Reklama

Reklama

Motosport. Szachownica: Celebryci, obrusy, garnitury

Jaki symbol najbardziej kojarzy się z wyścigami? Tak, oczywiście - czarno-biała szachownica! Historię symbolu, który tworzył dzieje sportu motorowego, obecnego także dziś w wielu logotypach marek czy zawodów, opowiada Grzegorz Gac.

Kolorowe flagi sygnalizacyjne to nieodłączny atrybut sportu motorowego od zarania jego dziejów. Przez wiele lat najważniejsze były dwie: flaga narodowa, którą podawano sygnał startu oraz ta w czarno-białą szachownicę, pokazywana na mecie. Ta pierwsza dawno odeszła w zapomnienie, zastąpiona przez czerwone, a niekiedy i zielone światła. Chociaż nie do końca.

W niektórych wyścigach, na przykład w 24h Le Mans, flaga narodowa nadal jest używana. Francuscy organizatorzy pielęgnują blisko stuletnią tradycję, a ceremonia startu to niezwykłe misterium. Gdy samochody stoją już na polach przedstartowych, klasyczny samochód z otwartym dachem przywozi imponujących rozmiarów trofeum, które nieco ponad 24 godziny później otrzyma zwycięzca. Rozbrzmiewa Marsylianka. Komandosi z ogromną flagą narodową Francji, wykończoną złotymi frędzlami, osadzoną na potężnym drzewcu opuszczają się na linie z wojskowego śmigłowca w pobliżu linii startu. Następnie wręczają flagę starterowi, którym zawsze jest bardzo znana i ważna osoba (w ostatnich latach między innymi Rafael Nadal, Bradd Pitt, Chase Carey, Fernando Alonso, księżna Charlene de Monaco). Potem jeszcze przelot myśliwców ciągnących za sobą smugę w barwach narodowych Francji i wreszcie starter wymachuje flagą. Kto nie widział, niech obejrzy. Naprawdę robi wrażenie.

Reklama

Od ponad stu lat widok flagi w szachownicę oznacza metę wyścigu. W tym czasie zdarzało się wiele wpadek i pomyłek - kończenie wyścigów przed czasem, błędy sędziów i zakłopotanych celebrytów.

Historia flagi sięga 1906 roku. Początki nie są dobrze udokumentowane, ale prawdopodobnie została użyta po raz pierwszy w Ameryce, podczas wyścigu drogowego Glidden Tour. Co ciekawe, kierowcy mijali wtedy flagę w szachownicę wielokrotnie - wyznaczała ona punkty kontrolne, gdzie organizatorzy sprawdzali, czy uczestnicy przestrzegają regulaminu.

Dlaczego wybrano właśnie czarno-białą szachownicę, nie jest do końca jasne. Historycy jednej z amerykańskich federacji podają, że na zakończenie wyścigów konnych uczestnicy spotykali się na wspólnym obiedzie. Wzór szachownicy był ponoć używany na obrusach piknikowych, których pojawienie się na stołach oznaczało, że podano posiłek i pora kończyć ściganie. Zwyczaj trafił potem do sportu motorowego. Nie bez znaczenia było, że taką flagę można było łatwo dostrzec. Pierwsze wyścigi odbywały się na nieutwardzonych drogach, gdzie kurz ograniczał widoczność.

Właśnie problemy z widocznością sprawiały, że sędzia z flagą wychodził niekiedy na środek trasy, tuż przed finiszujące samochody, co było bardzo niebezpieczne. Z upływem czasu nadeszły wyścigi na torach o nawierzchni utwardzonej, ale celebrowanie finiszu w ten sposób zdarzało się jeszcze niedawno. Wymogi bezpieczeństwa sprawiły jednak, że tradycja niemal zanikła. Niekiedy, na przykład podczas wyścigów w Makao, sędzia z flagą ubrany był w gustowny garnitur albo samą tylko marynarkę z takiej samej tkaniny, jak flaga.

Umieszczenie osoby z flagą na podwyższonym stanowisku obok toru zostało szybko dostrzeżone jako okazja do promocji. Zaczęto oddawać ją w ręce celebrytów, którzy pomimo nadzoru dyrekcji wyścigu, popełniali błędy. W 2002 roku podczas kończącego sezon Formuły 1 Grand Prix Brazylii gwiazda futbolu Pele nie zauważył wygrywającego Michaela Schumachera, a potem kolejnych kierowców. Zaczął machać flagą dopiero, gdy spostrzegł dziewiątego na mecie Takumę Sato i według obowiązujących wówczas przepisów, to on powinien być zwycięzcą! Ostatecznie na najwyższym stopniu podium stanął Schumacher, ale ta dziwna sytuacja wzbudziła dyskusje i falę krytyki.

Podczas Grand Prix Kanady 2018, modelka Winnie Harlow zaczęła wymachiwać flagą o okrążenie za wcześnie! Coraz częściej mówiono, że celebryci nie powinni kończyć wyścigów, a ich obecność wprowadza chaos. Trzeba jednak pamiętać, że Formuła 1 od lat stawia na gwiazdy, które mają olśnić swoim blaskiem, ale i przyciągnąć jeszcze większe zainteresowanie.

Jednak po wyścigu w Kanadzie wprowadzono elektroniczny wyświetlacz na linii mety, uruchamiany przez system pomiaru czasu. Ale już w kolejnym sezonie elektronika zawiodła i sygnał mety Grand Prix Japonii podano o jedno okrążenie za wcześnie! Szybko wycofano się z pomysłu i w ten sposób wyścigi znów kończy flaga wymachiwana nad torem.

Co ciekawe, w tym roku każdy fan Formuły 1 może mieć swoje własne pole na fladze! Pod warunkiem, że się pospieszy. Za jedyne 200 funtów (plus 35 funtów koszt wysyłki certyfikatu) są jeszcze w sprzedaży pola na flagach Grand Prix Rosji i Portugalii. Imię i nazwisko kibica zostanie umieszczone w czarnym lub białym kwadracie na fladze, ale koloru pola nie można sobie wybrać! Dochody z tej akcji będą przekazane na kampanię #WeRaceAsOne.

Jedno jest pewne - historia najstarszego symbolu sportu motorowego jest cały czas pisana i kto wie, co jeszcze znajdzie się na jej kartach w przyszłości.

Grzegorz Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL