Reklama

Reklama

Finał Pucharu Polski. Świerczewski i Papszun – tak Raków wkracza na salony

Kult pracy, strategia, planowanie i szacunek dla trenera, żadnej drogi na skróty – to recepta na sukces Rakowa Częstochowa. Wdrożył ją właściciel Michał Świerczewski, który miał nosa do ludzi – zbudował mocną pozycję trenera Marka Papszuna, który w niedzielę w Lublinie doprowadził klub do zdobycia Pucharu Polski. To wspaniały prezent na stulecie Rakowa – pisze dyrektor Sport.Interia.pl Michał Białoński.

Finał Pucharu Polski, jaki miałem przyjemność oglądać na żywo w Lublinie, był wyjątkowy nie tylko z uwagi na emocje i nadspodziewanie dobrą postawę pierwszoligowca Arki Gdynia, ale też z przyczyn organizacyjnych. Nie chodzi tylko o efektowną oprawę finałowej konfrontacji, do której za kadencji Zbigniewa Bońka zdążyliśmy się przyzwyczaić. Dzięki wpuszczeniu kilkudziesięcioosobowych grup kibiców obu ekip słychać było wreszcie żywy doping, a nie tylko ten z taśmy, jakim tak często raczą nas w Ekstraklasie. Dzięki tak prostemu zabiegowi w czasach pandemii zyskaliśmy namiastkę powrotu do normalności.

Reklama

Marek Papszun zaczyna szósty rok pracy w Rakowie

W kwietniu Papszunowi stuknęło pięciolecie pracy w Rakowie. W 2016 r. jego wybór dla odradzającego się klubu nie był wcale oczywisty. To nie było sięgnięcie po trenerską gwiazdę. Pan Marek nieźle sobie radził, ale w trzecioligowym Świcie Nowy Dwór Mazowiecki, czyli na czwartym poziomie rozgrywkowym w kraju.

Remis 0-0 z Puszczą Niepołomice, porażki 0-1 ze Zniczem Pruszków, 2-3 ze Stalą Stalowa Wola, 1-2 z Błękitnymi Stargard i 0-0 z Legionovią - początki Marka Papszuna w Rakowie trudno było określić mianem imponujących. Dopiero w drugim miesiącu mógł się cieszyć z pierwszego zwycięstwa (3-1 z Kotwicą). Przez minione pięć lat udowodnił swoją klasę i systematycznie wzmacniał zespół.  Finał krajowego Pucharu był dla ekipy Papszuna 13. Meczem z rzędu bez porażki! To wynik godny podziwu.

Zaczął w Rakowie, gdy Wisłę prowadził Wdowczyk

Przykład Rakowa i Papszuna pokazuje, że warto zapewnić stabilizację na ławce trenerskiej. Od kwietnia 2016 r., gdy Papszun objął rządy w szatni Rakowa z pożytkiem dla klubu, w innych ośrodkach karuzela trenerska kręciła się w najlepsze. W tym okresie w Lechu Poznań doszło do dziewięciu zmian trenerskich, w Legii identycznie, a w  Wiśle Kraków, licząc ze szkoleniowcami tymczasowymi, aż do 11 roszad! Pomyśleć, że Papszun zaczął pracę w Częstochowie w czasach, gdy Wisłę prowadził jeszcze Dariusz Wdowczyk, dzisiejszy ekspert Polsatu Sport.

Papszun ma bardzo mocną pozycję, a że jest człowiekiem ambitnym, to niektórym trudno z nim wytrzymać, zwłaszcza jeśli nie są równie uparci w dążeniu do celu jak on. Takie podejście do zawodu wymaga wielu poświęceń. Nie na darmo z Pucharem Polski, w strugach szampana, pan Marek skierował ciepłe słowa do żony Małgorzaty i córki Aleksandry: - Mogłem się poświęcić projektowi Raków kosztem ich życia prywatnego - powiedział Marek Papszun, zanim konferencji nie przerwali jego podopieczni.

Liga Konferencji, czyli poprzeczka idzie w górę

Przed ekipą z Częstochowy jeszcze w tym sezonie jest nierozstrzygnięta walka z Pogonią Szczecin o wicemistrzostwo Polski. U progu nowych rozgrywek poprzeczka pójdzie w górę. Już w lipcu częstochowianie będą reprezentować Polskę w nowej Lidze Konferencji. Dzięki zdobyciu Pucharu Polski przystąpią do niej od drugiej rundy eliminacji. Raków będzie debiutował w europejskich pucharach, więc ze współczynnikiem 3.025 pkt ma małe nikłe szanse na rozstawienie nawet w drugiej rundzie. Wyżej dziś notowane są w Europie choćby: Torpedo Żodino z Białorusi (3.05), Akademia Puskasa z Węgier (3.100), Szachtior Karaganda z Kazachstanu (3.125), czy Stjarnan z Islandii (3.250). Podnoszenie piłki klubowej z kolan zajmie niemało czasu.

By trafić do fazy grupowej Ligi Konferencji Raków musi przejść nie tylko drugą, ale też trzecią i czwartą rundę kwalifikacji. Sito jest naprawdę gęste, wpaść można na przedstawicieli Premier League, Bundesligi, Serie A, czy hiszpańskiej Primera Division.

Trener Papszun nie tylko w finale PP zaimponował spokojem, a to rzadka cecha nawet u czołowych naszych trenerów. Ani on, ani jego zespół nie stracił głowy, gdy Arka niespodziewanie objęła prowadzenie i do końca finałowej rywalizacji brakowało 10 minut. Opanowanie, a także znalezienie skuteczniejszego napastnika od Vladislavsa Gutkovskisa i Jakuba Araka będą potrzebne w walce o Europę.

Kopciuszek w podartej sukni, czyli co ze stadionem?

Ważne też, by Raków doczekał się w końcu swojego stadionu. Budowa areny na 5.5 tys. widzów, wycenianej na 17.5 mln zł idzie jak krew z nosa. Podejmowanie rywali w Bełchatowie pochłania nie tylko koszty związane z wynajęciem obiektu, ale także pokryciem kary, jaką PZPN nałożył na Raków w związku ze zwłoką w budowie swojego obiektu - 30 tys. zł za każdy mecz w roli gospodarza poza Częstochową. Na finale Pucharu Polski byli obecni także przedstawiciele władz miasta, z wiceprezydentem. Mogli się na żywo przekonać, że zainwestowanie w skromny stadion dla Rakowa to nie będą pieniądze wyrzucone w błoto.

- Kopciuszek wchodzi na salony. Przeciętny polski klub, z przeciętnego polskiego miasta, będzie reprezentował Polskę w pucharach. Co prawda w podartej sukni, zrobimy jednak wszystko aby na "parkiecie" nie przynieść wstydu. Ściskajcie proszę kciuki" - napisał niedawno na Twitterze właściciel Rakowa - Michał Świerczewski, po tym jak rozstrzygnęło się, że jego klub zagra o Europę.


Zobacz skrót z finału Pucharu Polski:


Michał Białoński, Interia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje