Reklama

Reklama

Niemczyk wskazał Janasa

Andrzej Niemczyk zakończył karierę. Ogłosił to niedawno, a na sobotniej gali Siatkarskie Plusy w hotelu Hilton w Warszawie otrzymał nagrodę za całokształt swojej pracy na rzecz siatkówki. Okazuje się, że znakomity polski trener siatkówki teraz koncentruje się na... piłce nożnej. Przyznaje, że właścicielowi Widzewa Łódź Sylwestrowi Cackowi gorąco polecał Pawła Janasa.

W kuluarach uciąłem sobie pogawędkę z Niemczykiem, który dalej tryska energią. Jednak podkreśla, że praca trenerska to już nie jest zajęcie dla niego. - Wysiłek związany z prowadzeniem zespołu niesamowicie spala - mówi 65-letni trener. - Trzeba temu oddać wszystkie siły. Często pracować po dwadzieścia cztery godziny na dobę. Chętnie w życiu popracuję, ale już w innych rolach. Dla Sylwestra Cacka pracuję na trzech posadach. Nie ma co ukrywać - dobrze płaci, ale i sporo wymaga. Ciągle jestem w drodze.

Niemczyk znalazł się między innymi w radzie nadzorczej Widzewa Łódź. Zaznacza: - Cacek szukał ludzi ze świeżym spojrzeniem, ludzi, którzy będą potrafili mu coś podpowiedzieć, ludzi, którzy wyznaczą strategię...

Reklama

Lider piłkarskiej 1. ligi właśnie zmienił trenera - Waldemara Fornalika zastąpił Paweł Janas. - Skłamałbym, gdybym zaprzeczył, iż maczałem w tym palce - z uśmiechem na ustach mówi Niemczyk. - Pawła bardzo cenię i uważam, że może wprowadzić Widzew na inne tory. Proszę mnie źle nie zrozumieć - z pracy Fornalika też jesteśmy zadowoleni, ale Janas przekonuje nas swoim nazwiskiem i dokonaniami. Myślę, że z Pawłem droga będzie łatwiejsza, a ambicje Sylwestra Cacka sięgają mistrzostwa Polski.

Po chwili zadumy Niemczyk dodaje: - Za trzy lata Widzew będzie najlepszym klubem w Polsce.

Niemczyk przyznaje, że Janas swego czasu chciał go włączyć do sztabu reprezentacji Polski! Działo się to przed finałami mistrzostw świata w 2006 roku. Trener siatkówki, świetny psycholog, który z kobiecą reprezentacją dwa razy sięgnął po mistrzostwo Europy, wspomina: - Paweł twierdził, że mogę mieć odpowiedni wpływ na piłkarzy, których ogarnęło mundialowe szaleństwo. Miałem rozładować stres, pełniąc rolę quasi-psychologa. Nawet przez moment mi to zaimponowało, ale później zaprotestowałem. Janas wtedy znalazł się pod ostrzałem mediów. Nie to, że nie chciałem mu pomóc. Wręcz przeciwnie, ale proszę sobie wyobrazić reakcję kibiców i dziennikarzy na moją obecność w sztabie. To dopiero byłaby jazda!.

Kiedy powiedziałem Niemczykowi, że Janas dalej ma problem z mediami, pokiwał ze zrozumieniem głową. Zaznaczył: - Tłumaczę mu, żeby na pytania nie odpowiadał półsłówkami, patrząc w blat stołu. Ostatnie jego wystąpienie przygotowała nasza agencja PR i już było zdecydowanie lepiej. Z dziennikarzami trzeba prowadzić dialog.

Niemczyk posiadł tę umiejętność wspaniale. Nie ma jak jego barwne opowieści, czy porównania. Na scenie w Hiltonie, nagradzany przez prezesa PZPS-u Mirosława Przedpełskiego, wypalił: "Mirek, dobrze, że zakopaliśmy topory". Nie ma jak szczerość!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL