, który jednak nie wychodził naszym hokeistom zbyt dobrze, a ostatecznie w jego trakcie... z lodu musiał zejść Paweł Zygmunt, który nieprzepisowo przeszkadzał jednemu z rywali.
To nie był jednak koniec tego typu problemów - w 12. minucie karę za zahaczenie rywala kijem otrzymał też Jakub Wanacki i to, bez niespodzianki, podjudziło "Trójkolorowych" do nowej serii ataków. Mocny strzał wykonał Simonsen, a na poprawkę zdecydował się też Baptiste Bruche - Tomas Fucik jednak znów wspiął się na wyżyny swych umiejętności.
Walka robiła się coraz ostrzejsza - w ofensywie swoich sił spróbował m.in. Ślusarczyk, ale i Papillon wykazywał się wciąż doskonałym refleksem. Niedługo potem, w minucie 15., Nicolas Ritz trafił zbyt wysoko podniesionym kijem Bartosza Ciurę w twarz i otrzymał karę dwóch minut, choć mogło skończyć się to też równie dobrze na karze meczu. Przy tym power play'u "Biało-Czerwoni" dość skutecznie zamknęli oponentów pod ich bramką, ale kolejne uderzenie Ślusarczyka znów niestety zostało zatrzymane.
Na tym się nie skończyło - niebawem za podcinkę do boksu przy lodowisku musiał udać się Aurelien Dair. Napięcie na Stadionie Zimowym sięgało już wówczas zenitu. Na strzał zdecydował się wówczas Paś, który sprytnie ustawił sobie krążek do strzału, ale trafił wprost w golkipera. Zostały niespełna trzy minuty do końca tercji, a na tablicy wyników wciąż widniał remis.
Na strzał tuż syreną zdecydował się także Zygmunt, ale akcja spełzła na niczym. Tym samym trzeba było rozegrać dogrywkę, tak samo jak w kwietniowym sparingu między oboma zespołami.
Tempo stało się zabójcze - najpierw znów Fucik obronił strzał z dystansu, a zaraz potem dwa uderzenia, jedno po drugim, wykonał Chmielewski mając "na plecach" jednego z przeciwników. Francuski bramkarz jednak również był czujny.
Niebawem z daleka strzelał też Łyszczarczyk, ale został przyblokowany, po czym... błyskawicznie wrócił do obrony i zatrzymał kontrę "Les Bleus". Niestety potem już nie udało się zatrzymać strzału Enzo Guebey'a, jednak kiedy wydawało się, że nastąpił koniec meczu... selekcjoner polskiej kadry poprosił o challenge i okazało się, że przed golem Leclerc sfaulował w polu karnym i trafienie zostało cofnięte.
Francja grała w przewadze po karze dla Chmielewskiego, ale drugi raz sztuka pokonania Fucika w dogrywce już się przeciwnikom Polaków nie udała. Musiały więc decydować karne...
Bruche rozpoczął serię od pewnego trafienia. Mikołaj Syty niestety nie zdołał odpowiedzieć - Papillon złapał krążek. Fucik jednak zaraz potem odbił "karniak" Boudona, ale następnie francuski golkiper zatrzymał parkanem strzał Krężołka.
Następnie Jordann Perret nie zdołał zdobyć bramki, podobnie jak potem Paweł Zygmunt. Jordann Bougro trafił w Fucika i wszystko było w rękach Alana Łyszczarczyka - ten trafił i wyrównał stan serii na 1:1.
Tomas Fucik zablokował potem Simonsena, ale Paś również nie wykorzystał swego karnego. Doszło więc do gry na przewagi... i Łyszczarczyk znów trafił. Niestety to samo zrobił Bruche, więc nie był to koniec dreszczowca.
Za trzecim razem Łyszczarczyk jednak już spudłował. Bruche ruszył do akcji i... Fucik obronił parkanem. Do kolejnej próby podszedł Syty, ale przeciągnął moment strzału i nie wykorzystał swojej szansy. Boudon trafił zaś niebawem w słupek.
Kolejna próba - Łyszczarczyk trafił w rękawicę. Nasz bramkarz następnie obronił strzał Bruche'a parkanem i doszło do 10. kolejki.... Papillon zablokował Krężołka, ale Simonsen był już skuteczniejszy i Francja wygrała 3:2 w karnych z Polską...
Hokejowe MŚ dywizji IA: Kiedy kolejne mecze Polaków?
Reprezentacja Polski w hokeju na lodzie kolejne spotkanie w ramach MŚ rozegra już 5 maja, mierząc się wówczas z będącym ostatnio w naprawdę dobrej formie Kazachstanem. Następnie 7 i 8 maja "Biało-Czerwoni" zagrają odpowiednio z Japonią i Litwą - wszystkie współzawodnictwa odbędą się o godz. 19.30.
Awans do elity zapewnią sobie dwie najlepsze drużyny w dywizji. Po niedzielnym meczu Polacy znajdują się na trzecim miejscu w tabeli za Kazachami oraz Francuzami.












