Choć rywalizacja w sezonie 2026 dopiero się rozkręca, ekipy Formuły 1 już wybiegają w przyszłość i podpisują kontrakty na kolejne lata. Wiadomo już, że w przyszłym roku w McLarenie zobaczymy Lando Norrisa i Oscara Piastriego, w Ferrari ścigać się będą Charles Leclerc i Lewis Hamilton, w bolidzie Mercedesa oglądać będziemy George'a Russella i Kimiego Antonelliego, w Audi pozostaną Nico Hulkenberg i Gabriel Bortoleto, w Cadillaku występy kontynuować będą Valtteri Bottas i Sergio Perez, a z Williamsem niedawno kontrakty przedłużyli Carlos Sainz i Alexander Albon. Ponadto w Red Bullu do 2030 roku zostanie Max Verstappen, a Alpine ostatecznie przedłużyło współpracę z Franco Colapinto i Pierrem Gaslym.
Jeszcze na początku sierpnia w padoku F1 głośno spekulowano na temat przyszłości Fernando Alonso. Pojawiły się bowiem pogłoski mówiące, że dwukrotny mistrz świata ma rozważać powrót do Alpine (dawniej Renault), a więc ekipy, z którą w latach 2005 i 2006 sięgał po tytuły czempiona. Kilka dni temu stało się jednak jasne, że Hiszpan gotów jest pozostać w Astonie Martinie na kolejne lata, pod warunkiem, że jego pensja wynosić będzie 45 milionów dolarów za sezon.
Lawrence Stroll, co ciekawe, miał przystać na warunki stawiane przez dawnego rywala Roberta Kubicy. Pensji Hiszpana nie zamierza opłacać jednak z własnej kieszeni. Jak ustalił ekspert ds. ekonomii w F1 i autor cenionej publikacji "Business Book GP" Marc Limacher, miliarder o pomoc w tej kwestii miał poprosić... Hondę, a więc dostawcę silników dla Astona Martina.
"Słyszałem, że Lawrence Stroll chce, aby to Honda płaciła Fernando Alonso przyszłą pensję. Alonso żąda 40 milionów euro rocznie (ponad 45 mln dolarów) w latach 2027 i 2028. Z kolei Aston Martin chce, aby Honda wniosła większy wkład do budżetu zespołu na rok 2027 i kolejne lata" - przekazał Limacher.
Kiedyś walczył z Robertem Kubicą. Dziś dwukrotny mistrz świata gra w Formule 1 drugie skrzypce
Fernando Alonso zadebiutował w Formule 1 z zespołem Minardi w 2001 roku, jednak na swoje największe sukcesy nie musiał długo czekać. W latach 2005-2006 zdobył dwa tytuły mistrzowskie w charakterystycznych błękitno-żółtych barwach zespołu Renault. W latach 2006-2010 miał okazję rywalizować z Robertem Kubicą. Polak do tej pory pozostaje jedynym kierowcą wyścigowym z naszego kraju, który ścigał się w "królowej motorsportu". Ba, w 2008 roku pochodzący z Krakowa gwiazdor odniósł nawet zwycięstwo na torze Circuit Gilles Villeneuve w Montrealu i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata. Ostatecznie sezon 2008 zakończył na czwartym miejscu.
Dziś Roberta Kubicy nie ma już w Formule 1, a Fernando Alonso, który niegdyś regularnie meldował się na podium, odgrywa w "królowej motorsportu" raczej drugoplanowe role. Ostatni raz w TOP3 znalazł się w sezonie 2023 - podczas Grand Prix Brazylii zajął trzecie miejsce.
Media: Tak przekonali Verstappena do pozostania w Red Bullu. Astronomiczne kwoty












