Reklama

Reklama

O seksaferze w kadrze: Bordello militare, byle nie piłkarskie

"Mamma mia, bordello" - wołał Franek Dolas, gdy wpadł do włoskiego wojskowego burdelu. Kto by się spodziewał, że komedię z lupanarem w roli głównej po niezapomnianym "Jak rozpętałem II wojnę światową" kontynuować będzie reprezentacja Polski.

"Fakt" - powołując się na anonimowego świadka - opisał obyczajowy skandal - sześciu reprezentantów Polski na dwa dni przed meczem z Litwą miało się zabawiać w wynajętych na godzinę pokojach poznańskiego hotelu z dziewczynami, które za uciechy seksualne biorą pieniądze. W tym wypadku okazało się, że polskie standardy odbiegają od tych światowych. Gdy w Anglii opisywano aferę Wayne'a Rooneya, który będącą w ciąży żonę zdradzał z ekskluzywną "call girl" Jennifer Thompson, "Daily Miror" oparł się na opowieści ciemnowłosej Jennifer.

Amerykańskie i angielskie brukowce relacjanowały wyskoki Tigera Woodsa, który się zadawał z gwiazdami filmów porno. Wszystko na bazie opowieści pięknych pań. - Za pierwszym razem powiedział: "Cześć, jestem Tiger, miło Cię poznać", po czym szybko wzięliśmy się do uprawiania seksu w trójkącie - opowiadała nowojorskiemu "Daily News" Davon James dodając, że ona i jej koleżanka kasowały słynnego golfistę na dwa tysiące dolarów za jedno spotkanie. Autorem informacji był Larry Mcshane.

Reklama

U nas powstała publikacja na podstawie zeznań "Wielkopolanina Anonima", który kontynuuje staropolską tradycję zapoczątkowaną przez Gala Anonima. Mało tego, nie podpisał jej z imienia i nazwiska żaden dziennikarz.

To jeszcze pół biedy. Drugie pół dostarczają nam sami kadrowicze, którzy - zamiast dochodzić swoich praw, bo reputacja została faktycznie narażona na szwank - zamykają się w twierdzy otoczonej basztami, a do świata wysyłają tylko wiadomość: "Aż do odwołania nie rozmawiamy z mediami". Komu to pomoże? Czy media dla siebie cytują piłkarzy, czy dla kibiców, dzięki którym panowie piłkarze tak dobrze żyją? Niech odpowiedzą sobie sami.

Franz Smuda zjednoczył się z piłkarzami. Po rozmowie zaufał im uznając, że żadnej schadzki z prostytutkami nie było. Dla samych reprezentantów ważne, by podobnie wyrozumiałe i pełne zaufania okazały się żony i narzeczone. My zaś wszyscy kibicujący tym chłopakom miejmy nadzieję, że ta afera (nieważne prawdziwa czy wydumana) zmobilizuje ich do lepszej gry, tak jak akcja Dolasa "bordello bum-bum" postawiła na nogi zdemoralizowane wcześniej włoskie wojsko.

Franek Dolas i jego "bordello bum-bum" (po siedmiu minutach):

Dyskutuj na blogu Michała Białońskiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy