Reklama

Reklama

O kibicach, Smudzie i dziennikarzach - rzecz jasna - szukających sensacji

Mnóstwo ludzi w Polsce chce oglądać piłkę na nowych stadionach. Mimo że Argentyna wystawi na Łazienkowskiej drużynę C albo nawet D, to na Legii i tak będzie ponad dwadzieścia tysięcy widzów.

INTERIA.PL zaprasza na relację na żywo z meczu Polska - Argentyna - początek godz. 17

Przyjdą na reprezentację i jej gwiazdy, w osobach Szczęsnego z Arsenalu, Piszczka, Błaszczykowskiego oraz Lewandowskiego z Dortmundu, Grosickiego z Sivassporu...

Za selekcjonerskiej kadencji Leo Beenhakkera mecze reprezentacji Polski przyciągały przed ekrany 4, a nawet 4,5 miliona widzów. Teraz publiczność jest zdecydowanie mniejsza - co najwyżej 2,5 miliona. Kadra gra po prostu słabo, a afery wokół drużyny narodowej nie pomagają.

Reklama

Widzę, że Franciszek Smuda bagatelizuje swoją sytuację w publicznych wystąpieniach (m. in. w wywiadzie dla INTERIA.PL), jakby zapomniał co mówił kilka dni temu. Tydzień temu powiedział: "Jeszcze nigdy nie byłem tak bliski zwolnienia z posady selekcjonera". Teraz rzekł: "Dziennikarze muszą coś pisać, żeby ich doniesienia brzmiały sensacyjnie i dobrze się sprzedawały". Można i tak, ale prawdziwą nadzieją 62-letniego selekcjonera jest zaangażowanie jego podopiecznych. Albo zobaczymy je w niedzielnym spotkaniu albo presja zwolnienia Smudy będzie jeszcze większa.

Przed telewizorami zasiada zdecydowanie mniej rodaków, ale za to chęć przeżywania meczów na stadionach jest ogromna. Kiedy świeżo upieczony mistrz Niemiec, Borussia Dortmund przyjechał do Poznania, to na trybunach przy Bułgarskiej zjawiło się 40 tysięcy widzów. Wcześniej obiekt Lecha był wyprzedany na meczach w Lidze Europejskiej, a także podczas spotkania kadry z Wybrzeżem Kości Słoniowej. Liczba kibiców na meczach Ekstraklasy wzrosła o prawie 70 procent. Myślę, że w sezonie 2011/2012 tendencja pozostanie taka sama. Więcej widzów na większych, nowoczesnych stadionach. Nic tylko korzystać z koniunktury....

Dla Polaków - jestem o tym przekonany - Wojciech Szczęsny z Arsenalu, Łukasz Piszczek, Kuba Błaszczykowski, czy Robert Lewandowski z Borussii Dortmund, a nawet Kamil Grosicki z Sivassporu, to zawodnicy dla których warto się wybrać na mecze kadry. Szczególnie, że PZPN zweryfikował wcześniejsze ceny biletów. Na Argentynę i Francję kosztują tyle samo: 50, 90 i 130 złotych.

PZPN należy pochwalić za jeszcze jedno - ucieczkę z Gdańska, nie czekając na 2 czerwca, kiedy miało się okazać, czy Arena będzie mogła przyjąć piłkarzy Polski i Francji. Tegoż 2 czerwca okazało się, że mowy nie ma. Chciejstwo organizacji meczu międzypaństwowego prezydenta Pawła Adamowicza obróciło się przeciwko niemu. Obiekt jest nieznacznie spóźniony, ale komunikat w świat poszedł jednoznaczny: Polacy się spóźnili i musieli odwołać zaplanowany mecz. Ciekawe, jak się czuje Adamowicz, kiedy przypomina sobie swoje wypowiedzi z początku maja? O samopoczucie Smudy nie pytam, zapewne zrzuci wszystko na dziennikarzy, którzy szukają sensacji...

Dyskutuj z Romanem Kołtoniem na jego blogu

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje