Niemcy triumfują w Australii. Dublet to nie był koniec, imponujący debiut
Kapitalnie dla niemieckich kibiców Formuły 1 rozpoczął się sezon 2026. Pomimo, że na terenie naszych zachodnich sąsiadów nie ma obecnie choćby jednego wyścigu, powody do radości dały im dwa zespoły znajdujące się w tegorocznej stawce. Po zasłużony dublet w Melbourne sięgnął dziś Mercedes. W debiucie pierwsze punkty zdobyło ponadto Audi. Na Antypodach w niedzielny poranek polskiego czasu było naprawdę ciekawie. Mnóstwo pozytywnego zamieszania narobiło zwłaszcza Ferrari.

Dzisiejszy wyścig nawet się nie zaczął, a już wielki dramat przeżyli Australijczycy oraz Oscar Piastri. Faworyt miejscowej publiczności rozbił się na jednym z okrążeń zapoznawczych. Uszkodzenia okazały się poważne, ucierpiała zwłaszcza prawa część bolidu, która zaliczyła kontakt ze ścianą. McLaren nie próbował podejmować ryzyka i walczyć z czasem. Poza zespołowym partnerem Lando Norrisa, do walki o punkty nie ruszył ponadto Nico Hulkenberg. W przypadku Niemca obyło się bez podobnych scen, zawiódł jego samochód.
Jeżeli o samochodach mowa, to od początku weekendu były one przedmiotem dyskusji. W F1 doszło do kolejnej rewolucji. Po niej jeszcze większe znaczenie ma część elektryczna napędu. "To Formuła E na sterydach" - wypalił w lutym Max Verstappen. W Melbourne dołączył do niego Lando Norris. "Przeszliśmy od najlepszych bolidów w historii Formuły 1, a także najprzyjemniejszych w prowadzeniu, do najprawdopodobniej najgorszych. To słabe, ale musimy z tym żyć" - mówił obecny mistrz świata, cytowany przez "f1wm.pl".
Przynajmniej na torze od samego początku było naprawdę ciekawie. Atomowy start zaliczył duet Ferrari. Pozycję lidera objął Charles Leclerc, szybko na podium wdrapał się Lewis Hamilton. Obaj kierowcy łącznie zyskali aż siedem miejsc (Leclerc - 3, Hamilton - 4). Na Monakijczyka stale naciskał jednak triumfator kwalifikacji, George Russell. Między zawodnikami nawiązała się kapitalna walka. Co chwilę zamieniali się pozycjami. Zdecydowanie takich scen oczekiwali fani w związku ze startem sezonu.
Ferrari nie zjechało. Mercedes nie stracił już dwóch pozycji
Na dwunastym okrążeniu doszło do pierwszego wycofania się z wyścigu. Nagle posłuszeństwa odmówił bolid Isacka Hadjara. Francuz zatrzymał się na poboczu, wobec czego sędziowie ogłosili wirtualną neutralizację. Wykorzystali ją między innymi Lando Norris oraz duet Mercedesa (pit stopy). Do zamieszania doszło za to w Ferrari. Mechanicy byli gotowi na zjazd któregoś z kierowców, ale ostatecznie żaden z nich nie zdecydował się na zmianę opon. Obaj zawitali po nowe ogumienie nieco później, w warunkach zielonej flagi. Efekt? Spadek w klasyfikacji oraz duża strata czasowa do "Srebrnych Strzał".
Niemiecki gigant pewnym krokiem zmierzał po dublet. "Ależ dominacja w Formule 1" - napisał Tomasz Chabiniak w tytule relacji z wczorajszych kwalifikacji. W warunkach wyścigowych została ona potwierdzona. Ferrari miało jednak nadzieję, że w decydującej fazie rywalizacji przewagę dadzą im świeższe opony. Do zwrotu akcji ostatecznie nie doszło, dzięki czemu George Russell oraz Andrea Kimi Antonelli zajęli dwie czołowe lokaty. Podium uzupełnił Charles Leclerc, choć do końca naciskał na niego Lewis Hamilton.
Cichy bohater dnia? Zespół Audi. Drugi z niemieckich gigantów zadebiutował w Formule 1 i już ma na koncie punkty za sprawą dziewiątej lokaty Gabriela Bortoleto. Po awarii w samochodzie Nico Hulkenberga przed startem wyścigu, mało kto spodziewał się takiego scenariusza. Indywidualnie należy pochwalić z kolei Maksa Verstappena. Holender na trasie zarobił dziś aż czternaście pozycji.
Słowa uznania należą się także Arvidowi Lindbladowi. Brytyjczyk w pierwszym wyścigu F1 w życiu uplasował się w TOP 10. Ponadto na trasie dzielnie walczył w pewnym momencie z holenderskim czterokrotnym czempionem globu.
Wyniki wyścigu o Grand Prix Australii:














