Reklama

Reklama

Majstersztyk mistrza! Legenda rzuciła świat na kolana

Deszcz robił dziś wszystko, by możliwie jak najbardziej uatrakcyjnić nam kwalifikacje do Grand Prix Kanady. Udało mu się to połowicznie, bo o ile drugie miejsce wywalczył Fernando Alonso, o tyle nieobecność Charlesa Leclerca w Q3 wykorzystał Max Verstappen, który pole position zdobyłby dziś chyba kierując jedną ręką. Transmisja wyścigu w niedzielę od 19:55 w Eleven Sports 1 i Polsat Box Go.

Aby uświadomić sobie, że w dzisiejszych kwalifikacjach na bank będzie działo się co niemiara wystarczyło tylko przypatrzyć się niebu w transmisji telewizyjnej. Warunki w porównaniu z trzecim treningiem co prawda nieco się poprawiły, ale nad torem wciąż kropiło, co oczywiście psuło szyki faworytom, a już zwłaszcza Maksowi Verstappenowi. Holender kilka godzin temu zupełnie nie radził sobie na Circuit Gilles Villeneuve i niewiele brakowało, by w końcówce FP3 uderzył w jedną z barierek.

Co się stało z Sebastianem Vettelem?

Deszcz, woda, opony z niebieskim paseczkiem - tak chyba najlepiej można posumować początek zmagań. Ku uciesze fanów już na dzień dobry sypnęło niespodziankami. Długo pod kreską znajdował się Sergio Perez, przez chwilę na czele plasował się Kevin Magnussen, a prawdziwe katusze przeżywał jeszcze nie tak dawno jeżdżący świetnie w treningu Sebastian Vettel. Co najważniejsze kierowcy zachwycali kibiców swoimi umiejętnościami. Nie oglądaliśmy żadnej poważnej kraksy. Żółtą flagę na moment wywołał tylko Carlos Sainz.

Reklama

Na torze panował przeogromny tłok, ponieważ zawodnicy bojąc się neutralizacji rzucili się na pokonywanie szybkich okrążeń jak dzieci na watę cukrową na dożynkach czy odpuście parafialnym. Summa summarum Q1 przebiegło bardzo sprawnie. Nie każdy jednak zjechał do garażu z uśmiechem na ustach. Pod kreską znalazł się wspomniany wcześniej Vettel. Ponadto "listę przegranych" uzupełnili Yuki Tsunoda, Nicholas Latifi, Lance Stroll oraz niespodziewanie Pierre Gasly, który dziś dowiedział się że zostaje w AlphaTauri na sezon 2023.

Sergio Perez chciał aż za bardzo

W środkowej części rywalizacji stety lub niestety niebo zaczęło robić się coraz jaśniejsze i rozpoczęły się małe strategiczne szachy. Niektóre zespoły wciąż stawiały na deszczówki. Jeszcze inne zaś poszły vabank i założyli kierowcom zielone Pirelli Cinturato. Ekipy Red Bulla i Williamsa szybko pożałowały swoich wyborów. W odstępie minuty w barierach wylądowali kolejno Alex Albon (miał większego farta i tylko lekko uszkodził przednie skrzydło) oraz Sergio Perez. Mało pecha? Kłopoty z jednostką napędową zgłosił ekipie Lando Norris.

Brytyjczykowi pomógł fakt, iż incydent z Meksykaninem doprowadził do wywieszenia czerwonej flagi, ponieważ dziesięć minut wystarczyło jego zespołowi na uporanie się z problemem. Talenciak rodem z Wysp popsuł chyba jednak kółko, w efekcie czego pożegnał się z walką o pole position. Marzenia o Q3 musieli porzucić też Alex Albon oraz Valtteri Bottas. Z wyjazdem na tor w ogóle nie pofatygował się z kolei Charles Leclerc, który i tak startuje z końca stawki za wymianę zbyt dużej ilości komponentów silnika.

Przed tym panem czapki z głów

- To są dotychczas najlepsze kwalifikacje ever! Nic pewnego, same zaskoczenia. Magnific - zachwycali się fani na Twitterze przed startem decydującej fazy czasówki. Liczyliśmy więc na przedłużenie sportowych grzmotów i wielką ucztę do końca czasu. Nasze zapędy szybko ostudził Max Verstappen, który znów jechał w innej lidze i dosłownie zmiótł rywali z planszy.

Znacznie ciekawsze rzeczy działy się jednak tuż za obecnie urzędującym mistrzem świata. Gdy już wydawało się, że na drugim polu ustawi się Carlos Sainz, fanów motorsportu z całego globu na kolana rzucił Fernando Alonso. Hiszpańska legenda Formuły 1 udowodniła tym samym, iż wiek to tylko liczba, a jego wynik z ostatniego treningu nie był dziełem przypadku.

Transmisja z arcyciekawie zapowiadającego się jutrzejszego wyścigu od godziny 19:55 w Eleven Sports 1 i Polsat Box Go.

Wyniki kwalifikacji do Grand Prix Kanady:

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL