Reklama

Reklama

Cracovia. U Filipiaka i Probierza nie ma miejsca na burzliwe rozstania

Prezes Janusz Filipiak mianował trenera Michała Probierza wiceprezesem i na razie to strzał w okienko. Teraz jednak właściciel Cracovii musi pielęgnować tę przyjaźń, bo odejście trenera to nic w porównaniu z konsekwencjami odejścia trenera-wiceprezesa - pisze w najnowszym felietonie Piotr Jawor.

Filipiak może dziś chodzić z podniesioną głową. Wielokrotnie krytykowany za niespójną politykę i wykluczające się pomysły na prowadzenie klubu, tym razem zaryzykował i na razie jest zwycięzcą.

15 stycznia sytuacja "Pasów" nie była wesoła. Drużyna ciągle znajdowała się w dolnej części tabeli i choć na zakończenie rundy zaczynała punktować, to jednak przerwa zimowa (a przede wszystkim okres transferowy), to ostatnimi czasy w Cracovii wielka niewiadoma.

Reklama

Mimo to Filipiak zaryzykował i jeszcze mocniej postawił na Probierza, który kilka tygodni wcześniej wystawił jego cierpliwość na wielką próbę (Cracovia była nawet na ostatnim miejscu). Mimo to prezes ogłosił światu, że Probierz będzie nie tylko trenerem, ale również wiceprezesem klubu i dziś szef Cracovii może powiedzieć: "Odkąd podjąłem tę decyzję, drużyna zdobyła komplet punktów, pokonała mistrza Polski, wskoczyła do górnej "ósemki" i do podium traci trzy punkty. No to co, miałem rację?".

Wiceprezes może polecieć za winy trenera

Probierz jako trener Filipiaka nie zawiódł. Drużyna gra skutecznie i ładnie, a pozyskani piłkarze zaczynają się spłacać (choć tradycyjnie zimą Probierz kilku się pozbył). Na dziś trener Probierz broni się jak nigdy i lepiej dla klubu, żeby trwało to jak najdłużej. I nie chodzi tylko o wyniki sportowe, ale władzę jaką posiada. Szkopuł bowiem w tym, że świetny (załóżmy) Probierz-wiceprezes może zostać zwolniony za to, że nie idzie Probierzowi-trenerowi.

To oczywiście żadna nowość, bo na tym polega tzw. model angielski. Tyle że Filipiak poszedł dalej i dał Probierzowi nie tylko absolutną władzę nad drużyną i transferami, ale również nad grupami młodzieżowymi, drużyną rezerw (która ma powstać), tworzeniem wewnątrzklubowego systemu, bazą treningową w Rącznej, a nawet - jak przyznał szef "Pasów" - masażystami.

Zadaniu Probierz ma szansę podołać, bo energii ma jak mało kto. Dziś trenuje zespół, układa sprawy klubowe, udziela się w mediach społecznościowych i prowadzi wielką kampanię zapraszania kibiców na mecz. Uzależnianie jednak aż tylu rzeczy od jednego człowieka wiąże się z dużym ryzykiem. Ryzykiem, które może zminimalizować tylko sam Filipiak.

Rozstanie tylko w zgodzie

Model angielski ma to do siebie, że prawidłowo funkcjonuje tylko wtedy, gdy przekazanie władzy odbywa się płynnie. Trenera nie można zwolnić z dnia na dzień, tylko długo przygotowywać cały klub na jego odejście. Trener-menedżer powinien przekazać swoje obowiązki, a w przypadku kompetencji Probierza nie będzie to rzecz, którą uda się zrobić w tydzień.

Dlatego Filipiak - dając Probierzowi władzę, jakiej w Ekstraklasie nie miał jeszcze żaden trener - powinien wiedzieć, że nie tylko zdecydował się na wieloletnią współpracę, ale też na współpracę, która nie może zostać nagle przerwana, jak miało to miejsce swego czasu np. z Wojciechem Stawowym czy Jackiem Zielińskim.

W tym układzie nie można pozwolić sobie na konflikt, który rozwiąże hasło: "Ja tu jestem szefem. Zwalniam cię!". Nie da się bowiem w jeden dzień przekazać wizji budowy zespołu, grup młodzieżowych, rezerw, planów i niuansów rozbudowy bazy w Rącznej, ani nawet problemów masażystów. A nawet jeśli tego czasu będzie więcej, to lepiej, by trener-wiceprezes odchodził w atmosferze, dzięki której będzie zależało mu na kontynuacji rozpoczętej polityki, a nie tylko odbębnieniu okresu wypowiedzenia.

Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Michał Probierz | Janusz Filipiak | Cracovia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje