Reklama

Reklama

Kontrowersje mistrzostwa

Z żywą legendą przed telewizorem, z najbardziej krytykowanym przed Euro trenerem, noszącym na dodatek etykietę rasisty Hiszpania została królem Europy.

Gdyby sytuacja toczyła się w Anglii, albo Niemczech Aragones nie doczekałby mistrzostw Europy. Kilka miesięcy po tym, jak przejął reprezentację Hiszpanii w swoisty sposób motywował Jose Antonio Reyesa do wygryzienia ze składu Arsenalu Thierry'ego Henry'ego: - Jesteś lepszy niż to czarne gówno (nigro de mierda). Musisz walczyć, wierzyć w siebie!

Sprawa przedostała się do mediów, UEFA ukarała sędziwego trenera grzywną 3 tys. euro. Aragones próbował obrócić całą sytuację w żart, zapewniał, że nie jest rasistą. Niemniej głupio wyglądał przed meczem ze Szwecją, stojąc naprzeciw olbrzymiego transparentu "United Against Racism" - hasła przewodniego Euro 2008.

Reklama

Już wtedy, w 2004 r. zagraniczna prasa żądała głowy Luisa Aragonesa. Hiszpańska dołączyła do tego chóru po nominacjach na ME. Aragones postanowił zostawić w domu żywą legendę rodzimego futbolu - Raula, który miał dobry, zakończony zdobyciem mistrzostwa Hiszpanii sezon w Realu. Aragones zatrzasnął drzwi na Euro także przed Reyesem, Joaquinem i wschodzącą gwiazdą "Barcy" Bojanem Krkiciem. Tak ostrej krytyki nie spotkał przed Euro żaden z selekcjonerów. Dziadek Luis miał jednak mocną pozycję w federacji. A zarzuty krytyków odpierał ze stoickim spokojem: - Po co miałem zabierać Raula, jak on nic nie zdziałał na trzech mundialach i dwóch mistrzostwach Europy?!

Aragones urodzonych do gry ofensywnej Hiszpanów nauczył konsekwencji taktycznej, uważnej gry w obronie. Iker Casillas to jeden z trójki najlepszych bramkarzy świata, ale nie miał zbyt wiele pracy. Jego koledzy z defensywy w finale nie pozwolili Niemcom na oddanie choćby jednego strzału z pola karnego. Pod bramką Casillasa nie namieszali też mistrzowie świata - Włosi, a w serii rzutów karnych nad Aragonesem i jego załogą czuwała opatrzność.

Ale sukces ma też inne, bardziej racjonalne wytłumaczenie. Hiszpanie mieli najmniej tłuszczu, ważyli najmniej, a dzięki temu biegali najszybciej, byli niesamowicie zwrotni. Co ważne - byli w optymalnym wieku dla piłkarza. Przeciętna piłkarza z pierwszej "jedenastki" to niespełna 27 lat. Podczas gdy w ekipie Orłów Leo Beenhakkera aż czterech piłkarzy z żelaznego składu urodziło się w połowie lat 70. (Żurawski, Krzynówek, Bąk, Żewłakow), w paczce Aragonesa znajdziecie tylko jednego "tatę": Marcosa Sennę (i daj Boże zdrowie, by w każdej reprezentacji mieli tak świetnego defensywnego pomocnika). Podczas gdy u nas Michał Pazdan został zabrany wyłącznie w celach poznawczych (wiecie, atmosfera wielkiej imprezy) i na rozgrzewce w końcówce meczu z Chorwacją jego udział w ME się skończył, trzonem drugiej linii Hiszpanów w starciu z Niemcami był jego rówieśnik Cesc Fabregas.

Różnica jest taka, że Pazdan wychował się nad Wisłą, w Hutniku Kraków, a Fabregas w FC Barcelona i jako szesnastolatek został wytransferowany do Arsenalu, gdzie zadebiutował jako niespełna 17-latek. Nie ma się co czepiać jednak o Pazdana. Do Fabregasa brakuje mu wiele, ale i tak przepaść między polską a hiszpańską ligą jest jeszcze większa. To smutny dla nas fakt, że as drugiej linii ekstraklasy Kamil Kosowski (10 asyst jesienią), na wiosnę nie pomógł hiszpańskiemu drugoligowcowi (FC Cadiz) w utrzymaniu się w Segunda Division.

Obraz polskiej piłki to ekstraklasa, której sponsora, czy listy uczestników nie znamy na miesiąc przed startem nowego sezonu. Szef całego zamieszania - Michał Listkiewicz tymczasem kręci film o poprawie wizerunku naszego futbolu. W ostatnim odcinku paradował w stroju Adama po hotelu w Bad Waltersdorf.

Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL