Reklama

Reklama

Decydujące starcie Wisły Kraków, to zimowe transfery

Robert Maaskant znalazł się pod presją, jak pewnie nigdy dotąd w karierze. Wcześniej pracował w małych, bądź średnich klubach. Teraz przekonuje się, jak to jest być w dużym klubie bijącym się o mistrzostwo swojego kraju. Czy dzisiaj o godz. 19 w starciu z Fulham, mistrzowie Polski uratują resztki nadziei na awans do fazy pucharowej Ligi Europejskiej?

Jeszcze niedawno słowa Roberta Maaskanta spijali z ust wszyscy - piłkarze, dziennikarze, kibice, prezesi. Pan Robert błyszczał w wywiadach, kilkanaście tysięcy kibiców śpiewało z nim "Jak długo na Wawelu" na Rynku Głównym, był poklepywany po plecach za pięć kolejnych zwycięstw w walce o Champions League. Awans do niej był celem nadrzędnym. Zabrakło jednak czterech minut, w których APOEL Nikozja wybił Wiśle z głowy Ligę Mistrzów, a dzisiaj jest liderem silnej grupy z FC Porto, Zenitem i Szachtarem. Teraz Maaskant jest potępiany w czambuł, aż w jego obronie stanął nawet słynny trener Fulham Martin Jol, który ma w swym CV pracę z Ajaksem, Tottenhamem, czy Hamburgerem SV.

Reklama

- Robert i jego drużyna popadli w krytykę, bo od dłuższego czasu grają co trzy-cztery dni w lidze i Lidze Europejskiej, a do tego następują tuż po sobie trudne wyjazdowe spotkania, jak te z Twente i Legią. Nie jest lekko w takiej sytuacji, ale taka jest piłka i Wisła powinna sobie poradzić - powiedział Marton Jol i przypomniał, że jego rodak to dobry fachowiec. - Robert, gdy zaczynał pracę miał 26-27 lat i był jednym z najmłodszych, o ile w ogóle nie najmłodszym trenerem w Holandii. Od razu odnosił sukcesy, więc był nazywany "Arcyksięciem". Zresztą do dziś je odnosi, przecież zdobył mistrzostwo Polski. To utalentowany, inteligentny facet.

Kibice tęsknią za młodymi Polakami w drużynie

Łaska kibica na pstrym koniu jedzie - to stara, nie tylko piłkarska prawda. Gdy czar związany z Ligą Mistrzów prysł, trybuny stadionu przy Reymonta opustoszały. O wiele istotniejsze jednak, że spustoszenia powstały także w psychice piłkarzy mistrzów Polski. Rozkleili się niczym małe dzieci, zwłaszcza w meczach Ligi Europejskiej. O ile przegraną z Twente Enschede na wyjeździe należało kalkulować, o tyle porażki w kiepskim stylu z Odense, nikt spośród fanów nie zamierza drużynie wybaczyć.

Do wpadek w Europie doszła ligowa przegrana z Legią, która przy Łazienkowskiej nie jest dla Wisły niczym nadzwyczajnym. Styl gry zespołu nie podoba się jednak nikomu poza Robertem Maaskantem i dlatego trener, a także jego piłkarze znaleźli się w ogniu krytyki. Podczas meczu z Jagiellonią kibice domagali się głośno od trenera: "Zdejmij rodaków, postaw na młodych Polaków" i "Jaliens, Lamey dziękujemy, ich oglądać już nie chcemy".

Atmosfery nie poprawia sam szkoleniowiec, który próbuje przeforsować publicznie swoją wizję kontrowersji sędziowskich, a ta nie ma zbyt wiele wspólnego z faktami. Odense strzeliło prawidłowego gola na 1-0, a pan Robert upierał się, że bramkarz Siergiej Pareiko był faulowany. Kew Jaliens sfaulował przy golu na 1-1 bramkarza Jagiellonii Tomasza Ptaka, a trener Wisły głosił do mikrofonu, że nie było między nimi żadnego kontaktu i że widział to na powtórce.

Nieoficjalna strona "Białej Gwiazdy" (www.wislakrakow.com) postanowiła skonfrontować słowa Maaskanta z obrazem powtórek montując film o nazwie "Trenerze, nie kłam. Coach don't lie...".

Argumenty "za" Maaskantem

To wszystko fakty, które wpłynęły na zagęszczenie atmosfery wokół zespołu Maaskanta. Dostrzegając je, nie można jednak zapominać o tym, że ostatnio "Biała Gwiazda" musi sobie radzić bez kontuzjowanych liderów: Radosława Sobolewskiego, Maora Meliksona, Patryka Małeckiego, Marko Jovanovicia. Gdyby oni mogli grać, to zespół nie męczyłby się pewnie tak bardzo, jak w ostatnim spotkaniu z Jagiellonią (3-1). Plaga kontuzji nie przeszkadza drużynie Maaskanta, by utrzymywać ścisły kontakt z czołówką (punkt straty do lidera).

Należy pamiętać też o innej prawdzie: rok temu Wisła postanowiła zbudować "zespół na Ligę Mistrzów" jak najszybciej i stosunkowo niskim kosztem. Trudno zatem oczekiwać, by z dnia na dzień przestroiła się i zaczęła hołdować zasadzie: "stawiamy na młodych perspektywicznych piłkarzy".

Dlatego istotnym będzie zimowy okres transferowy, do którego Stan Valckx przygotowuje się dokładnie. Na razie, za wyjątkiem Maora Meliksona, Patryka Małeckiego i Marko Jovanovicia, przy Reymonta brakuje wartościowych piłkarzy, których można by za kilka miesięcy, czy lat sprzedać z zyskiem. Czwórka spośród sprowadzonych za kadencji Maaskanta i Valckksa piłkarzy przekroczyła barierę 30 lat (Pareiko, Iliev, Lamey, Jaliens), a na wykupienie Dudu Bitona klubu pewnie nie będzie stać (1,6 mln dolarów).

Skorzystać z lekcji "APOEL Nikozja"

Koncepcja piłkarskiej "chwilówki" - budowania drużyny na szybko, na drodze rewolucji, w oparciu o niekoniecznie perspektywicznych zawodników - przyniosła Wiśle sukces tylko połowiczny. Udało się zdobyć mistrzostwo Polski, ale podbicie Europy wciąż leży w sferze marzeń. Szefostwo klubu powinno zmienić ster. Budowa silnego zespołu, to dłuższy proces, bardziej przypominający ewolucję. Najlepszy przykład dał APOEL Nikozja, który za porównywalne pieniądze stworzył europejskiej klasy ekipę. Trener Ivan Jovanović wymieniał co pół roku dwa-trzy ogniwa tak, by cały piłkarski organizm był silniejszy.

Gdy w czerwcu 2012 roku właściciel Wisły Bogusław Cupiał zapyta holenderski duet Valckx-Maaskant: "Panowie, czy jesteśmy dalej, niż dwa lata temu, gdy zaczynaliście pracę?" odpowiedź musi być szczera, a przy okazji dobrze by było, aby była twierdzącą. W przeciwnym razie przy Reymonta zapanują nowe porządki.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama