Pachniało niespodzianką w Chinach. Hamilton na prowadzeniu, od razu reakcja
Mercedes buduje serię zwycięstw w tegorocznym sezonie F1. George Russell poszedł dziś za ciosem po zeszłotygodniowym triumfie na Antypodach i jako pierwszy minął linię mety w sprincie w Szanghaju. Triumf Brytyjczykowi nie przyszedł jednak łatwo. Wszystkich kompletnie zaskoczył Lewis Hamilon. Brytyjczyk tuż po starcie objął prowadzenie, lecz stracił je jeszcze przed półmetkiem. Legenda dyscypliny na moment wypadła też poza czołową trójkę.

Dzisiejsze zmagania w Szanghaju, pomimo dominacji Mercedesa w piątkowych kwalifikacjach, zapowiadały się ekscytująco. Wszystko ze względu na rewolucję techniczną. Bolidy nowej ery F1 nie rywalizowały jeszcze póki co na tak krótkim dystansie w warunkach wyścigowych. Ponadto samo ustawienie na starcie zapowiadało dosyć spore emocje. Pierwszy rząd, zgodnie z oczekiwaniami zaklepał niemiecki gigant, ale za plecami stajni Toto Wolffa nie brakowało zaskoczeń. Dopiero ósmy ruszał Max Verstappen.
Humor czterokrotnemu mistrzowi świata nie poprawił się po starcie. Zawodnik Red Bulla spadł na odległą, czternastą lokatę. Jego zespołowy kolega, Isack Hadjar zaliczył natomiast kontakt z Andreą Kimim Antonellim. Włoch z Mercedesa liczył na zdecydowanie inny scenariusz, bo zamiast walczyć o triumf z zespołowym kolegą, znalazł się pod koniec punktowanych miejsc. Szybki bolid robił jednak swoje i 21-latek stopniowo wspinał się w górę stawki.
Hamilton na prowadzeniu. Ale Mercedes kontratakuje, Russell wygrywa sprint
Z przodu natomiast kibicom imponował Lewis Hamilton. Brytyjczyk zaliczył bezbłędny początek, obejmując fotel lidera, lecz George Russell nie zamierzał odpuszczać. Panowie zamieniali się pozycjami, aż w końcu młodszy z gwiazdorów dopiął swego pod koniec piątego okrążenia. Lider klasyfikacji generalnej ruszył następnie po zwycięstwo. Ferrari czekała z kolei potencjalna bratobójcza walka. Lewis Hamilton oraz Charles Leclerc znajdowali się bardzo blisko siebie.
Tuż przed półmetkiem rywalizacji marzenia związane z podium musiał porzucić Andrea Kimi Antonelli. Sędziowie uznali go winnym zderzenia z Isackiem Hadjarem, doliczając dziesięć sekund kary. Pocieszeniem dla Włocha był wewnątrzzespołowy pojedynek Ferrari. Zamiast skupić się na bronieniu pozycji, przedstawiciele stajni spod znaku pościgali się się między sobą. Górą wyszedł Charles Leclerc.
Włoska stajnia, pomimo kary dla Antonelliego, nie mogła odetchnąć z ulgą. Awaria samochodu Nico Hulkenberga spowodowała wyjazd samochodu bezpieczeństwa. Na najniższy stopień podium kosztem Lewisa Hamiltona awansował wtedy Lando Norris. Bohater początkowej fazy wyścigu zachował jednak zimną krew, przeprowadzając skuteczny atak. Nagroda? To on jako trzeci zobaczył flagę w szachownicę. Pierwsze miejsce dla George'a Russella, drugi na metę zawitał Charles Leclerc. Bez choćby jednego "oczka" sprint ukończył dziewiąty Max Verstappen, ponieważ punktuje czołowa ósemka.
Dziś przed kierowcami jeszcze kwalifikacje do głównego wyścigu. Ich początek zaplanowano na godzinę 8:00 czasu polskiego.
Wyniki sprintu F1 w Chinach:














