Reklama

Reklama

Era boiskowych dinozaurów

Już w XVIII wieku znany niemiecki filozof Immanuel Kant mawiał, że "wszystka wiedza pochodzi z doświadczenia". Stwierdzenie uniwersalne, które można zaadaptować do każdej płaszczyzny życia, zaś mówiąc o graniu w piłkę, wypada dodać - nie tylko wiedza, ale i umiejętności.

W Polsce od niedawna daje się zauważyć postulowany od wielu lat trend stawiania na młodych - inwestuje się, choć wciąż jeszcze na niezadowalającym poziomie, w akademie piłkarskie, stawia na wychowanków i ogólnie młodych zawodników (choćby Jagiellonia, przymuszona poniekąd Korona), których ogrywa się nie tylko w roli zmienników. Jednak choć młodzi piłkarze wnoszą żywotność, spontaniczność i szczenięcą nieprzewidywalność, to ciężko nam wyobrazić sobie wiele polskich klubów nie bez tego małolata, który goni za piłką jak szalony, ale bez tego, który swoim doświadczeniem i boiskowym spokojem trzyma w ryzach cały zespół. Nestorzy Ekstraklasy lub po prostu piłkarskie dinozaury - to właśnie przed nimi chylą czoła nawet młode, wielkie talenty. 

Reklama

Arkadiusz Głowacki - największy pechowiec naszej ligi. Gdy padnie bramka dla rywali Wisły po błędzie w obronie lub złośliwym rykoszecie, wielu w ciemno powie, że sprawcą był pewnie Głowacki. I istnieją duże szanse, że się nie pomylą. A jednak do popularnego "Głowy" nikt nie ma pretensji - ani koledzy z boiska, ani kibice, ani Kazimierz Moskal. Ktoś, kto nie zna Arka, mógłby poczuć się zdziwiony - przecież kibice często lubują się w komentowaniu błędów, zwłaszcza tak niefortunnych, do których ma szczęście Głowacki, a już na pewno są pod tym względem pamiętliwi. Ale prawda jest taka, że nie trzeba być kibicem Wisły, by docenić takich zawodników - spokojny, potrafiący się przyznać do pomyłki i waleczny.  Jak to powiedział kiedyś Franciszek Smuda - gdyby ktoś mu rzucił cegłę, to on i tak zagłówkuje. I trudno się z tym nie zgodzić, a patrząc na postawę Głowackiego na murawie, czasem człowiekowi wydaje się, że Wiśle wystarczy, że on tam po prostu z nimi jest, że jego obecność dodaje im pewności siebie. 

Obok Głowackiego nie sposób nie wspomnieć o Radosławie Sobolewskim. Nie tak dawno temu wielu z nas, sympatyków Ekstraklasy, było zwyczajnie zniesmaczonych okolicznościami, w jakich krakowski klub rozstał się z niemłodym już "Sobolem". Zaskoczenie było tym większe, że nie jest to gość, który z racji wieku podupadł piłkarsko - nie, jego forma z powodzeniem nadaje się na Ekstraklasę i to na przyzwoitym poziomie. Rozdzielić mentorski duet Głowacki-Sobolewski, to zakrawało na bluźnierstwo, a przynajmniej na duży nietakt. Dlatego cieszy fakt, że Sobolewski odnalazł się w Zabrzu, gdzie kontynuuje zapisywanie własnej historii w polskiej piłce, a swojemu nowemu klubowi odwdzięcza się w sposób najlepszy z możliwych - solidną grą. To także najstarszy strzelec w Górniku, gdzie po zmianie trenera wszystko w końcu powinno zacząć się układać. Ojrzyński i Sobolewski, dwóch twardych i charyzmatycznych gości, którzy wspólnymi siłami mogą wyciągnąć ten zespół z dołka. A wracając na chwilę do rozstania Sobolewskiego z krakowskim klubem, chyba nie jestem jedyną osobą, która czasem lubi pomyśleć, że to niedoścignione od kilku lat mistrzostwo Polski, ciągle pozostające w sferze ambicji, jest taką trochę karą za niegodziwe potraktowanie Sobola - bądź co bądź, jednego z największych twardzieli w lidze. 

Grzechem byłoby nie wspomnieć w tym miejscu o innym piłkarskim dinozaurze - o Łukaszu Surmie, któremu niebawem stuknie 500 ekstraklasowych spotkań. Wydawałoby się, że w wieku lat 38 piłkarz nadaje się już co najwyżej na zmiennika. Bo tak też najczęściej jest. Ale że nasza liga regularnie czymś nas zaskakuje i w tym także tkwi jej urok, to okazuje się, że to właśnie 38-letni Łukasz Surma zagrał jako jeden z nielicznych w poprzednim sezonie... we wszystkich 37. kolejkach! 

Takich przykładów na polskich murawach jest wiele, a każdy z tych zawodników opowiada nam swoją własną, ciekawą historię - 36-letni Sergiusz Prusak w Ekstraklasie zadebiutował w wieku lat...35. Leciwy jak na piłkarza Saganowski wciąż gra i to w szeregach Legii po poważnym wypadku, w wyniku którego prognozowano, że może już nawet nie chodzić, nie mówiąc o powrocie do piłki. Niespełna 38-letni Zbigniew Małkowski po dłuższym rozbracie z Ekstraklasą wraca do bramki Korony Kielce, wygryzając z pierwszego składu ponad 10 lat młodszego Dariusza Trelę, jego rówieśnik - Marek Sokołowski - z powodzeniem przewodzi Góralom. I tak dalej, i tym podobne. 

Młodość młodością, ale trudno nam wyobrazić sobie, że kiedyś tych naszych dinozaurów zabraknie. Pewnie, przyjdą inni, taka kolej rzeczy, też będziemy doceniać ich doświadczenie i charyzmę. Ale i tak człowiek czasem nie dowierza, że oni kiedyś opuszczą swoje kluby, bo też jak one będą funkcjonować bez swoich mentorów? Ten moment się nieuchronnie zbliża, a symbolicznym początkiem końca ery obecnych dinozaurów zdaje się być zapowiedź Arkadiusz Głowackiego, że obecny sezon jest jego ostatnim w karierze.

Zobaczy wypowiedź z sierpnia Arkadiusza Głowackiego:


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama