Reklama

Reklama

Kardynalne błędy, przez które mogli ucierpieć ludzie

​Nie dość, że na wiosnę T-Mobile Ekstraklasa jest w większości nudna i słaba, to jeszcze wydarzenia boiskowe na drugi plan spychają problemy z niektórymi grupami kibicowskimi. Awantura, do jakiej doszło na Legii, to najpoważniejszy incydent od pamiętnego finału Pucharu Polski w Bydgoszczy, w 2011 roku, gdy awanturowali się pseudokibice Legii i Lecha.

Na stadionie Zawiszy trwa protest kibiców przeciwko władzom klubu, nikt nie prowadzi dopingu. Na Wiśle są coraz poważniejsze nieporozumienia na linii klub - kibice.

Reklama

Na Legii kłopoty zaczęły się już podczas pierwszego tegorocznego meczu - z Koroną. Kibice powywieszali niedozwolone transparenty, używali rac. Komisja Ligi zamknęła trybunę zwaną "Żyletą". W odróżnieniu jednak od Wisły, która kibiców z sektora C nie wpuści na żaden inny podczas najbliższego meczu z Ruchem, Legia tych z "Żylety" wpuściła. Ale w meczu z Jagiellonią o mały włos nie doszło do jatki z innych powodów.

Praprzyczyną zadymy była słaba kontrola przed wejściem na stadion. To jej niedopatrzenia dopuściły do tego, że sympatycy Legii wnieśli skradzione barwy przeciwnika, a później wywiesili je do góry nogami. Nie chodzi tylko o szaliki, ale o duże flagi, których nie wniesie się ot tak, pod pazuchą.

Wywieszone do góry nogami flagi wywołały furię w sektorze Jagiellonii. Jej kibice zaczęli atakować ogrodzenie. Nieprzypadkowo wszyscy mieli zakryte głowy przeciwdeszczowymi pelerynkami, jakby panowała ulewa. W sektorze "Jagi" zaczęły lądować środki pirotechniczne. Ochrona reagowała nieudolnie.

Kilkudziesięciu porządkowych biernie przyglądało się, jak sektor buforowy przestał istnieć, bo weszli do niego kibice Legii. Zwoływali się, a gdy było ich w buforze już kilkudziesięciu, przypuścili szturm na sektor przyjezdnych. Co zaskakujące, większość ochroniarzy spokojnie wyszła z trybuny, której miała pilnować! Po co wydawać po kilkanaście, kilkadziesiąt tys. zł co mecz na takich stróżów porządku?!

Po trwającym bez mała trzy minuty szturmie brama nie wytrzymała - awanturnicy z Legii przedostali się na trybunę gości. Bijatyka trwała trzy i pół minuty, zanim pojawiła się policja, przed którą agresorzy uciekali w popłochu.



Legia policję wezwała stanowczo za późno. Gdyby zrobiła to w momencie, gdy pierwsi agresorzy pojawili się w sektorze buforowym (3 minuty i 12 sekund filmiku z zapisu zadymy), nie doszłoby do sforsowania bramy i zagrażającej życiu i zdrowiu awantury. Brama padła dopiero po czterech minutach od momentu, w którym ochrona straciła kontrolę nad sektorem buforowym (7 minut i 6 sekund wspomnianego filmiku).

Na szczęście nic się nikomu nie stało, a przecież wśród kibiców "Jagi" wybuchła taka panika, że ludzie mogli się stratować.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje