Bruk-Bet Nieciecza. Trudne życie po spadku z Ekstraklasy

Gdy w maju drużyna z podtarnowskiej wioski żegnała się z Ekstraklasą, w najczarniejszych snach jej kibice nie wyobrażali sobie, że tak trudno będzie odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Nieciecza. Dwie godziny po zwycięskim meczu z Cracovią, jednym z niewielu w ostatnich miesiącach, który dał trochę radości kibicom Bruk-Betu. Prezes Danuta Witkowska siedzi w klubowym holu i już myśli o kolejnym spotkaniu. 

Reklama

Tym razem nie będzie to jednak mecz z Legią Warszawa, Wisłą Kraków czy Lechią Gdańsk, ale z Wartą Poznań. Niedawno oba zespoły dzieliła przepaść, dziś tylko cztery punkty w tabeli i to na niekorzyść Bruk-Betu.

Nie ma się co głaskać

Niewiele ponad rok temu nic takiej katastrofy nie zapowiadało. W sezonie 2016/2017 niecieczanie awansowali nawet do "grupy mistrzowskiej" Ekstraklasy, ale później w klubie zaczęły się dziać dziwne rzeczy. Na potęgę sprowadzano zagranicznych piłkarzy, wymieniano szkoleniowców (w sezonie 2017/2018 było ich trzech), a wszystko zakończyło się spadkiem z Ekstraklasy.

Mimo to pozycję zachował trener Jacek Zieliński, ale kompletnie sobie nie poradził - w dziewięciu spotkaniach zdobył raptem pięć punktów i drużyna była zakopana na dnie tabeli. Cierpliwość państwa Witkowskich skończyła się i sięgnęli po Marcina Kaczmarka. Był trener Wisły Płock zdobył już 11 punktów w siedmiu meczach i wyprowadził zespół ze strefy spadkowej. Mimo to szkoleniowiec nie może się już doczekać zakończenia rundy.

- Ten klub na pewno ma większe możliwości niż to, co w tej chwili prezentuje. Jestem przekonany, że przy dobrej i mądrej pracy zaczniemy regularnie punktować. Czy już w tej rundzie? Nie wiem, bardzo bym chciał... Z utęsknieniem czekam na przerwę w rozgrywkach, bo chciałbym z tym zespołem mocno i solidnie po swojemu popracować. Chcemy jak najszybciej wyjść na prostą. Nie ma się jednak co głaskać, tylko trzeba pracować. Ten zespół znów musi poczuć swoją wartość - podkreśla trener Kaczmarek.

Na dobre i na złe

I liga to nie tylko inna jakość piłkarska, ale też zupełnie inne realia kibicowsko-organizacyjne. Wcześniej na mecze Bruk-Betu w luksusowych samochodach zjeżdżali biznesmeni z całego regionu, a dziś zaglądają tu znacznie rzadziej. Główny parking przed stadionem również pękał w szwach, a teraz samochody na nim można stawiać w poprzek, a i tak wszystkie się zmieszczą.

Nic jednak dziwnego, skoro w poprzednich sezonach topowe spotkania Ekstraklasy oglądało w Niecieczy ponad cztery tysiące ludzi, a teraz na obiekcie udaje się dobić do góra dwóch tysięcy. Na ostatnich meczach na ogół było ok. 1200 osób. Niewiele więcej oglądało też środowe zwycięstwo nad Cracovią w Pucharze Polski (1466 kibiców), a wówczas trybuny niedawno wybudowanego stadionu w Niecieczy wyglądają tak:

- Cieszę się, że wygraną z Cracovią daliśmy trochę radości kibicom w Niecieczy, bo powodów ku temu ostatnio mieli mało. Ci ludzie są jednak z nami na dobre i na złe - zaznacza trener Kaczmarek, który nie chce zdradzać celu, jaki postawił przed drużyną. Na starcie rozgrywek mówiło się tylko o powrocie do Ekstraklasy, ale później wszystko stanęło na głowie i słowo "awans" zostało zastąpiono przez "utrzymanie".

Po 16 kolejkach I ligi Bruk-Bet Nieciecza ma 16 punktów, o jeden więcej niż otwierający strefę spadkową Stomil Olsztyn.

Z Niecieczy Piotr Jawor

Dowiedz się więcej na temat: Bruk-Bet Termalica Nieciecza

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje