Reklama

Reklama

Kołtoń: Na co idzie kasa PZPN?

PZPN na program pracy z dziećmi przeznacza zaledwie 300 tysięcy złotych, a na "pamiątki w dni niemeczowe" 700 tysięcy złotych. Oj, przydałby się audyt finansowy, przydałby się, ale... po co układowi zakonserwowanemu od czasów Dziurowicza, który Latę zaprowadzi na drugą kadencję.

Prezes PZPN Grzegorz Lato liczy wielką kasę z kolejnych kontraktów, ale na zajęcia z dziećmi i młodzieżą - czy popularyzację futbolu wśród najmłodszych - pieniędzy jak na lekarstwo. Przekonała o tym konferencja na temat pracy z młodzieżą, którą zorganizowała Legia Warszawa.

PZPN reprezentował wiceprezes Jerzy Engel, który przyznał, że w budżecie znalazł się milion złotych na wydział szkolenia. Tomasz Zabielski, pasjonat, który rozwija wszelkie programy popularyzacji futbolu wśród dzieci, zaznaczył: "W PZPN nie jest łatwo cokolwiek zorganizować dla dzieci". Ile związek przeznacza na to pieniędzy? 300 tysięcy złotych, ale tak naprawdę tylko dlatego, że Zabielski chodzi, prosi, nakłania, błaga, zabiega, tłumaczy... Gdyby nie firmy, takie jak Coca-Cola, Deichmann, czy Nike, tak naprawdę nie byłoby za co pracować na rzecz popularyzacji piłki wśród najmłodszych.

Reklama

Engel po tej prawdzie z ust Zabielskiego mówi: "Ile byśmy nie przeznaczyli funduszy na dzieci i młodzież, to będzie za mało". Sam jednak przyznał, że też miał problem z wykrojeniem miliona złotych na wydział szkolenia. A przecież roczny budżet PZPN w 2008 roku to 74 miliony złotych. Ważniejsze są jednak koszty administracji, sięgające 18 milionów złotych, czy upominki w dni niemeczowe, na które związek przeznacza 700 tysięcy złotych rocznie! Na litość boską, 700 tysięcy złotych na pierdoły, takie jak długopisy, breloczki, proporczyki, czy inne totalne głupoty. Zapewne do tego dochodzi drugie tyle kasy na bzdurne gadżety w dni meczowe, co już jest księgowane gdzieś indziej. Oj, przydałby się audyt finansowy w PZPN, bardzo by się przydał. Tyle, że nie ludziom, którzy zakonserwowali układ, trwający od czasów Mariana Dziurowicza, poprzez Michała Listkiewicza, a który zapewne zaprowadzi Latę do drugiej kadencji...

Tymczasem Legia Warszawa szkoli 240 dzieci w Akademii Piłkarskiej i dokłada do tego 2 miliony złotych rocznie. Jarosław Ostrowski, reprezentujący Legię, przyznał: "Tak naprawdę to dwa dobre kontrakty piłkarskie w Ekstraklasie". Szacunek jednak i za tyle pieniędzy. Ostrowski dodaje: "Prowadzilibyśmy zajęcia nawet z tysiącem dzieci, ale brakuje nam bazy". Legia cztery lata rozmawiała z władzami miasta na temat terenów Hutnika Warszawa, gdzie chciała zbudować ośrodek treningowy z prawdziwego zdarzenia - od pierwszej drużyny aż po juniorów młodszych. Koncern ITI chciał na to przeznaczyć konkretne środki, ale miasto oferowało tylko trzyletnią dzierżawę. Ostrowski mówi: "Teraz z powodu kryzysu sprawa jest nieaktualna, a obiekt Hutnika będzie niszczał wiele lat".

Pozytywnych przykładów jak na lekarstwo. Jednym z nich jest Roman Kosecki, który zainwestował w Kosę Konstancin. Były kapitan reprezentacji współpracuje teraz z Legią Warszawa, jako klub partnerski. Kosecki, parlamentarzysta PO, głosi: "Będę zachęcał, aby inni znani piłkarze szli w moje ślady". Jednak tych, którzy zarobili naprawdę duże pieniądze, a tylko takie pozwalają założyć klub szkolący kilkudziesięciu chłopaków, wcale nie jest wielu. Ostatnio pomysł akademii piłkarskiej w Krakowie realizują Tomasz Frankowski oraz Mirosław Szymkowiak.

Smutny to obraz - beznadziei w PZPN, a także niemocy w mieście. Dobrze, że chociaż Hrihorij Surkis "miał sen" i wywalczył dla nas finały EURO 2012. Przynajmniej powstaną nowoczesne stadiony w wielkich ośrodkach i to będzie stanowiło koło zamachowe postępu polskiej piłki.

Dowiedz się więcej na temat: audyt | Legia Warszawa | Warszawa | Kołtoń | 'Kasa' | PZPN

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje