Reklama

Reklama

Jak doszło do klęski Krakowa i Śląska?

Wyrok śmierci na Euro w Krakowie i Chorzowie Michel Platini ogłosił pechowego 13 maja 2009 r. Tak naprawdę klamka zapadła jednak ponad trzy lata temu, w gierkach i niedociągnięciach, do których dochodziło na długo przed tym, gdy UEFA przyznała nam Euro 2012.

Ponad trzy lata temu, 24 kwietnia 2006 telefon Piotra Gawrona się urywał. Dyrektor generalny sztabu organizacyjnego Euro 2012 musiał się gęsto tłumaczyć z tak niewytłumaczalnego wyboru miast. Jako dziennikarz zajmujący się m.in. tematyką Euro 2012 naciskałem w obronie Krakowa, koledzy ze Śląska dobijali się o Chorzów.

Gorący telefon Gawrona

- Kandydatury ocenialiśmy pod kątem planów na 2012 rok, a nie tego, czym miasta mogą się pochwalić dzisiaj - wybijał mi wtedy oręż z rąk Piotr Gawron.

Reklama

Komentarz Jacka Majchrowskiego do decyzji UEFA:

Nie mógł obronić skandalicznej decyzji, że w punkcie "baza turystyczna" Kraków miał przedostatnie miejsce i zarobił tylko dwa punkty i chociażby tylko w tej klasyfikacji stracił "oczka", dzięki którym wyprzedziłby Wrocław. Kraków, który zorganizował sprawnie pielgrzymki papieskie z udziałem milionowego tłumu dostał ledwo trzecie miejsce w kategorii "doświadczenie z organizacji imprez masowych"! To również zakrawało na kpinę.

Co ciekawe, bardzo długo w PZPN-owskich rankingach miast podwawelski gród ustępował tylko Poznaniowi. Dwóch sprawnych polityków z Wrocławia i Gdańska: Grzegorz Schetyna i Donald Tusk (przy wsparciu prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza) postarało się jednak o woltę, w efekcie której ich miasta trafiły do czwórki, a stolica Małopolski wypadła na margines. W ten sposób trochę niezasłużenie dwa ośrodki wygrały szansę dziejową, jaką jest Euro, a Kraków - miasto papieża, kolebka polskiej piłki (tu został założony PZPN) i kulturalna perła Polski - ją przegrał!

Taki był wybór sztabu organizacyjnego Euro 2012 (z 24 kwietnia 2006 r.), który teraz okazał się być wiążącym dla UEFA:

1. Poznań - 48 pkt

2. Warszawa - 40 pkt

3. Gdańsk - 32 pkt

4. Wrocław - 30 pkt

5. Kraków - 24 pkt

6. Chorzów - 15 pkt

I tak z pozoru drobna układanka z 2006 roku obróciła się w wielkie nieszczęście. Dla całej oferty polsko-ukraińskiej.

Kraków nie miał szczęścia do polityków. Ranking powstawał za rządów PIS-u i choć pierwszoplanowe role w tej partii odgrywają krakowianie Zbigniew Ziobro i Zbigniew Wassermann, to nie pomogli swemu miastu w staraniach o Euro. Gdy władzę przejęła PO, Jan Maria Rokita został zepchnięty na boczny tor, a Ireneusz Raś i Jerzy Fedorowicz nie mają takiej siły przebicia, jak ich partyjny kolega z Wrocławia - Grzegorz Schetyna.

Dlaczego tak drogo?

Skutki wykluczenia Krakowa i Chorzowa, których stadiony stosunkowo tanio można było wykończyć, mogą być opłakane. Dla rozegrania trzech meczów fazy grupowej we Wrocławiu fundujemy sobie stadion za 850 mln zł, stadion na 44 tys. miejsc.

Dla porównania, jeden z najlepszych obiektów w Europie - zbudowana w 2001 r. Veltins Arena (znana wówczas jako Arena AufSchalke) w Gelsenkirchen - kosztował 810 mln zł. Obiekt ten ma m.in. takie rozwiązania, jak automatycznie zamykany dach i wyjeżdżająca na szynach murawa. Nie muszę dodawać, że na żadnym z polskich stadionów tego typu atrakcji nie przewidziano.

Owszem, z nowoczesnego stadionu po Euro będzie korzystał rosnący w siłę Śląsk Wrocław. Pytanie tylko, jak często na rozgrywki ligowe stadion przyciągnie choćby 20 tys. widzów, czyli połowę swej pojemności?

Komentarz Mirosława Drzewieckiego do decyzji UEFA:

Na dodatek Wrocław w projekcie, który dostała UEFA, przedstawił modernizację starego stadionu olimpijskiego. Po podpisaniu umowy zdecydował się jednak na zbudowanie nowego obiektu przy ul. Drzymały, zatem w pewnym sensie zobowiązań Wrocław nie dotrzymał.

Mleko się rozlało, trzeba je pościerać. Dlatego wielkiej czwórce - Warszawa, Poznań, Gdańsk, Wrocław - wypada pogratulować i trzymać kciuki za to, by wszystko wypadło, jak należy. Przede wszystkim zaś za to, by stadiony w stolicy Pomorza i Dolnego Śląska powstały w terminie. Obiekty w Gdańsku i we Wrocławiu "nie wyszły jeszcze z ziemi", a ich inwestorzy nie zostawili sobie rezerwy na najdrobniejszą nawet obsuwę.

Niechciany Śląsk

Wynika z tego, że Chorzów i Śląsk traktowane są prawdopodobnie na tej zasadzie, że swoje pięć minut miały już za Gierka, a teraz powinny siedzieć cicho i dostarczać Europie taniej siły roboczej i basta!

W niektórych miejscach Stadion Śląski straszy popękanym betonem, powybijanymi szybami w starej wieży, tłukącymi się na wietrze masztami. Już wiadomo, że nikt nie będzie się spieszył z wydawaniem pieniędzy na modernizację starego Stadionu Narodowego.

Na marne pocieszenie Ślązakom pozostaje to, że teraz nie trzeba się spieszyć z modernizacją stadionu. I można na nim rozegrać kluczowe mecze z udziałem reprezentacji Polski w eliminacjach do MŚ 2010 przeciwko Słowacji i Irlandii Płn. Podczas Euro 2012 "Śląski" na pewno Orłów by nie gościł.

Kraków miał słaby stadion

Porządnie młotkiem między oczy dostał Kraków. Sporą część winy za to ponoszą władze samorządowe na czele z prezydentem Jackiem Majchrowskim, który jeszcze do wtorku opowiadał, że "podział na podstawową czwórkę i rezerwową dwójkę był istotny tylko dla nas, Polaków, a UEFA tego w ogóle nie bierze pod uwagę".

Przed jednymi i drugimi wyborami samorządowymi profesor Majchrowski w rozdawaniu kiełbasy wyborczej był pierwszy. Obiecywał nowoczesne stadiony i Wiśle, i Cracovii. Głosy o potrzebie zbudowania jednego, całkowicie nowego, ale nowoczesnego i wielofunkcyjnego obiektu, ignorował. Taka taktyka przyniosła mu zwycięstwo w wyścigu o fotel prezydencki, ale w zabiegach o Euro zakończyła się klęską.

WOŁOWSKI: Euro bez Krakowa, to porażka wszystkich!

Efekty są takie, że dzisiaj skończyło się na rozbiórce części trybun i pacie formalno-prawnym przy ul. Kałuży (Cracovia). Przy ul. Reymonta (Wisła) wprawdzie trybunę wschodnią budują, ale honorowej, A i B nie radziłbym burzyć dopóty, dopóki w budżecie nie będzie pieniędzy na nową.

Z Unii i budżetu państwa środki do Krakowa w pierwszej kolejności na pewno nie trafią. W drugiej też nie. - Dokończymy modernizację obu stadionów, choć kosztować nas to będzie pół miliarda złotych - nie tracił rezonu po fatalnej decyzji UEFA prezydent Majchrowski.

Złożyć taką deklarację jest nieporównywalnie łatwiej niż zapewnić finansowanie stadionowych inwestycji. W przypadku obiektu przy ul. Reymonta łatwiej chyba przenieść trybunę VIP i honorową na wschodnią, zadaszoną, i cieszyć się z wróbla w garści, a nie kanarka na dachu.

Słaba kadra prezydenta

Kadra Majchrowskiego odpowiedzialna za Euro 2012 była nieprofesjonalna. Wiceprezydent miasta nie była w stanie wymienić nazwiska premiera polskiego rządu! Nie w prywatnych pogawędkach przy kawie, tylko na konferencji prasowej poświęconej Euro 2012!

Ludzie Majchrowskiego na projektanta stadionu wybrali fachowca, który nie miał bladego pojęcia o tego typu obiektach. Chęci trudno mu odmówić, ale o bublach - tylko jedna szatnia pod trybuną E - trudno zapomnieć.

Kibice Wisły na spotkaniu u prezydenta radzili mu, by kupić projekt gotowca od specjalistycznych firm zachodnich i dostosować go tylko do potrzeb. Znaleźli nawet firmę, która była gotowa za 300-400 tys. euro sprzedać kompletny projekt nowoczesnej areny. Prezydent nie posłuchał. I dzisiaj, przeglądając makiety stadionów na Euro, trudno oprzeć się wrażeniu, że ten krakowski jest najgorszy!

Skąd o organizacji dużych imprez miała mieć pojęcie, skądinąd sympatyczna, Barbara Janik, którą mianowano pod Wawelem szefową biura organizacyjnego Euro 2012? Po dwóch latach pracy nabyła wiedzę i doświadczenie. Wcześniej jednak o zarządzaniu dużymi imprezami sportowymi czy o obiektach sportowych i wymogach UEFA miała pojęcie blade. Magistrat nie wysilił się jednak, by spróbować do organizacji sportowych imprez zatrudnić rozpoznawalnych w Europie fachowców z Krakowa: Marka Koźmińskiego, Grzegorza Mielcarskiego czy Tomasza Rząsę.

Trzy lata temu Kraków nie przygotował optymalnego projektu i zadufany w siebie, z hasłem "to polityczna decyzja", nie lobbował za swą kandydaturą. Politycy nie pomogli, ale miasto - głównie projektem stadionu - nie pomogło sobie samo.

- W promieniu 100 km od Krakowa mieszka osiem milionów ludzi. W ten sposób polityczną decyzją wpędzono w frustrację jedną piątą Polaków, całą Małopolskę i Śląsk - załamuje ręce jeden z kibiców Wisły.

W strumieniach szampana czwórki zwycięzców i w strumieniach łez wylewanych przez przegranych nie wolno zapomnieć o jednym: bez Krakowa Euro 2012 z pewnością będzie uboższe!

KIBICE WISŁY CHCĄ ROZLICZYĆ POLITYKÓW!

Michał Białoński

Dowiedz się więcej na temat: Michel Platini | Kraków | stadiony | kibice | telefon | Chorzów | Śląsk | Euro 2012 | Wrocław | UEFA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje