Reklama

Reklama

Formuła 1. Cztery wyścigi do końca. Czy na pewno wszystko już wiemy?

Trzynaście tegorocznych wyścigów Formuły 1 już za nami, cztery pozostały do zakończenia sezonu i... właściwie prawie wszystko już wiemy. Mercedes zapewnił sobie siódme z rzędu mistrzostwo świata w klasyfikacji konstruktorów i pobił dotychczasowy rekord sześciu z rzędu tytułów, który dzierżył wspólnie ze Scuderią Ferrari, niepokonaną w latach 1999 - 2004.

Mercedes zdobywa tytuły nieprzerwanie od 2014 roku, ale w tabeli konstruktorów z największą bezwzględną liczbą tytułów zdecydowanym liderem jest Ferrari (16), przed Williamsem (9) i McLarenem (8), a Mercedes dzieli czwarte miejsce z Lotusem.

Reklama

Na Imoli zgodnie z oczekiwaniami, ważny okazał się start i pierwsze kilkaset metrów. Hamilton wystartował nie najlepiej z drugiego pola i stracił jedno miejsce na rzecz Verstappena. Potem jednak rozegrał wyścig jak na prawdziwego mistrza przystało. Gdy Bottas i Verstappen zjechali po twarde opony, wydłużył do maksimum przejazd na oponach o średniej twardości i powiększył przewagę, zapewniając sobie pozycję lidera, a następnie zwycięstwo w wyścigu.

Lewis Hamilton znów zapisał się na kartach historii sportu, zostając w niedzielę drugim kierowcą po Schumacherze, który przejechał jako lider w swej karierze więcej niż 5 000 okrążeń.

Podczas konferencji prasowej po niedzielnym wyścigu wybuchła mała bomba. Lewis Hamilton ogłosił, że nie jest pewny, czy pozostanie w Formule 1 w przyszłym roku i wszyscy zastanawiają się teraz, czy to prawdziwe rozterki mistrza, czy element negocjacji związanych z przedłużeniem kontraktu. Wydaje się, że ta druga wersja jest bardziej prawdopodobna.

Max Verstappen, nie kończąc wyścigu, stracił definitywnie szanse na tytuł i wiemy już na pewno, że nie zostanie najmłodszym w historii mistrzem świata. Holender skończył kilka tygodni temu 23 lata i jeszcze do niedawna miał taką szansę. Teraz jednak Sebastian Vettel - posiadacz tego nieoficjalnego tytułu - może już być spokojny i to chyba na długie lata. Następnego kandydata nie widać na horyzoncie.

Verstappen tymczasem nie po raz pierwszy ma problemy spowodowane swoim aroganckim zachowaniem. W przeszłości wielokrotnie zachowywał się w sposób powiedzmy delikatnie kontrowersyjny, ale tym razem skargę do FIA i zespołu Red Bull złożyły władze Mongolii, a także ambasador tego kraju przy ONZ. Chodzi oczywiście o to, co Holender wrzeszczał przez radio podczas poprzedniego wyścigu po kolizji ze Strollem, którego nazwał "Mongołem". Mamy więc w Formule 1 skandal dyplomatyczny. Swoją drogą ciekawe, kiedy Verstappen nabierze manier, ogłady i odrobiny szacunku dla rywali.

Tymczasem coraz więcej wiemy o składach zespołów w przyszłym sezonie. Trwają poszukiwania dwóch kandydatów do zespołu Haas. Zakończenie współpracy z Magnussenem i Grosjeanem nie było niespodzianką. Była nią za to, przynajmniej w pewnym stopniu decyzja zespołu Alfa Romeo o przedłużeniu umowy z Raikkonenem i Giovinazzim. Do zalet tego rozwiązania należy stabilność. Innych prawdę mówiąc nie widać. To kierowcy bez perspektyw, z którymi zespół wiele nie osiągnie. Także Williams poinformował o przedłużeniu współpracy z Russellem i Latifim, kładąc kres spekulacjom o możliwym zatrudnieniu Sergio Pereza.

Coraz ciemniejsze chmury zbierają się nad karierą Alexandra Albona. Po nieudanym występie na Imoli kierowca z Tajlandii prawie na pewno straci miejsce w Red Bullu. Kto go zastąpi? Filozofią Red Bulla było do tej pory promowanie młodych kierowców ze swojego programu juniorskiego. Teoretycznie jest na horyzoncie kilka nazwisk, jak choćby trzeci w klasyfikacji Formuły 2 Japończyk Yuki Tsunoda. Jeżeli nie on, mówi się o zatrudnieniu kierowcy spoza programu, co oznaczałoby dotkliwą, prestiżową porażkę programu, bo po co inwestować w juniorów, skoro w ważnym momencie nie ma odpowiedniego kandydata? Na liście kandydatów pojawia się Nico Hulkenberg.

Wiemy już, że nie zobaczymy w przyszłym roku na torach w Formule 1 Roberta Kubicy. Nasz kierowca nie zdradził swoich planów na przyszłość, ale najbliższe tygodnie powinny wiele wyjaśnić.  

Lewis Hamilton może zapewnić sobie tytuł już za niespełna dwa tygodnie w Turcji. Bottas teoretycznie nie może być pewny drugiego miejsca, które nadal jest w zasięgu Verstappena, ale w praktyce to mało realny scenariusz. Kto będzie czwarty? Walka będzie trwała zapewne do końca. Ricciardo ma obecnie 95 punktów, Leclerc 85, a Perez 82, a szanse ma jeszcze kilku kierowców.

O ile Mercedes ma już zapewniony tytuł w klasyfikacji konstruktorów i trudno wyobrazić sobie, aby ktoś wyprzedził zajmującego drugiego miejsce Red Bulla (choć matematycznie to możliwe), w pozostałych czterech wyścigach zapowiada się kapitalna walka o trzecie miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Obecnie Renault ma 135 punktów, a McLaren i Racing Point - po 134. Jakieś pytania? Ferrari (103) i AlphaTauri (89) także mogą się włączyć do tej walki. Warto więc śledzić rywalizację w Formule 1 do końca.

Grzegorz Gac

Dowiedz się więcej na temat: F1 | Lewis Hamilton | Max Verstappen

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama