Reklama

Reklama

Wieczór ognia w Bahrajnie

Wyścigowy weekend na torze w Bahrajnie zapamiętamy z powodu dramatycznie wyglądającego wypadku Romaina Grosjeana tuż po starcie. Samochód zespołu Haas uderzył w barierę pod kątem zbliżonym do prostego i rozpadł się na dwie części, a przednia, ta w której znajdował się kierowca, stanęła w płomieniach. Po kilkunastu długich sekundach Francuz wyłonił się z ognia i wtedy cały, nie tylko wyścigowy świat odetchnął z ulgą - pisze ekspert Interii Grzegorz Gac.

Na co dzień, dopóki nie dzieje się nic szczególnego, nie zastanawiamy się nad zabezpieczeniami samochodów. Nie myślimy o tym, jak niewiarygodnie mocne i odporne na skutki wypadków są współczesne samochody Formuły 1, jak skuteczny jest cały kompleks zabezpieczeń, zarówno w samochodzie wyścigowym, jak i poza nim. W niedzielę egzamin zdała nie tylko niesamowita wytrzymałość monokoku, kasku, obowiązkowego dopiero trzeci rok systemu halo, czy układu HANS, nie tylko skuteczność zabezpieczenia przeciwpożarowego, kombinezonu i bielizny, ale także błyskawiczna akcja służb ratowniczych, będąca efektem perfekcyjnych procedur oraz znakomitego wyszkolenia ludzi i tysięcy godzin żmudnych treningów. Warto zwrócić uwagę na znakomitą akcję załogi samochodu medycznego FIA. Niewidocznie zwykle, i całe szczęście, Alan van der Merwe i doktor Ian Roberts wykonali świetną robotę. Obyśmy jak najrzadziej oglądali ich w akcji.

Reklama

Podsumowanie? W temacie bezpieczeństwa nie ma prostych, szybkich rozwiązań. To cały zespół kompleksowych działań na wielu frontach. To efekt wielu lat pracy i badań tysięcy ludzi, dziesiątek instytutów badawczych, to także efekt bezwzględnej determinacji FIA w działaniach na rzecz bezpieczeństwa.

FIA bywa często krytykowana, czy wręcz mieszana z błotem za rozmaite działania, ale trudno odmówić federacji żelaznej konsekwencji w walce o poprawę bezpieczeństwa na torach. W niedzielne popołudnie ludzie, którzy od lat są tak nieustępliwi i bezkompromisowi w swoich działaniach mają swoją chwilę satysfakcji. A Grosjean ma u nich niewyobrażalny dług wdzięczności.

Niedzielny wypadek, jak każdy, będzie przedmiotem drobiazgowych analiz w FIA. Podobnie jak w przypadku katastrof lotniczych, także i w sporcie motorowym, każdy wypadek to ogromna ilość danych, to materiał do badania przez zespoły specjalistów różnych dziedzin. W końcu nigdy nie jest tak, że nie da się czegoś zrobić lepiej. Z pewnością drobiazgowo zbadana zostanie bariera i jej zachowanie. Osobny punkt dochodzenia obejmie pożar. Jego gwałtowność była zaskakująca, ale trzeba pamiętać, że był to początek wyścigu i zbiorniki były pełne paliwa.  

Romain Grosjean może mówić o wielkim szczęściu. Wszystko wskazuje na to, że wyszedł z wypadku z niewielkimi tylko, niegroźnymi obrażeniami. Skutki incydentu mogły być tragiczne. Wszyscy zgodzą się zapewne, że francuski kierowca dostał w niedzielę drugie życie w prezencie. Mamy w języku polskim powiedzenie na takie sytuacje: na klęczkach do Częstochowy...

Wypadek Grosjeana to kolejne potwierdzenie skuteczności systemu halo. Przed laty, gdy w Formule 1, a potem w kolejnych dyscyplinach sportu motorowego wprowadzono system HANS, ktoś powiedział, że to aż dziwne, że tak proste zabezpieczenie wymyślono i wprowadzono tak późno. Uważam, że to samo można już dziś powiedzieć o systemie halo, chociaż nadal twierdzę, że nie dodał on urody samochodom wyścigowym. Jednak względy estetyczne odłóżmy na bok. Sam komentowałem 11 lat temu wyścig Formuły 2 na torze Brands Hatch, w którym zginął Henry Surtees...   

Wkrótce po wznowieniu wyścigu doszło do kolejnego wypadku, w trakcie którego koziołkował samochód Lance’a Strolla. Wyglądało to groźnie, ale to nic w porównaniu z wypadkiem Grosjeana.

Wyścig, który upłynął w cieniu dramatu, zakończył się bez niespodzianek. Lewis Hamilton odniósł swoje 95. zwycięstwo w karierze, czwarte w Bahrajnie, jedenaste w sezonie (w 15 wyścigach), piąte z rzędu, pomimo wysiłków Maxa Verstappena, który był drugi. Holender zbliżył się w punktacji do Bottasa i traci już tylko 12 punktów do Fina, który był ósmy i zaliczył wyścig do zapomnienia.

Wydawało się, że Sergio Perez zajmie najniższy stopień podium, potwierdzając, że jest bardzo solidnym kierowcą, ale na cztery okrążenia przed metą jego samochód zaczął dymić, a potem palić się wskutek awarii. Na najniższym stopniu podium stanął po raz drugi w karierze Alexander Albon.

Wieczór w Bahrajnie zakończył efektowny pokaz sztucznych ogni, który w zestawieniu z dwoma pożarami w trakcie wyścigu upoważnia do stwierdzenia, że to właśnie ogień należał do grona głównych bohaterów na torze w Bahrajnie. Możemy tak napisać wiedząc już, że Grosjean wyszedł cało z wypadku. Było strasznie, ale w końcu wszyscy lubimy szczęśliwe zakończenia...

Grzegorz Gac

Dowiedz się więcej na temat: Romain Grosjean

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje