Reklama

Reklama

Tak Robert Lewandowski pobił rekord Gerda Muellera

Rafał Gikiewicz bronił jak w transie, ale Robert Lewandowski i tak dopiął swego - ustanowił nowy rekord Bundesligi, spychając w cień wyczyn Gerda Muellera z sezonu 1971/1972. Nie jest to jednak ukoronowanie sezonu "Lewego". Na nie przyjdzie pora podczas Euro 2020 i potrzebne będzie wsparcie całego zespołu - "Biało-Czerwonych" - pisze dyrektor Sport.Interia.pl Michał Białoński.

Nowe siedem sekund Lewandowskiego

Siedem sekund. Dotychczas kojarzyliśmy je z milczeniem Roberta po porażce z Włochami 0-2 w Lidze Narodów, które interpretowane było jako wyraz dezaprobaty kapitana reprezentacji wobec sposobu, w jaki Jerzy Brzęczek prowadzi kadrę. O tym, że interpretacja ta była całkowicie błędną napiszę niżej. Teraz o czymś znacznie ważniejszym - otóż nowe siedem sekund Lewandowskiego. Dokładnie tyle brakowało do końca sezonu w Bundeslidze, gdy dokonał niemożliwego - w drugim sezonie napiętnowanym covidem, grając bez wsparcia dwunastego zawodnika, pobił bez mała 40-letni rekord Gerda Muellera. Po bramce Roberta sędzia Markus Schmidt odgwizdał koniec meczu. Wiedział, że lepszego akordu na finisz rozgrywek być nie może.

Reklama

- Gorzej być nie mogło, że "Lewemu" przyjdzie bić rekord właśnie w meczu z Augsburgiem. Nie ma dobrego wyjścia: gdy Gikiewicz puści mu gola, Niemcy powiedzą, że Polak pomógł Polakowi zdetronizować Muellara. Gdy tego nie zrobi, powiedzą, że Polak Polakowi świnią - powiedział mi kolega przed meczem, a cały nasz piękny kraj drżał przez ponad 89 minut, że oto realizuje się ta druga wizja. Wojna polsko-polska przeniosła się na arenę Bundesligi.

Gikiewicz i Lewandowski znaleźli najlepsze wyjście - pełen profesjonalizm

Na szczęście Rafał Gikiewicz i Robert Lewandowski znaleźli trzecie, najlepszy wyjście. "Giki" bronił jak wariat. Zatrzymał "Lewego" sześć razy, w większości po uderzeniach z najbliższej odległości, a skapitulował tylko raz, w beznadziejnej sytuacji, gdy właściwie mógł przepuścić do siatki piłkę już po strzale Kinglesya Comana i nikt by nie miał do niego pretensji. Rafał obronił, a Robert wykorzystał instynkt killera - ten jeden, jedyny raz urwał się aniołom stróżom, z archaniołem Markiem Suchym na czele i wpakował piłkę do pustej bramki. Lepszego finału gonitwy za rekordem nie wymyśliliby najbardziej rozchwytywani scenarzyści Hollywoodu.

Gikiewicz wyżej oceniony niż Neuer

"Giki" ma rację, mówiąc w "Prawdzie Futbolu", że miliony ludzi na całym świecie oglądało trzech Polaków w pasjonującym widowisku. Robert strzelał 10 razy, z czego aż siedem celnie, miał 44 kontakty z piłką, trzy kluczowe podania. Portal Whoscored dał mu notę 9.11 w skali dziesięciostopniowej, oczywiście najwyższą spośród wszystkich piłkarzy - na drugim miejscu Coman - 8.48. Rafał Gikiewicz puścił pięć bramek, ale i tak dostał wyższą cenzurkę - 7.50 niż Manuel Neuer  (7.37).

- Zadbałeś o dramaturgię. Gdyby Robert strzelił na początku meczu, to nie byłoby tylu emocji - pogratulował Rafałowi Gikiewiczowi Hansi Flick

Sam "Giki" niesłusznie próbował się obwiniać za puszczenie piątego gola: - Powinienem do boku sparować piłkę, ale była dobrze uderzona, między nogami obrońcy Oxforda, przez co później ją zobaczyłem - zwierzał się Romanowi Kołtoniowi na kanale "Prawda Futbolu".

1 Człowiek, 1 Rekord, 41 Goli #LewanGO41ski #TheBest - fachowcom od mediów społecznościowych Bayernu nie brakuje inwencji. Mamy szczęście, że żyjemy w erze "Lewego".

Michał Białoński, Interia

Dowiedz się więcej na temat: Robert Lewandowski | Rafał Gikiewicz | michał białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy