Reklama

Reklama

Boniek czy Al-Khelaifi? Kto dyktuje przyszłość futbolu?

Dla Zbigniewa Bońka to honor znaleźć się na stanowisku wiceprezydenta UEFA. Dla polskiej piłki to też świetna wiadomość - "Zibi" już wcześniej potrafił pozyskiwać ważne imprezy dla naszego kraju. Pytanie, czy Polak będzie w stanie zmienić rzeczywistość UEFA w większym stopniu, aby organizacja była otwarta na mniejszych, a nie tylko rządził nią dyktat możnych?

Prezydent UEFA, Słoweniec Aleksander Czeferin osobiście zwrócił się z propozycją, aby Zbigniew Boniek objął stanowisko wiceprezydenta Europejskiej Unii Piłkarskiej. Tych wiceprezydentów jest zresztą aż sześciu: Szwed, Karl-Erik Nilsson, Polak, Węgier Sandor Csanyi, Portugalczyk Fernando Gomes, Hiszpan Luis Rubiales i Anglik David Gill.

Pozostali członkowie Komitetu Wykonawczego to: Francuzka Florence Hardouin, Albańczyk Armand Duka, Rosjanin Alexander Djukow, Włoch Gabriele Gravina, Niemiec Rainer Koch, Duńczyk Jesper Moeller, Ukrainiec Andrij Pawlenko, Holender Just Spee, Chorwat Davor Suker, Turek Servat Yardimci, Niemiec Karl-Heinz Rummenigge, Katarczyk Nasser Al-Khelaifi i Hiszpan Javier Tebas. Dokładnie tych dwudziestu ludzi ma potężną władzę. Ponieważ tradycją jest, że najważniejsze decyzje - choćby o formatach rozgrywek - zapadają właśnie na posiedzeniach Komitetu Wykonawczego UEFA, a nie na kongresie, w którym biorą udział wszystkie federacje.

Reklama

Charakter Zibiego nie pozwoli mu milczeć…

Myśl przewodnia tego tekstu - czy futbol przyszłości będzie kształtował Boniek, czy Al-Khelaifi? Najłatwiejsza odpowiedź jest, że obaj. Cynik powie, że tylko przedstawiciel szejka, rządzącego Katarem, który nie tylko nabył udziały w PSG, ale i pozyskał mundial. Racjonalnie do rzeczy podchodząc, warto jednak zwrócić uwagę na to, że Boniek będzie przy jednym stole. Z prawem głosu - możliwością argumentacji. Charakter "Zibiego" nie pozwoli mu milczeć w wielu sytuacjach. Na takim forum, jak Komitet Wykonawczy UEFA ważna jest polityka, choćby siły płynącej z pieniądza. Jednak wiele rzeczy wypracowuje się też na zasadzie kompromisu. Wielcy menedżerowie nakręcający Superligę szli na wydrę, aby w kilkadziesiąt godzin przegrać w najgorszym możliwym stylu...

Nota bene trzeba przyznać, że Al-Khelaifi niesamowicie skorzystał na ostatnich wydarzeniach, jeśli chodzi o Superligę. Rządzący PSG nie przystąpił do projektu, który forsowali prezes Realu, Florentino Perez i szef Juventusu, Andrea Agnelli. Ten ostatni jeszcze w piątek firmował posiedzenie ECA, czyli Europejskiego Stowarzyszenia Klubów. W czasie obrad władze ECA zatwierdziły nowy format Ligi Mistrzów na lata 2024-2027. W niedzielę Agnelli kopnął w stołek, na którym były karty (i kasa) i wypisał się z szefowania ECA, aby z przekonaniem wejść w Superligę (gdzie miała być jeszcze większa kasa). We wtorek wieczorem Agnelli był skończony. 6 klubów z Anglii, które deklarowały przystąpienie do Superligi, wycofało się. Szef Bayernu, Karl-Heinz Rummenigge też nie chciał firmować Superligi. We wtorek trafił do Komitetu Wykonawczego UEFA. Z kolei Al-Khelaifi w środę został szefem ECA.

To Boniek wnioskował zmianę Ligi Narodów…

Zbigniew Boniek - jako członek Komitetu Wykonawczego UEFA w latach 2017-2021 - miał rzeczywisty wkład w rozwój futbolu w Europie. W dwóch projektach odegrał kluczową rolę. Przecież pierwotna Liga Narodów zakładała, że w Dywizji A będzie występowało 12 drużyn - po 3 w czterech grupach. Jednak Było to dziwne i osłabiało biznes. Bo Dywizje B, C, czy D składały się z grup 4-zespołowych. Jednak najbardziej wartościowe były prawa do transmisji Dywizji A. Boniek zaproponował więc, aby Dywizję A powiększyć do 16 drużyn - czterech grup 4-zespołowych. I UEFA przyklasnęła temu pomysłowi. Już jesienią 2020 roku właśnie w tym formacie rozegrana została Liga Narodów.

Nota bene bardzo na tym skorzystały zespoły, które w pierwszej edycji Ligi Narodów zajęły 3. miejsce w swoich grupach. Według pierwotnego regulaminu zostałby zdegradowane do Dywizji B, a dotyczyło to Niemców, Islandczyków, Chorwatów i... Polaków. Polska reprezentacja prowadzona na zielonej murawie przez Jerzego Brzęczka spadła, ale dzięki zabiegowi organizacyjnemu Bońka utrzymała się.

Boniek kompletnie nie mógł również zrozumieć idei turnieju finałowego U-21 w formacie 12 drużyn. W takim formacie rozegrany został choćby mistrzostwa Europy w Polsce w 2017 roku. Do półfinałów awansowało 3 zwycięzców grup 4-zespołowych i jedna drużyna z 2. miejsca, ta z najlepszym bilansem. W podobnym formacie rozegrany został także turniej w 2019 roku - na boiskach Włoch i San Marino. Jednak turniej zaplanowany na 2021 rok - na Węgrzech i w Słowenii - odbył się już w formacie 16-zespołowym. Tyleż odbył się, co dalej odbywa, bo po fazie grupowej, która rozegrana została w dniach 24-31 marca, odbędą się jeszcze mecze fazy pucharowej - ćwierćfinały, półfinały i finał. Terminy to 31 maja - 6 czerwca, ale rozdzielenie turnieju nastąpiło ze względu na przeładowany kalendarz - w związku z pandemią. Boniek mówił już jakiś czas temu: "Docelowo każde rozgrywki kontynentalne powinny odbywać się w fazie finałowej z udziałem 16 zespołów. Przecież UEFA zrzesza 55 federacji". Kiedyś sytuacja była inna. Tych federacji w momencie upadku Bloku Wschodniego było niewiele ponad 30...

Nowa Liga Mistrzów – pod możnych bez dwóch zdań!

Czy Boniek może wpłynąć na UEFA w zakresie rozgrywek klubowych? Na lata 2021-24 to już zupełnie niemożliwe. Formaty są przygotowane w każdej postaci. Ba, prawa telewizyjne i sprzedane. Pytanie o lata 2024-27. I tutaj też już specjalnie nie ma ruchu! Przyjęty został format Ligi Mistrzów, w którym znajdzie się w fazie grupowej 36 klubów, a nie 32. Będzie obowiązywał wariant z tak zwanym modelem "szwajcarskim", jeśli chodzi o początkową fazę. Wszystkie 36 drużyn znajdzie się w jednej grupie, ale będzie grało się 10 meczów - każdy z innym klubem (5 u siebie, 5 na wyjeździe). 8 najlepszych drużyn awansuje dalej - do 1/8 finału. Z kolei zespoły z miejsc 9-24 zagrają rundę play-off (mecz i rewanż), aby wyłonić pozostałych 8 uczestników 1/8 finału. Później będzie już klasyka - 1/8, 1/4, 1/2 na zasadzie mecz i rewanż. I rzecz jasna finał!

Oznacza to łącznie 225 meczów. To gigantyczny wzrost. Dotychczas Liga Mistrzów odbywała się w formacie 8 grup 4-zespołowych. Później 1/8, 1/4 i 1/2 finału, a następnie finał. W sezonie było 125 spotkań do rozegrania. Tylko zwiększenie meczów o 80 procent ma przynieść wzrost przychodów o prawie 70 procent, czyli o 1,7 miliarda. Już teraz Liga Mistrzów wypracowywała około 3 miliardów euro za sezon. Od 2024 - wedle wstępnych szacunków - na pewno w obrocie będzie 4,5 miliarda euro. Jednak rozwój rynku - choćby platform streamingowych - może oznaczać, że przychód z Champions League będzie wyższy. Niektóre źródła piszą o 6, a inne nawet o 7 miliardach euro w obrocie na sezon.

Rzecz jasna możni będą zagarniać najwięcej. Już teraz format 36-zespołowy premiuje Francję, która jest na 5. miejscu w rankingu UEFA. Właśnie federacja na piątym miejscu ma prawo do dodatkowego miejsca w Lidze Mistrzów. A jak! Ba, dwa kolejne miejsca przypadną zespołom, które formalnie z rodzimych lig nie będą miały prawa do gry w Lidze Mistrzów, ale będą dysponować najlepszym rankingiem z ostatnich lat spośród drużyn, które takiego miejsca nie będą miały zagwarantowanego (z zaznaczeniem, że klub wywalczył w swojej lidze przynajmniej kwalifikację do Ligi Europy lub Conference League). To najbardziej dyskusyjny punkt - mający zabezpieczać możnych. Gdyby Real Madryt - jakimś cudem, nie zajął jednego z czterech miejsc w La Lidze - to właśnie na tej podstawie znalazłby się w Lidze Mistrzów, gdyby był w rodzimej lidze na 5, czy 6 miejscu albo wygrałby Puchar Króla... Czwarte dodatkowe miejsce przypadnie ścieżce  marketingowe również są mistrzowskiej kwalifikacji.

Wracając do tytułowego pytania - kto dyktuje przyszłość futbolu? Al-Kalaifi i inni możni mają przeogromne możliwości. I zapewne zakusy. Co nie znaczy, że nie warto walczyć o swoje. Argumentować, targować, naciskać. Na koniec UEFA - przynajmniej formalnie - na bazie statutu jest organizacją demokratyczną. I jak widać na korzeniach europejskich zbudowaną, gdzie liczy się historia, społeczeństwo i cokolwiek solidarności. Gdzie sport opiera się na rywalizacji. Liga Mistrzów w tej postaci, w jakiej jest teraz i na najbliższe trzy sezony, sformatowana jest pod możnych, ale jednak wynika ze sportu. Boniek to człowiek sportu i pewne rzeczy może uświadamiać. Tylko tyle? Aż tyle...

Roman Kołtoń

Wejdź na kanał "Prawda Futbolu"


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje