Reklama

Reklama

Klub zawinił - Skorża ma problem

Geneza problemów Wisły to grudzień 2007 r. Wówczas klamka zapadła w sprawie zatrzymania Kamila Kosowskiego. Miejsce "Kosy" na boisku zajął Wojciech Łobodziński, ale w szatni nikt tego nie zrobił.

Do dzisiaj "Biała Gwiazda" nie ma charyzmatycznego przywódcy. Do tej roli nie przyznaje się Paweł Brożek. Regularnie walczy do końca Radosław Sobolewski, ale to człowiek zamknięty w sobie, nie w jego naturze jest wywieranie wpływu na całą drużynę, pokrzykiwanie i mobilizowanie. Sam będzie tyrał za dwóch.

Reklama

Niezależnie od tego, czy decyzja zapadała przy Reymonta, czy na Wielickiej (siedziba Tele-Foniki), czy w Myślenicach (miasto właściciela klubu - Bogusława Cupiała), część winy spoczywa również na pionie sportowym Wisły. Jeśli nie do niego należała ostateczna decyzja, to niedostatecznie naciskał na mocodawców, by podjęli właściwą.

Ale nie tylko brak "Kosy" jest problemem mistrzów Polski. W zespole jest zbyt dużo piłkarzy, którym kontrakt skończy się najdalej za rok. Wiedzą, że nie dostaną nowego, więc nie wiążą przyszłości z Wisłą. Klub z nimi również - często słusznie, bo lata świetności mają za sobą.

Odejdą 32-latkowie, ale kto ich zastąpi? Na transfery trzeba pieniędzy, a tych może nie być. Kryzys finansowy nie ominął Tele-Foniki. Jeśli spółka-matka Wisły ma problemy, to nici z gotówkowych transferów. Oczywiście może się zdarzyć, że jakiś dobry ofensywny piłkarz zechce przyjść do Wisły na zasadzie wolnego transferu (kryzys finansowy spowoduje, że zawodników z kartami na ręce będzie coraz więcej), ale zwłaszcza takiemu (i jego menedżerowi) trzeba słono zapłacić za podpisanie umowy, dać wysoki kontrakt. I błędne koło się zamyka.

Po rozmowach z wiślakami dochodzę do wniosku, że woli walki im nie brakuje. Z pewnością jednak nie mają wilczego głodu zwycięstw, jaki ich cechował przed rokiem, gdy każdy się chciał odgryźć za fatalny sezon 2006/2007. Każdy z zawodników trenera Skorży to przyzna, że w życiu łatwiej jest być zdobywcą, niż obrońcą. Nawet wtedy, gdy się ma na placu gry najlepszą defensywę w lidze.

Jedno jest pewne: do szatni Wisły trzeba wpuścić świeżego powietrza, a Maciej Skorża musi znaleźć nowego lidera, który będzie pilnował porządku taktycznego na murawie, a przede wszystkim poderwie zespół. Opaska kapitańska w "Białej Gwieździe" wiruje z zawrotną prędkością. Teoretycznie kapitanem numer "jeden" jest Arkadiusz Głowacki, ale on leczy kontuzje, często też siadał na ławce w myśl rotacji między stoperami. Numer "dwa" to Marcin Baszczyński, który ostatnio okazał się zbyt porywczy, jak na kapitana. Kapitanami bywali też Cleber (po portugalsku trudno interweniować u polskich sędziów), Radosław Sobolewski to wzór wojownika, lecz nie ma cech przywódczych. Do roli lidera nie aspiruje też Paweł Brożek, który kapitanował przez chwilę we Wrocławiu. Pięciu kapitanów miała Wisła i daleko jej do sytuacji sprzed lat, gdy dowodził piłkarzami najlepszy piłkarz Maciej Żurawski, który prawie zawsze był na boisku.

Dowiedz się więcej na temat: problem | Maciej Skorża | klub

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama