Jeszcze przed startem stało się jasne, że kibice poza koncentrowaniem się na emocjach związanych z walką kierowców na torze, od czasu do czasu będą musieli spoglądać na niebo. Nad legendarnym belgijskim obiektem pojawiły się ciemne chmury, z których dosłownie w każdej chwili mógł popłynąć deszcz. Byłyby to kiepskie informacje między innymi dla Andrei Kimiego Antonelliego. Młody Włoch wywalczył pole position, a komplikacje związane z mokrą nawierzchnią utrudniłyby mu dowiezienie potencjalnego zwycięstwa.
Chrapkę na jego błyskawiczne wyprzedzenie miał startujący tuż obok niego Max Verstappen. Holender ostatecznie zadowolił się drugą lokatą, ale większy dramat wydarzył się za plecami wspomnianej dwójki. Kontakt z Lewisem Hamiltonem zaliczył George Russell. Młodszy Brytyjczyków utknął w żwirze i tym akcentem zakończył tegoroczne ściganie na Spa-Francorchamps. Wspomniana kolizja spowodowała dodatkowo wyjazd samochodu bezpieczeństwa.
Ucieszył się z tego powodu zwłaszcza Charles Leclerc. Monakijczyk przedarł się chwilę wcześniej przez Maksa Verstappena. Lider austriackiej stajni szybko jednak skontrował po wznowieniu ścigania, oddalając się następnie od rywala. Jakby tego było mało kierowca Ferrari zaliczył bliskie spotkanie z Oscarem Piastrim. Z obu aut poleciały pojedyncze odłamki, lecz konstrukcjom nie stało się nic poważnego. Rozczarowujący moment przeżył także Lewis Hamilton, który za wspomniane wcześniej starcie z Geogre'em Russellem otrzymał pięć sekund kary.
Sukces młodego Polaka, pierwsze historyczne podium. Chce iść w ślady Kubicy
F1. Wielki pech Hamiltona, Leclerc szczęściarzem dnia. Monakijczyk długo prowadził
Na 21. okrążeniu znów szczęście uśmiechnęło się do Charlesa Leclerca. 28-latek zjechał na zmianę opon podczas wirtualnej neutralizacji, w efekcie czego wyjechał na tor przed Andreą Kimim Antonellim, który u mechaników pojawił się kilka minut wcześniej. I o ile młodszy z zawodników Ferrari miał dziś naprawdę mnóstwo powodów do radości, kolejny koszmar przeżył ponownie jego kolega zespołowy. Mechanika delikatnie potrącił Lewis Hamilton. Bardziej pechowego wyścigu Brytyjczyk po prostu nie mógł sobie wyobrazić.
Andrea Kimi Antonelli zabrał się natomiast za pogoń za monakijskim liderem. Nie pomagał mu Lando Norris, który jako ostatni z czołówki zjechał do alei serwisowej, ale wcześniej dzielnie bronił się przed szybszym reprezentantem Mercedesa. "Leclerc może mu podziękować za pracę" - mówił komentujący wyścig w Eleven Sports Mikołaj Sokół. I trudno było nie zgodzić się ze słowami cenionego dziennikarza. Lider klasyfikacji generalnej ostatecznie dopiął swego, lecz stracił cenny czas. A w sportach takich jak F1 każda sekunda ma niebagatelne znaczenie.
Nagła decyzja sędziów, Polak jednak zwycięski. Sensacyjny sukces 18-latka
Nastolatek nie zamierzał się poddawać i na dziesięć kółek przed zakończeniem zmagań odzyskał upragniony fotel lidera. Charles Leclerc nawet nie próbował się jakoś specjalnie bronić. Włoch jednak nie odjechał mu w ekspresowym tempie. Monakijczyk długo utrzymywał się w granicy jednej sekundy, lecz musiał spasować. Podium uzupełnił Max Verstappen.
Czołowa dziesiątka Grand Prix Belgii 2026:















