Reklama

Reklama

El. MŚ: Atmosfera po polsku

Trzy tygodnie zostało do arcyważnego meczu w eliminacjach MŚ 2010 r. Tymczasem w pewnym kraju za górami i lasami dzieją się takie rzeczy...

Bezpośredni przełożony selekcjonera reprezentacji Polski Leo Beenhakkera - Jerzy Engel wzywa na posiedzenie menedżera Radosława Osucha, który oczernia Holendra. Organizacja nazywa się Wydziałem Szkolenia słynnego związku PZPN. Żeby było jasne - Pan Osuch swe tezy sformułował dobitnie w internecie kilka tygodni wcześniej. Działacze PZPN-owscy chcieli się tylko upewnić, naocznie przekonać, bo wicie towarzysze: z tym Internetem to różnie bywa. Nie ma tego na papierze, pojawia się raz, a innym razem zanika. Jak to traktować poważnie?!

Reklama

Spotkanie Osucha z Wydziałem Szkolenia było ściśle strzeżoną tajemnicą. Na szczęście sprawa się rypła. "Ja pier... To było przerażające" - obrazowo relacjonowała wrażenia obecnego na przesłuchaniu Osucha trenera Wojciecha Łazarka gazeta "Polska The Times".

Dla mnie o wiele bardziej przerażające jest to, że Wydział Szkolenia PZPN-u miesza się do tego, do czego nie jest powołany. To przecież Wydział SZKOLENIA, a nie prowadzenia DOCHODZENIA. Chyba, że menedżer chciał wprowadzić odkrywcze metody szkoleniowe.

Jeżeli menedżer Osuch ma informacje poparte dowodami na zbrodniczą działalność Beenhakkera wymierzoną w polski futbol, powinien stawić się przed Wydziałem Dyscypliny, albo jeszcze lepiej przed prokuraturą.

"Nie widzę w tym, co pan Osuch mówił niczego, co mogłoby zaciekawić prokuratorów. Praca menedżerów rzutuje na szkolenie" - miotał się w "Przeglądzie Sportowym" Jerzy Engel. - "Poza tym pan Osuch do mnie zadzwonił i chciał przedstawić swoje oświadczenie".

Tymczasem wielkimi krokami zbliża się mecz z Czechami, po którym będziemy mogli wygodniej się rozsiąść w fotelu lidera grupy B albo z niego spaść. Czesi widząc to, co dzieje się z Beenhakkerem w Polsce, już zacierają ręce:

"Poláci už jdou Nizozemci Beenhakkerovi po krku" ("Polacy chodzą już głowie Holendrowi Beenhakkerowi") - napisał niedawno praski "Sport".

Jeszcze jeden cytat: "Proszę mi wierzyć, dla działaczy najważniejszy jest 27 października (wybory), a nie sierpniowa data, na którą zaplanowano finał turnieju siatkarskiego na igrzyskach olimpijskich. Działacze nie myślą o rozwoju siatkówki - myślą o tym, aby trwać. Jedni dla władzy, inni dla pieniędzy" - mówił w wywiadzie z Romanem Kołtoniem opublikowanym w naszym portalu były selekcjoner siatkarzy Raul Lozano.

Panie Raulu, pewnie to pana nie pocieszy, ale w polskiej piłce jest jeszcze gorzej. Panu działacze nie pomagali, a tu mogą nawet przeszkodzić. Ewentualne niepowodzenie Leo będzie im na rękę. Chociażby dlatego, że zrobi się ruch w interesie. Z tą tylko różnicą, że w PZPS-ie wybory są 27 października, a w PZPN-ie 30 października. Ktoś zostanie nowym prezesem, ktoś inny nowym selekcjonerem. I to się teraz dla tych ludzi liczy, a nie jakieś tam eliminacje.

Podszepnij Beenhakkerowi na ucho!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy