Reklama

Reklama

Wichniarek czyli... "worek kartofli"

Artur Wichniarek negocjuje nowy kontrakt z Arminią Bielefeld. Od tygodni jest ciekawie, szczególnie, że publicznie głos zabiera sam piłkarz, a także jego doradca Andrzej Grajewski. "Niech działacze Arminii nie myślą, że Artur jest workiem kartofli, który można rzucać, gdzie popadnie" - wypalił promotor boksu i menedżer piłkarski.

Polak zdobył dla Arminii 8 bramek w tym sezonie - z 12, które strzelili rywalom podopieczni Michaela Frontzecka. Nic dziwnego, że jeśli ktoś ma uratować klub ze Wschodniej Westfalii przed spadkiem, to właśnie "Koenig Artur". A nie będzie łatwo - po 12. kolejkach Bundesligi Arminia jest na miejscu spadkowym, mając tylko 8 punktów (jedno zwycięstwo, 5 remisów i aż 6 porażek).

Reklama

31-letni Polak zarabia na razie 600 tysięcy euro rocznie. Nic dziwnego, że prasa w Niemczech określa naszego rodaka mianem "Billig-Stuermer", czyli "tani napastnik". Ostatecznie klub zgodził się na podwyżkę o 30 tysięcy euro miesięcznie, co oznacza 360 tysięcy rocznie. Prawie milion za każdy sezon do 2012 roku - tak ma wyglądać nowy kontrakt polskiego snajpera. Czy jednak zostanie parafowany?

Wydawało się, że kwestia podpisu pod nowym dokumentem jest formalnością. Po jednym ze spotkań w klubowym budynku doradca piłkarza Andrzej Grajewski oświadczył: "Jestem bardzo zadowolony". Jednak sam zawodnik odwołał później dwa terminy. Tłumaczył: "Dla mnie liczy się tylko jedno - walka przed spadkiem. Muszę się skoncentrować na najbliższym spotkaniu z Borussią Moenchengladbach". Tyle, że mecz z Borussią został przegrany 0:2... Spadek Arminii zajrzał w oczy. Sam Wichniarek ostatnio deklarował, że po śmierci mamy zmienił się, ale... dalej potrafi zdecydowanie zabrać głos. Artur celuje nie tylko w bramkę rywali - ostatnio wycelował słowami w partnerów z drużyny. Powiedział: "U niektórych kolegów nie widzę, aby na boisku rozstrzygało się ich życie, aby dla nich toczyła się walka o egzystencję".

Bardzo zdecydowany w swoich wypowiedziach jest także Grajewski. Kiedy działacze Arminii zaczęli naciskać Wichniarka, aby jak najszybciej podpisał nowy kontrakt, Grajewski powiedział w "Bildzie": "Artur ma dwie ciekawe propozycje z zagranicy". W "Kickerze" dodał: "Niech działacze Arminii nie myślą, że Artur jest workiem kartofli, który można rzucić, gdzie popadnie. Na to nigdy nie pozwolę. Dlaczego tak się nie targowali z Middendorpem i Saftigiem, albo jeszcze paroma niefachowymi ludźmi, którzy tylko zaszkodzili Arminii. W Bielefeldzie nie brakuje pieniędzy, ale nie ma piłkarzy". Grajewski i Wichniarek - poza dobrą gażą dla napastnika - domagają się po pierwsze wzmocnień zimą, a po drugie klauzuli w kontrakcie, która umożliwiłaby odejście Polaka do innego klubu w przypadku degradacji Arminii.

Atmosfera w klubie jest coraz bardziej gorąca. Piłkarze dostali zakaz wypowiadania się. Frontzeck tak to skomentował: "Nie jest to takie złe, jeśli pomilczą". Sam na konferencji po klęsce z Borussią urządził prawdziwy show. "Proszę otworzyć okno! No proszę natychmiast otworzyć okno!" - krzyczał do jednego z dziennikarzy. Po tym, jak świeże powietrze wdarło się do pomieszczenia, gdzie toczyła się konferencja prasowa, szkoleniowiec wypalił: "I co - nie słychać, że kibice znowu domagają się mojej głowy. Czy może mam halucynacje?".

Roman Kołtoń

Dowiedz się więcej na temat: doradca | działacze | worek | Wichniarek

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje