Reklama

Reklama

Nie będzie Trybunał żaden polskiej piłce pluł w twarz

Od piątku do poniedziałku byliśmy świadkami największej afery w polskiej piłce od czasu, gdy UEFA ukarała Legię walkowerem za mecz z Celtikiem Glasgow, bo mistrzowie Polski źle policzyli żółte kartki.

Co? Gdzie? Kiedy? Bądź na bieżąco i sprawdź Sportowy Kalendarz!

Teraz wstrząs spowodowały dwie rzeczy: niedoskonały regulamin rozgrywek Ekstraklasy i to jest kamyczek do ogródka zarówno PZPN-u, jak i spółki zarządzającej ligą - Ekstraklasy SA; a także ingerencja Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, czyli ciała od polskiej piłki niezależnego.

Gdyby nie porozumienie PZPN-u z Lechią, zgodnie z którym gdańszczanie wycofali odwołanie do Trybunału Arbitrażowego, dzisiaj czekalibyśmy w napięciu na to, co w środę postanowi Zbigniew Ćwiąkalski i konsylium, któremu przewodniczy. Ruch i Podbeskidzie nie wiedziałby, które z nich gra o mistrzostwo, a które broni się przed spadkiem; które jedzie w piątek do Szczecina, a które gra u siebie i to w sobotę.

Reklama

PZPN twierdził, że Trybunał Arbitrażowy nie był władny zajmować się sprawą o charakterze regulaminowym, a nie dyscyplinarnym. Sam Ćwiąkalski był innego zdania, na szczęście nie będzie miał już w tej sprawie nic do powiedzenia. I całe szczęście, to nie sędziowie powinni decydować o kształcie polskiej piłki.

Obecne rozwiązanie - Lechia godzi się z faktem odjęcia jej punktu - jest lepsze, choć dalekie od ideału. Rodzi choćby podejrzenia niektórych środowisk odnośnie tego, jaki to układ zawarł Boniek z prezesem Lechii Adamem Mandziarą.

Stanu, w którym o kolejności w tabeli nie decydują zdobycze boiskowe, tylko kryterium Fair Play, czyli oprócz żółtych i czerwonych kartek de facto opinie delegatów PZPN, nie można dłużej utrzymywać, bo będzie to rodzić patologie. Boleśnie doświadczone kluby zrobią wszystko, aby iście po królewsku podejmować delegatów, by ci zrewanżowali się wysoką notą.

A jest przecież sporo rozwiązań, w których decyduje boisko. Oto niektóre z nich:

- jako piąte kryterium można brać pod uwagę liczbę zwycięstw (np. tu zdecydowanie leszy był Ruch od punktującego remisami Podbeskidzia),

- jako kolejne kryterium uwzględnić to, kto w poprzedniej kolejce był wyżej w tabeli i jego promować,

- ostatecznie można rozegrać baraż na neutralnym terenie np. 72 godziny po zakończeniu kolejki, która nie dała rozstrzygnięcia.

Warto wrócić do ostatniego zjazdu PZPN-u, na którym Ekstraklasa sparaliżowała próbę zmiany statutu związku z archaicznego, na odpowiadający współczesnym potrzebom piłki. Gdyby on przeszedł, zmiana regulaminu rozgrywek byłaby znacznie prostsza.

Ekstraklasa nie uniknie oskarżenia, że zabrakło jej woli porozumienia. Chciała się określić jako mocna opozycja wobec Zbigniewa Bońka. Tylko co jej to dało i da w przyszłości?

Na podobny przypadek, jak wyrównane w tym sezonie osiągnięcia Podbeskidzia i Ruchu możemy czekać pewnie i z 10-20 lat, ale w regulaminie trzeba być na to gotowym.

Ekstraklasa: wyniki, tabela, strzelcy, terminarz

Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa | PZPN | trybunał arbitrażowy

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne