Reklama

Reklama

III wojna futbolowa, a pomoc biurowa

Ależ było zamieszanie, ależ było napięcie, ależ - jak to zgrabnie ujął wicepremier Grzegorz Schetyna - "strachy na Lachy"! A później została już tylko robota dla prawników i czterech tych samych kandydatów na prezesa PZPN.

Szczytem medialnym całej wojny futbolowej, na linii Ministerstwo Sportu - Trybunał Arbitrażowy przy PKOl - PZPN - FIFA, było wystąpienie Romany Troickiej-Sosińskiej. Sekretarz Trybunału Arbitrażowego przed kamerami TVP powtarzała: "Pan Zawłocki nie był na liście kuratorów, których mógł powołać skład orzekający. Ta lista liczy pięć nazwisk, wiem to, ponieważ ją prowadzę".

Kiedy prawnik z Poznania, kurator PZPN Robert Zawłocki upierał się, że jest kuratorem, ponieważ złożył odpowiednie ślubowanie i ma "ankietę personalną", pani Romana odparła: "Kuratorem można zostać tylko na podstawie decyzji prezydium przy Trybunale Arbitrażowym, a takiej w sprawie pana Zawłockiego nie było".

Reklama

Zawłocki zaznaczył: "Kontaktowała się ze mną pani Katarzyna Grabska ". Troicka-Sosińska podsumowała: "To pomoc biurowa". Następnego dnia Troicką-Sosińską prostował sam przewodniczący Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, Zygfryd Siwik, który stwierdził, że sekretarz tego ciała - de facto - nie ma pojęcia o swojej robocie, skoro lista kandydatów na kuratorów liczy dziewięć nazwisk, a ona zna tylko pięć.

I znowu triumfował prezes PZPN, Michał Listkiewicz, który w wywiadzie dla "Polski" stwierdził: "Instytucja Trybunału przy PKOl kompletnie się zatraciła. Służalczość wobec ministerstwa i zupełny brak samodzielności".

No pięknie, polski film pod czeskim hasłem "nikt nic nie wie". Najpierw było wielkie halo na temat "nieprawidłowości prawnych w PZPN" (jak najbardziej słusznych), a później okazuje się, że najważniejsza instytucja prawna w polskim sporcie działa fatalnie, na pograniczu prawa i dobrych obyczajów.

Ciekawie interpretuje zdarzenia Zbigniew Boniek: "Przed akcją ministerstwa był bałagan i teraz dalej jest bałagan". "Zibi" dodaje: "Teraz ten bałagan musi posprzątać nowy prezes PZPN".

Boniek, obok Grzegorza Laty, Zdzisława Kręciny i Tomasza Jagodzińskiego, stanął do walki o schedę po Listkiewiczu, ale dość realistycznie ocenia swoje szanse: "dziesięć procent". Wydaje mi się, że na koniec dojdzie do starcia Kręciny z Latą i 30 października wygra dotychczasowy sekretarz generalny PZPN.

I tylko Jana Tomaszewskiego żal, który najpierw wychwalał pod niebiosa ministra Drzewieckiego, głosił, że dzień wprowadzenia kuratora jest "najważniejszym w historii polskiej piłki", a później obraził się na cały świat w programie Tomasza Lisa i opuścił dyskutantów...

Jeden z moich znajomych prawników, uczestników konfliktu, mówi: "Szkoda, myślałem, że będzie zadyma na całego, po tym jak FIFA nas wykluczy". I dodaje: "Teraz to czekam na IV wojnę futbolową"...

Roman Kołtoń

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje