Reklama

Reklama

Paulo Sousa, czyli złoty strzał Bońka

Zbigniew Boniek zrobił, co mógł, by za rok on sam, a razem z nim 36 mln Polaków nie pluło sobie w brodę, mówiąc: „Można to było ułożyć inaczej”. Użył wszystkich swoich kontaktów, całego piłkarskiego know-how, by w reprezentacji Polski pojawiła się najlepsza z możliwych nowa miotła: Paulo Sousa. Teraz piłka po stronie selekcjonera, jego sztabu i piłkarzy „Biało-Czerwonych” - pisze szef Sportu w Interii Michał Białoński.

Sousa będzie musiał ułożyć kadrę optymalnie w ekstremalnych warunkach: mając trzy treningi i żadnego meczu sparingowego przed bitwą z Węgrami. Bitwą, która może się sprowadzić do być albo nie być na MŚ. A później jeszcze lepiej przygotować strategię na Euro 2020. 

Portugalski trener Biało-Czerwonych nie zdążył jeszcze przylecieć do Polski, a już uśmiechnęło się do niego szczęście debiutanta. Ledwie 48 godzin po prezentacji w roli selekcjonera reprezentacji Polski Arkadiusz Milik rozegrał pierwsze minuty w tym sezonie, po tym jak udało mu się zmienić Napoli na Olymique Marsylia. Powrót do świata żywych tego napastnika znacząco zwiększa pole manewru nowego selekcjonera. Jerzy Brzęczek na grającego w klubie Milika czekał od początku sezonu i rzucał mu koło ratunkowe w postaci powołań i meczów rozegranych w biało-czerwonych barwach.

Reklama

Wprawdzie trenerów nie powinno się chwalić za to kim są, za osobowość, wiedzę, czy dokonania z przeszłości, tylko za aktualne wyniki, ale sądząc po entuzjastycznych opiniach ekspertów zagranicznych, a także piłkarzy, którzy mieli okazję pracować z Sousą (np. Nemanja Nikolić), wydaje się, że Boniek trafił w sam środek tarczy, szukając następcy Brzęczka. Znalazł ciągle młodego (50 lat), a jednak już doświadczonego fachowca, poliglotę, który ma wielki głód sukcesów. Od awansu do 1/8 finału Ligi Mistrzów z FC Basel, kosztem Liverpoolu, minęło już sześć lat.

ZOBACZ TAKŻE: Hajto bał się, że selekcjonerem zostanie... Pauleta

Nieprzypadkowo w pierwszym wystąpieniu do polskich kibiców Paulo użył naprawdę mocnych słów, przy okazji popisując się nienagannym angielskim: "Jestem przekonany, że wasz entuzjazm da nam siłę, wsparcie i wiarę w drużynę narodową. Razem będziemy w stanie walczyć o mistrzostwo Europy".

Ktoś powie, że słyszeliśmy już podobne fanfary z ust Jerzego Engela, który na MŚ 2002 r. jechał po medal, a skończyło się klapą. W sporcie jednak trzeba marzyć i dążyć do realizacji marzeń. Na każdym kroku, po każdym sukcesie tę maksymę powtarza Robert Lewandowski. W jego wypadku ona działa, i to jak! Teraz trzeba sprawić, żeby uwierzyli także wszyscy piłkarze.

Właśnie na spotkanie do "Lewego" Sousa uda się w pierwszej kolejności i trudno się temu dziwić, że zacznie od kapitana i najlepszego piłkarza. Nowy selekcjoner zamierza jednak każdemu dać na początku taką samą szansę. Słynie z tego, że dobrą atmosferę w zespole budują także piłkarze rezerwowi i nikt nie może się czuć świętą krową.

ZOBACZ TAKŻE - Marian Kmita: Boniek może wszystko

Inteligencja, charyzma twardość - te cechy i umiejętność dialogu z piłkarzami powodują, że dla Bońka Sosua to na pewno nie jest randka w ciemno. Boniek zdecydował się na zmianę m.in. dlatego, że nie chce już słyszeć przepychanek na linii piłkarze - trener, w których ci pierwsi narzekają, że nie wiedzieli, co mają grać. Nie chce też dłużej słuchać zarzutów, że selekcjonerowi brakuje charyzmy.

Paulo Sousa nie przyjeżdża do Polski, by się obłowić. To człowiek, który fortunę zbił podczas kariery piłkarskiej. Gdy ruszał w listopadzie 2017 r. na egzotyczną przygodę z TJ Quanjian, która chluby mu nie przyniosła, czynił to bardziej z myślą o swych współpracownikach ze sztabu, którzy nie są równie majętni i na dłuższy rozbrat z pracą nie mogli sobie pozwolić.

Teraz jego doświadczony zespół trenerski zrobi wszystko, by obudzić moc drzemiącą w "Biało-Czerwonych".

Sousa i jego ludzie oceniają, że w reprezentanci Polski mają olbrzymi potencjał, ale zbyt często brakuje piłkarzom pewności i wiary w siebie. One często składają się na 70-75 procent sukcesu. Ktoś, kto dzielił szatnię Juventusu z: Roberto Baggio, Antoniem Conte, Didierem Deschampem, Alessandrem del Piero czy Gianlucą Vialim dobrze wie, jak natchnąć nowym duchem podległych mu piłkarzy.

Michał Białoński



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy