Reklama

Reklama

Robert nie przyznaje się do winy

"Gdybym wypadł z toru na zakręcie, oznaczałoby to, że przesadziłem z gazem. Ale ja straciłem kontrolę nad bolidem na prostej" - tłumaczy w "Przeglądzie Sportowym" po Grand Prix Wielkiej Brytanii Robert Kubica.

Polak po niedzielnym starcie, w którym na 20 okrążeń przed metą wypadł z toru, stracił pozycję wicelidera mistrzostw świata, spadając na czwarte miejsce. Robert będzie się chciał odegrać 20 lipca na torze Hockenheim w Niemczech. W rozmowie z "PS" kierowca BMW-Sauber twierdzi, że nie poczuwa się do winy czy do popełnienia błędu na feralnym 40. okrążeniu wyścigu na torze Silverstone.

"Trudno to nazwać błędem. Gdybym chociaż wypadł na zakręcie, to wtedy oznaczałoby, że przesadziłem z gazem" - opowiada Kubica w "PS".

"Jeśli traci się kontrolę nad bolidem na prostej, to jest to sytuacja, którą ciężko przewidzieć i z niej wybrnąć. Jechałem, myśląc o tym, aby dowieźć te punkty do mety i zminimalizować problemy z kwalifikacji. W najbardziej nieoczekiwanym momencie bolid po prostu poszedł. Na prostej nie można nic na to poradzić. W pewnym momencie wpadłem w aquaplanning i koniec" - wyznaje polski kierowca.

Reklama

Problemy Kubicy zaczęły się już w sobotnich kwalifikacjach, gdy w jego bolidzie nawaliły tylne amortyzatory. Przez tę usterkę Polak, zamiast startować z trzeciej linii, musiał się przebijać z piątej.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL