Reklama

Reklama

Kołtoń: Fenomen Stilicia

Takiego piłkarza w Polsce dawno nie było. Semir Stilić w pół roku stał się największą gwiazdą naszej ligi, potwierdzając swoje walory nie tylko na krajowym podwórku, ale i w Pucharze UEFA. Teraz walczy z całego serca dla Lecha Poznań, ale już myśli o odejściu do silnej ligi zachodniej.

Co jakiś czas wybucha w Polsce talent zawodnika, który znajduje się na ustach wszystkich kibiców. Tak było w 1991 roku z Wojciechem Kowalczykiem, czy jesienią 1996 roku z Markiem Citką. Później objawił nam się Emmanuel Olisadebe, Kuba Błaszczykowski, czy Radosław Matusiak. Każdy był kowalem swojego losu. Jakich wyborów życiowych dokona Stilić? Ani "Kowal", ani Citko, ani Matusiak nie zrobili oczekiwanej kariery. "Oli" był gwiazdą na miarę swojego talentu (trochę przystopowaną przez kontuzje), a Kuba też jest na początku drogi (też trochę stopowany przez urazy). Jakim piłkarzem stanie się Stilić?

Reklama

Niedawno miałem okazję dłuższej rozmowy z Bośniakiem dla magazynu "Kulisy Sportu" w Polsacie Sport. Okazał się spokojnym, ale zarazem pewnych swoich racji człowiekiem. Przed nagraniem w Szklarskiej Porębie trener Lecha Franciszek Smuda żartował: "Semir, tylko mów o mnie dobrze". Stilić przyznał po chwili: "Mamy ułatwioną komunikację z trenerem - obaj porozumiewamy się w języku niemieckim. Podoba mi się praca Smudy - podoba mi się także taktyka, którą stosuje Lech". Przypomnijmy, że "Kolejorz" gra w systemie 1-4-3-2-1. To tak zwana "choinka" - czwórka obrońców, trzech pomocników, przed nimi dwóch ofensywnych piłkarzy (jednym z nich jest Stilić) i wysunięty napastnik (z reguły Rengifo). W Szklarskiej Porębie piłkarze Lecha pracowali bardzo ciężko. Podstawą były zajęcia na bieżni miejscowego stadionu, gdzie rano trwała "zabawa" biegowa - na wysokości 800 metrów nad poziomem morza. Pierwszego dnia 45 minut biegu, później 50 minut, następnie 55 minut - i tak aż do 75 minut w czasie jednych zajęć. Ciężko? - zapytałem 2-krotnego reprezentanta Bośni. Stilić odparł: "Nie, normalnie. Proszę mi wierzyć, że w Sarajewie zimą także trenowaliśmy intensywnie".

Liczby Stilicia są znakomite - w polskiej ekstraklasie strzelił 5 bramek i asystował bezpośrednio przy 8 golach. W Pucharze UEFA zdobył 3 gole i zaliczył 4 asysty. Semir mówi: "Gdy przechodziłem do Lecha, to nie spodziewałem się, że w pierwszym roku wystąpię aż w tylu meczach międzynarodowych. Mamy za sobą już dziesięć spotkań, a przed nami co najmniej dwumecz z Udinese. To świetne doświadczenie". Niedawno Lech zagrał sparing z Werderem Brema. "Kolejorz" przegrał tylko 2:3, a Stilić strzelił dwie bramki. Semir przyznaje: "Mam łatwość zdobywania goli, ale proszę mi wierzyć, nie koncentruję się tylko na tym - najważniejsze, aby drużyny miała sukcesy. Będę się tak samo cieszył po golach, jak i asystach".

Występy Stilicia nie przeszły bez echa w Europie. Pojawiła się konkretna oferta z Celticu Glasgow. 21-letni zawodnik mówi: "Nie ukrywam, że to spełnienie moich marzeń. Jestem rozczarowany, że Lech mnie nie puścił. Jednak jestem profesjonalistą. Takie było prawo klubu, z którym podpisałem czteroletni kontrakt. Teraz koncentruję się na tym, aby wyeliminować Udinese, a także powalczyć o mistrzostwo Polski". Jak na transferowe informacje reaguje właściciel Lecha, Jacek Rutkowski? Opowiada niezmiennie: "Panowie dziennikarze, przestańcie sprzedawać piłkarzy Lecha. Przecież Stilić, Lewandowski, czy Peszko dopiero do nas przyszli. To są zawodnicy, którzy muszą okrzepnąć. Lech potrzebuje ich w walce o mistrza Polski oraz kolejne cele".

Wszystkie decyzje Semir konsultuje z ojcem - Ismetem, swego czasu dobrym piłkarzem, który przez wiele lat grał w Portugalii. Stilić mówi: "Mój tata przyjaźnił się z Drulovicem z FC Porto. Moim idolem był jednak Konstandinow, też świetny piłkarz FC Porto". Stilić, swobodą w operowaniu piłką, przypomina znakomitego bułgarskiego napastnika. Semir wspomina: "Tata z kolei był defensywnym pomocnikiem. Dziś trenuje młodzież w Żeljeżnicarze Sarajewo. Codziennie do siebie dzwonimy".

Dlaczego Semir kilka miesięcy temu wybrał Lecha? Stilić zaznacza: "Miałem kilka ofert. Porozmawiałem telefonicznie z dwoma Bośniakami, którzy znają polską ligę. Zgodnie przyznali - Lech to najlepszy klub z najlepszą publicznością. Sam tego doświadczam, ludzie poznają mnie na ulicy. Nie mam problemów z kontaktami z kibicami, z tym, jak ktoś prosi mnie o zdjęcie, czy autograf".

Stilić w pierwszej reprezentacji Bośni debiutował w meczu z Polską - w grudniu 2007 roku. Pomocnik relacjonuje: "Wszedłem na boisko na minutę przed końcem. Szczerze przyznaję, że nie zdołałem nawet kopnąć piłki. Jednak liczę, że teraz będę coraz częściej grał w drużynie narodowej. Mamy bardzo zdolnych, młodych piłkarzy, a kieruje nami doświadczony trener, Chorwat Blażević. Liczę nawet na awans do finałów mistrzostw świata 2010 roku".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje