Reklama

Reklama

Orły: Odrobić to, co stracono w Bratysławie

Humory kibiców byłyby o niebo lepsze, a puls Leo i piłkarzy spokojniejszy gdyby nie wpadka ze Słowacją w Bratysławie. To był zwrot w dół. Teraz nasze Orły muszą się postarać o kolejny - tym razem w górę tabeli. W sobotę w starciu z Irlandią Płn. i w środę - ze Słowenią nie możemy zgubić nawet punktu.

Gdyby bazować na towarzyskiej grze z Grecją, powinniśmy być spokojnie. Skoro Orły robiły co chciały w starciu z niedawnymi mistrzami Starego Kontynentu, ze słabeuszami z Irlandii Płn. powinny wygrać z zamkniętymi oczyma. Ale to tylko teoria. Rzeczywistość jest o wiele bardziej brutalna - z Grekami wygraliśmy na luzie, bo ten mecz nie niósł takiego obciążenia, jak grane z nożem na gardle eliminacje MŚ, w których ratujemy właśnie resztki szans na awans. Co gorsza, Irlandczycy łudzą się jeszcze, że pojadą do RPA i to nie w charakterze widzów. Na razie wyprzedzają nas w tabeli o dwa punkty, ale mają o jeden mecz rozegrany więcej.

Reklama

Trener Nigel Worthington ma w składzie znakomitego Jonathana Evansa z Manchesteru United, czy podstawowego obrońcę Fulham Aarona Hughesa, nie wspominając już o czołowym snajperze eliminacji do Euro 2008 (13 goli) - Davidzie Healyu z Sunderlandu. Nikomu nie trzeba przypominać, że od roku nie ma Polaka występującego w najbogatszej lidze świata, jaką jest Premier League. Irlandczyków z Ulsteru jest tam trzech.

Nie znaczy to, że nasi rywale są faworytami, ale daje to sygnał, że nie będzie "lekko, łatwo i przyjemnie". Naszym największym atutem ma być szybkość, technika i pomysł na grę Leo Beenhakkera ujęty w pigułce: "keep the ball, controll the ball". Gramy w "Kotle Czarownic", czyli na Stadionie Śląskim, na którym ważnego meczu nie przegraliśmy od pięciu lat, gdy we wrześniu 2004 r. ulegliśmy Anglikom 1-2, czyli drużynie o dwie klasy lepszej od naszego jutrzejszego rywala.

Beenhakker miał niemało kłopotów kadrowych. Jeszcze przed meczem z Grekami kontuzja wyłączyła z nowej "Kampanii Wrześniowej" Ireneusza Jelenia i Łukasza Fabiańskiego, a później brutalny faul Belga Axla Witsela - Marcina Wasilewskiego. Już na zgrupowaniu w Muehlheim okazało się, że Leo nie może liczyć na kolejnego kontuzjowanego - Tomasza Jodłowca. Drobny uraz zakłócił też przygotowania do meczu jednej z naszych największych nadziei na ożywienie ofensywy - Ludovica Obraniaka.

W bramce zobaczymy znowu Artura Boruca. W jego wypadku Leo złamał swoją żelazną zasadę: "każdy zasługuje na drugą szansę". Po fatalnym występie w Bratysławie drugą szansą dla Artura był mecz w Belfaście, gdzie puścił koszmarnego gola po podaniu Michała Żewłakowa. Zatem rewanż z Irlandczykami będzie dla "Borubara" trzecią okazją do rehabilitacji. Wszystko na to wskazuje, że "Holy Goalie" wykorzysta ją, bo ostatnio jest w dobrej formie, co potwierdził chociażby postawą w dwumeczu eliminacji Ligi Mistrzów z Arsenalem.

Dobrze, że Holender zrobił wyłom w zasadach. W przeciwnym razie, nie byłoby kogo wstawić między słupki. Polska była niedawno kopalnią bramkarzy, ale to się zmieniło. Fabiański jest kontuzjowany, Jerzy Dudek grzeje ławę w Realu, Tomasz Kuszczak jest trzecim bramkarzem Manchesteru United, a Wojciech Szczęsny czwartym w Arsenalu. Z naszej ekstraklasy nadaje się tylko Sebastian Przyrowski.

Ale to nie bramkarskimi paradami "Biało-czerwoni" mają ratować te eliminacje, tylko dobrą, nowoczesną grą. Orłom nie pozostaje nic innego, jak udowodnić, że mecze jak ten z Portugalią i Czechami w Chorzowie nie były wypadkiem przy pracy i mogą się stać regułą.

Czytaj też

Wołowski: Beenhakker z ostatnią deską ratunku

Wybierz skład razem z Leo!

5 cudów i 5 żenad w wykonaniu reprezentacji Polski

Kołtoń: Leo, nasz przyjaciel

Trzy warianty dla reprezentacji Polski

Dowiedz się więcej na temat: beenhakker | mecz | eliminacje | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama