Reklama

Reklama

Kubica: Dość pechowy weekend

Robert Kubica po raz drugi w tym sezonie Formuły 1 nie zdobył żadnego punktu. Polak nie ukończył Grand Prix Wielkiej Brytanii, która odbyła się na torze Silverstone, podobnie jak inauguracyjnego wyścigi w Melbourne, wylatując na 40. okrążeniu.

Robert Kubica po raz drugi w tym sezonie Formuły 1 nie zdobył żadnego punktu. Polak nie ukończył Grand Prix Wielkiej Brytanii, która odbyła się na torze Silverstone, podobnie jak inauguracyjnego wyścigi w Melbourne, wylatując na 40. okrążeniu.

"300 - 400 metrów przed zakrętem, jadąc na piątym biegu za Heikkim Kovalainenem, nagle straciłem kontrolę nad samochodem, w środku prostej. Wcześniej wiele razy podłoga bolidu dobijała do asfaltu, no ale tym razem miałem większego pecha, bo nie udało mi się utrzymać na torze" - powiedział kierowca BMW Sauber, cytowany przez "Rz".

"Trudno to nazwać błędem. Gdybym wyleciał w zakręcie, można by spokojnie powiedzieć, że przeszarżowałem. Na prostej niewiele można poradzić na tak niespodziewane zachowanie samochodu, choć wcześniej parę razy udało mi się wyjść obronną ręką z takich sytuacji. Tym razem to był koniec" - dodał.

Reklama

Z czego wynika takie zachowanie samochodu? "Możliwe, że mieliśmy za nisko ustawiony bolid. Już w sobotę podłoga dobijała do nawierzchni, w takiej sytuacji opony po prostu tracą kontakt z nawierzchnią. Na mokrym torze, przy takiej ilości wody, to oczywiście znacznie pogarsza sytuację. Do tego wiatr był dzisiaj silniejszy i to także nie pomagało" - stwierdził Kubica.

Polak stracił miejsce wicelidera w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata, spadając na czwarte miejsce, ale do prowadzącej trójki, zwycięzcy Grand Prix Wielkiej Brytanii Lewisa Hamiltona z McLarena-Mercedesa i kierowców Ferrari Felipe Massy i Kimiego Raeikkenoena traci tylko dwa punkty.

"Ogólnie weekend ułożył się dość pechowo, ale tak czasami bywa. Chciałem dowieźć punkty do mety i zminimalizować straty z wczorajszych kwalifikacji. Niestety, w najmniej oczekiwanym momencie bolid wymknął się spod kontroli. Trudno przewidzieć coś takiego i wybrnąć z sytuacji" - powiedział nasz kierowca.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL