Reklama

Reklama

W co gra Mourinho?

Kim jest Mourinho we współczesnym futbolu? Na pewno wybitnym trenerem, ale i nadzwyczajnym prowokatorem.

Mourinho jest prowokatorem jedynym w swoim rodzaju. Oto kilka świeżych cytatów:

"Nie jestem najlepszym trenerem świata, ale... na całym świecie nie ma lepszego ode mnie".

Na słowa dziennikarza, że prezes Interu Massimo Moratti powiedział, że zatrudnia najlepszego szkoleniowca, odparł: "Nie, nie, nie... Powiedźcie prezesowi, że nie jestem najlepszy na świecie, ale sprowadził do pracy w swoim klubie najlepszego, jakiego tak naprawdę mógł znaleźć".

"W lutym będzie Inter i jeszcze trzy drużyny na szczycie tabeli, w marcu będzie Inter i jeszcze dwa zespoły, w kwietniu Inter i już tylko jeden rywal, a w maju zostaniemy sami" - tak zapowiadał sezon 2008/2009 ligi włoskiej przed startem. Po 2. kolejce Serie A oświadczył: "We Włoszech jesteśmy my i później długo, długo nic". Po wygraniu z Panathinaikosem Ateny w 1. kolejce Ligi Mistrzów: "Już wiem, dlaczego wcześniej Inter miał problem z wygrywaniem w międzynarodowej rywalizacji, ale dziś to się zmieniło. Myślę, że do finału Champions League nie przegramy ani jednego meczu".

Reklama

Ostatnio szczególnie prowokował trenera Juventusu Turyn, Claudio Ranieriego, który był jego poprzednikiem w FC Chelsea. Ten nieopatrznie, po jednym z przegranych sparingów, stwierdził: "Nie jestem Mourinho, nie muszę wygrywać wszystkiego, żeby udowodnić swojego ego". Jedno zdanie, które spowodowało prawdziwą kanonadę. Jose najpierw zaznaczył: "Ranieri ma mentalność kogoś, kto nie musi wygrywać. Ma 70 lat i zdobył jeden puchar i jakiś jeden pucharek. Tak naprawdę w jego przypadku jest za późno na zmianę mentalności". Rzecz jasna Mourinho doskonale zdawał sobie sprawę, że Ranieri ma 56 lat, a nie 70... Ostatnio Mourinho nie przyszedł na konferencję prasową po meczu z Lecce - wysłał na nią asystenta Beppe Baresiego. Trener Juve to skrytykował, na co Portugalczyk odpowiedział: "Po pięciu latach w Anglii Ranieri dalej ma problem, aby powiedzieć good morning i good afternoon. Czy brakiem respektu z mojej strony dla dziennikarzy czy kibiców jest fakt, że już na mojej pierwszej konferencji we Włoszech mówiłem w waszym języku?". Wcześniej wyznał: "Nauczyłem się w trzy tygodnie, pracując po pięć godzin dziennie". Na premierowej konferencji błysnął nawet dialektem z Lombardii. Zaznaczył, że nie jest - w tym narzeczu - "pirla", czyli "żądny". Dziennikarze byli zachwyceni. Zdali sobie sprawę, że będą mieli czym wypełniać szpalty swoich tytułów. Angielskie media też były zachwycone, gdy trafił do Premier League. Zaczął od słynnego zdania: "Please don't call me arrogant, but l'm European champion and I think l'm a special one" (za BBC Sport - "Proszę nie bierzcie mnie za aroganta, ale wygrałem Ligę Mistrzów i myślę, że jestem nadzwyczajny"). I dodał: "Mogłem zostać w Porto. Miałbym wspaniałą robotę, siedząc na niebieskim fotelu, a za mną w gablocie stałby Puchar Europy, byłby Bóg, a zaraz po Bogu byłbym ja".

Proszę się nie dziwić, że we Włoszech wychodzi właśnie książka: "Myśli i słowa trenera bardzo szczególnego". W co gra Mourinho? Gra słowa. Można uwielbiać Portugalczyka, ale i można go nienawidzić. Jednego nie można mu odmówić - dodaje kolorytu. Docenił to sir Alex Ferguson, legendarny menedżer Manchesteru United. Oto relacja z jednego ze spotkań przedstawiona przez Jose: "Razem poszliśmy do mojego biura. Zapytał mnie: - Co powiedziałeś prasie chłopcze? Śmialiśmy się i żartowaliśmy, a także piliśmy. Obiecałem mu, że jak przyjadę na Old Trafford w dniu moich urodzin, to przywiozę butelkę wyśmienitego portugalskiego wina. Te, które piliśmy na Stamford Bridge było okropne. Narzekał na to. Jest świetnym, wielkim trenerem. Nazywam go "szefem", bo naprawdę jest szefem nas, trenerów. Może jak będę miał sześćdziesiąt lat, to dzieciaki też tak będą na mnie mówić". Ferguson tak scharakteryzował Mourinho: "Zostawmy na chwilę uszczypliwości - lubię go. Myślę, że postrzega siebie jako rewolwerowca, który przyjechał do miasta, żeby wyzwać na pojedynek starego szeryfa, który rządzi od dawna. Z całą pewnością był o tym przekonany, kiedy nazwał mnie "szefem" i "wielkim trenerem", gdy po meczu poszliśmy na drinka".

Na koniec puenta, pokazująca, że 45-letni Jose Mario dos Santos Mourinho Felix chodzi jednak po ziemi: "Presja? Jaka presja? Presję odczuwają na świecie miliony ludzi, którzy nie mają pieniędzy, aby kupić swoim dzieciom jedzenie. To jest presja. A nie futbol".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje