Reklama

Reklama

Franz Smuda, czyli "a zabiję ich wszystkich"

Franciszek Smuda to jeden z moich ulubionych trenerów. Sprawdził się w większości klubów, które prowadził. Czy sprawdzi się na najważniejszym miejscu pracy trenera - w reprezentacji? Po roku jego pracy, czas na pierwsze wnioski... Pod hasłem - "A, zabiję ich wszystkich".

Ostatnio Franciszek Smuda posługuje się niedopowiedzeniami. Zainspirował przeciek do "Przeglądu Sportowego", o rezygnacji z Artura Boruca i Michała Żewłakowa, ale zarazem nie chce tego publicznie komentować. Potrafił jednak przyznać, że opaskę kapitana powierzy Kubie Błaszczykowskiemu, a naszymi bramkarzami na finały EURO 2012 są Łukasz Fabiański i Przemysław Tytoń. Hm, ciekawe wnioski, bardzo ciekawe...

Pamiętacie "Psy" i postać zagraną przez Bogusława Lindę - Franza Maurera. Dialogami można sypać. Wobec wyrzucania kolejnych piłkarzy przez "Franza" Smudę, pozwolę sobie przytoczyć rozmowę z Wielkim Słabym, który na wstępie głosi: "Pan wybaczy, że będę pracował, ale mam pilną robotę - szykuję trumnę dla brata".

Reklama

"Tamtymi to ja się zajmę" - głosi po chwili Franz. "Jak pan to zrobi?" - dopytuje się Słaby. "A zabiję ich wszystkich" - odpowiada Maurer.

W tym kontekście, dla mnie nadzwyczaj ciekawa była lektura w ostatnich dniach statystyki przygotowanej przez "PS", a dotyczącej wszystkich meczów kadencji Smudy. Oto kilka wniosków:

Po pierwsze, bramkarze

Smuda powołał aż ośmiu bramkarzy! Siedmiu zagrało, a Grzegorz Sandomierski - ten ósmy - ma obiecany występ ze Słowacją B w grudniu. Najlepsze noty w "Przeglądzie Sportowym" z tychże siedmiu bramkarzy ma Artur Boruc (średnia 6,00), który nie zawiódł z Ukrainą i USA, a więc z wartościowymi rywalami. Boruc jest jednak na aucie, chociaż jeszcze we wrześniu - wedle słów Franza - "wyglądał jak model" i "pozbył się schabów"...

Po drugie, obrońcy

Wśród obrońców "PS" umieścił 19 nazwisk - jedno błędnie Bartosza Salamona, któremu nie dane było założyć trykotu z Białym Orłem. Więc łącznie w 14 spotkaniach za kadencji Smudy wystąpiło 18 obrońców! Pewniakiem był kapitan, Michał Żewłakow - zagrał w 10 meczach. Nie wystąpił tylko w spotkaniach poza terminem FIFA w Azji, a także zabrakło go z powodu kontuzji z Serbią. Średnia not - 4,90 - jedna z najwyższych. Lepszą wśród obrońców ma tylko Łukasz Piszczek - 5,5 za sześć meczów.

Trudno z Żewłakowem porównywać Sebastiana Boenischa, który ma średnią 5,00 za dwa mecze i Jakuba Rzeźniczaka, który legitymuje się średnią 5,00, ale tylko za jedno spotkanie (65. minut ze słabiutką Kanadą).

Boenisch jest poważnie kontuzjowany, praktycznie ten sezon ma stracony. Ponadto, jeśli chodzi o Boenischa chciałbym zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. W grze ofensywnej - w spotkaniach z Ukrainą i Australią - piłkarz Werderu wyglądał fajnie, a w defensywie fatalnie - zamieszany w utratę bramek w obu spotkaniach. Są jeszcze jacyś obrońcy? Pełno, ale jak grali, to wiemy...

Po trzecie, pomocnicy

Pomocników Smuda zabrał na swoje zgrupowania 21., ale trzech z nich ani razu nie wystawił (Rafał Boguski, Grzegorz Bonin i Salamon), a dwóch tylko po razie (Roger Guerreiro i Janusz Gancarczyk). Najwyższe noty ma dwóch za epizody - 6,00 Kamil Kosowski za dwa pierwsze spotkania za kadencji nowego selekcjonera (nie został powołany później ani razu!), 6,00 także Radosław Majewski (za 66. minut w trzech próbach). Myślę, że Smuda ma absolutne przekonanie do trzech zawodników: Jakuba Błaszczykowskiego (dziewięć meczów, dwa gole, dwie asysty, średnia not 5,67), Ludovica Obraniaka (sześć spotkań, gol i dwie asysty, średnia not 5,83) i Rafała Murawskiego (siedem meczów, średnia not 5,00). To, że noty są dyskusyjną sprawą pokazuje przykład Macieja Iwańskiego, który moim zdaniem nie nadaje się do kadry, a średnią ma jedną z wyższych - 5,40 za sześć meczów.

Bardzo często grali Sławomir Peszko (11 meczów, aż osiem w podstawowym składzie) i Maciej Rybus (też 11 meczów, z czego cztery w podstawowym składzie), ale jeden spacerował po korytarzu, a drugi ostatnio spaceruje po boisku...

Po czwarte, napastnicy

Przez rok Smuda powołał 11 napastników, z czego 10 zagrało (nie wystąpił tylko Daniel Gołębiewski). Pewniakiem był Robert Lewandowski, który zagrał we wszystkich 14 meczach, z czego 13 razy w podstawowym składzie: jako wysunięty napastnik albo - gdy na boisku był Ireneusz Jeleń - jako skrzydłowy. "Lewy" nie błyszczał. Bilans ma słabiutki - tylko cztery gole, z czego dwa z Singapurem (średnia not 4,57).

Jeleń średnią not ma o wiele wyższą - 5,25, ale jest poważny problem: napastnik Auxerre zagrał tylko w czterech meczach (raz posłał piłkę do siatki). Mam zresztą takie wrażenie, że wybierał sobie mecze... A to jest fatalne wrażenie, jeśli chodzi o drużynę narodową. Może zdrowie rzeczywiście nie pozwala mu na więcej?

Po piąte, "odstrzeleni"

W pół roku - "za nieprzestrzeganie regulaminu" - wylecieli Patryk Małecki (zagrał aż w siedmiu meczach), Peszko, Iwański, Żewłakow i Boruc. W myśl hasła "a zabiję ich wszystkich". Niesamowite...

Mnóstwo nazwisk świadczy o chaosie. Słabi rywale, jak Singapur, Tajlandia, rezerwy Ekwadoru, czy teraz w grudniu rezerwy Słowacji niczemu nie służą, o czym Smuda przekonywał nas za kadencji Leo Beenhakkera. Wybuchają kolejne afery. Smuda staje się nerwowy. Jednak zaufanie ze strony Grzegorza Laty pozwala mu na sto procent zakładać, że poprowadzi drużynę w finałach EURO 2012. Takiej sytuacji nie miał żaden selekcjoner. Każdy z nich ścigał się z czasem, aby co najwyżej po kilku miesiącach grać mecze o punkty. Smuda ma komfort i niech tego nie roztrwoni. Franz, powodzenia!

Dyskutuj na blogu Romana Kołtonia

Dowiedz się więcej na temat: zabójstwo | Franciszek Smuda

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje