Reklama

Reklama

Rewolucyjny system znów zadziałał! „Halo uratowało mi życie”

Na pierwszym okrążeniu Grand Prix Wielkiej Brytanii cały świat wstrzymał oddech po potężnym wypadku Zhou Guanyu. Bolid Chińczyka z ogromną prędkością wypadł z toru, przekoziołkował i utknął w szczelinie między barierami. – Halo uratowało mi życie – napisał w mediach społecznościowych kierowca po opuszczeniu centrum medycznego.

Tegoroczne zmagania na Silverstone zdecydowanie nie zawiodły i zachwyciły nawet największych malkontentów. Byłoby jeszcze lepiej, gdyby na pierwszym okrążeniu nie doszło do strasznej kraksy z udziałem kilku kierowców. Najbardziej ucierpiał w niej Zhou Guanyu, którego bolid na pierwszym zakręcie wylądował w szczelinie między barierami oddzielającymi tor od kibiców. Gdyby nie pomoc przerażonych porządkowych, to Chińczyk nie opuściłby roztrzaskanego auta.

Aniołem Stróżem poszkodowanego zawodnika okazał się również stosowany od kilku lat w Formule 1 system halo. Ochronił on kierowcę nie tylko przed poważnymi obrażeniami głowy, ale i przyczynił się do tego, że reprezentant Alfy Romeo wyszedł z porozbijanego samochodu właściwie bez szwanku. - Ze mną wszystko w porządku. Halo uratowało mi życie. Dziękuję za wiadomości wsparcia - napisał na Twitterze zespołowy kolega Roberta Kubicy.

Reklama

Autorom rewolucyjnego wynalazku cały świat dziękuje nie od dziś. Niecałe dwanaście miesięcy temu o krok od wielkiej tragedii był też na przykład Lewis Hamilton, któremu na halo zaparkował bolid Maksa Verstappena. Coś na temat wysokiego bezpieczeństwa obecnych konstrukcji wie także Romain Grosjean. Francuz w listopadzie 2020 roku w ostatniej chwili opuścił palące się auto i do dziś ściga się w jednomiejscowych samochodach.

Kolega rzucił mu się na ratunek

W niedzielę szacunek kibiców zaskarbił sobie też George Russell. Brytyjczyk zamiast wrócić z pobocza na tor, zatrzymał się i błyskawicznie podbiegł do zakleszczonego 23-latka. - On utknął tam na dobre i nic nie mógł zrobić. Trzeba pomyśleć co zrobić z tymi barierami na przyszłość po to, by podobna sytuacja nie powtórzyła się już ani razu. To był niesamowicie przerażający incydent - powiedział bohater miejscowej publiczności w rozmowie z Autosportem.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL