Reklama

Reklama

Nowe wcielenie "Łowcy Bramek"

Tomasz Frankowski wrócił do reprezentacji Polski po ponadczteroletniej przerwie. Tym razem już nie w roli piłkarza, ale trenera napastników.

Było lato 2006 roku. Po nieudanej przygodzie w Wolverhampton Tomasz Frankowski próbował się odnaleźć w Tenerife CD, na zapleczu ekstraklasy hiszpańskiej. Choć klimat i liga o wiele bardziej do niego pasowały niż przeznaczona dla piłkarskich drwali i twardzieli Championship (w niej właśnie grały "Wilki"), to i tak "Franek" był daleki od optymalnej formy.

Leo Beenhakker właśnie objął reprezentację Polski i na początku stawiał na duet napastników Frankowski - Maciej Żurawski.

Po sierpniowej porażce w Odense z Danią (0-2) przyszła wrześniowa klęska z Finlandią w Bydgoszczy (1-3) w ramach eliminacji do Euro 2008. "Franek" w meczu z Duńczykami czekał na dobre podanie przez 90 minut i się nie doczekał. Z "Suomi" było jeszcze gorzej. Po prezentach obrońców i Jerzego Dudka traciliśmy gole, a honorowego gola strzelił Łukasz Garguła, który w 75. min zastąpił właśnie Frankowskiego. I tyleśmy "Franka" z Białym Orłem na piersi oglądali. Aż do teraz.

Reklama

To bodaj pierwszy przypadek w historii polskiej piłki, by wybitny zawodnik w trakcie czynnej kariery pełnił rolę trenera i to w reprezentacji Polski! Czy Tomasz Frankowski w szkoleniu napastników będzie tak samo skuteczny jak pod bramką rywali ?

Franciszek Smuda miał świadomość, że praw natury nie da się oszukać i z jego ulubionego piłkarza Polska nie będzie mieć pożytku na Euro 2012, więc postanowił wykorzystać talent Tomasza w pracy z młodszym pokoleniem napastników. W tureckiej Atnalyi zaczęła się nowa misja "Franka".

Znam dosyć dobrze Frankowskiego i wiem, że to ambitny człowiek. W pracy szkoleniowej sprawdza się już prowadząc wespół z Mirosławem Szymkowiakiem i Markiem Koniecznym Akademię Piłkarską 21. Widziałem kilka zajęć "Franka" z milusińskimi. Miał dla nich anielską wręcz cierpliwość. Praca z napastnikami, to jednak zdecydowanie większy kaliber.

Najważniejsze, że Tomasz ma mir wśród piłkarzy. Na co dzień w Ekstraklasie pokazuje im, jak należy trafiać do siatki (jesienią zrobił to ośmiokrotnie i wespół z Andrzejem Niedzielanem współdzieli fotel lidera klasyfikacji strzelców). Pierwsze treningi w Turcji pokazały, że potrafi też przekazać swą wiedzę. Na boisku nie było żadnej pobłażliwości, ani poklepywania się po plecach. "Franek" był konsekwentny i wymagający nawet wobec swojego kolegi klubowego - Kamila Grosickiego. "Wolniej, a dokładniej! I stosujcie zmianę kierunku, a nie, że tylko idziesz jednym tempem i zrywasz się na pierwszy słupek!" - nawoływał Tomasz do swych podopiecznych na swym pierwszym treningu i próbował utrudniać im rozgrywanie piłki wcielając się w rolę obrońcy przy ćwiczeniu dwójkowych akcji.

Nie spodziewajmy się cudów po pierwszych praktykach "Łowcy Bramek" z wybrańcami Smudy. W meczu z Bośnią i Hercegowiną efektów jeszcze nie będzie widać. Grunt, żeby nadeszły w czerwcu 2012 roku.

Zobacz wielkie chwile Tomasza Frankowskiego:

Wszystkie bramki "Franka" dla reprezentacji Polski:

Dyskutuj na blogu Michała Białońskiego

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Frankowski | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje