Reklama

Reklama

Kościuszko: Kubica ma dar prowadzenia wszystkiego, co ma cztery koła i kierownicę

- Praca, jaką Robert Kubica wykonał, jest ogromna i wielu ludzi go za to podziwia, w tym ja. Jego upór w dążeniu do powrotu do Formuły 1 jest godny naśladowania - mówi w rozmowie z Interią 32-letni krakowianin Michał Kościuszko, były kierowca rajdowy, wicemistrz Rajdowych Samochodowych Mistrzostw Świata w klasie juniorów z 2009 roku.

Artur Gac, Interia: Trwa gorący okres wyczekiwania na decyzję "stajni" Williamsa w sprawie Roberta Kubicy. Co podpowiada panu intuicja? Krajan z Krakowa w przyszłym sezonie będzie etatowym kierowcą bolidu Formuły 1?

Michał Kościuszko, były kierowca rajdowy: - Mam przeczucie, że zaangażują Roberta. Nie wiem, czy to rzeczywiście się wydarzy, ale praca, jaką Robert wykonał, jest ogromna i wielu ludzi go za to podziwia, w tym ja. Mam tu na myśli cały proces rehabilitacji oraz poziom zaangażowania. Jego upór w dążeniu do powrotu do Formuły 1 jest godny naśladowania. Myślę, że pewnego dnia wybierzemy się na film o tematyce powrotu Roberta Kubicy, bo to materiał kinowy. Zwłaszcza, gdyby udało mu się wrócić do F1, to jestem pewien, że byłaby to światowa produkcja.

Reklama

- Wszyscy kibice czekają na Roberta powrót, nie tylko polscy fani, ale też cały świat motosportu i F1. Myślę, że poza wysoką wartością sportową, dobrze by to też zrobiło pod względem marketingowym dla tego sportu. Byłby to jeden z większych powrotów w historii F1.

Emocje emocjami, historia powrotu Kubicy do sportu jest niewiarygodna i chwyta za serca, ale w sporcie, a zwłaszcza w elitarnej "jedynce", większe znaczenie mają inne kwestie. Patrząc rzeczowo, zupełnie chłodnym okiem, co w największym stopniu przemawia za kandydaturą rodaka?

- Sądzę, że przede wszystkim jego wiedza techniczna i umiejętność pracy z zespołem, z inżynierem, a co za tym idzie rozwój samochodu. Ponadto regularność w jeździe, gdyby była utrzymana na poziomie sprzed wypadku. Zespoły podkreślają, że dobrze się z nim pracuje, bo doskonale potrafi określić, jaka jest bolączka danego bolidu i w którym kierunku należy go rozwijać. A nie zapominajmy, że takie samochody cały czas bardzo ewoluują, wobec czego wprowadzane są ciągłe zmiany. Dlatego potrzebny jest kierowca świadomy technicznie, a Robert niewątpliwie jest gwarantem takiej fachowości.

- Do tego dodałbym umiejętność adaptacji do zmieniających się warunków. Startami w rajdach samochodowych, w dodatku jakby w ramach rehabilitacji, pokazał, że jest niewiarygodnie wszechstronny. Udowodnił, że dobrze czuje się nie tylko na torze, ale również w samochodzie rajdowym, na luźnej nawierzchni. On ma po prostu dar prowadzenia wszystkiego, co ma cztery koła i kierownicę. To coś niespotykanego.

Gdyby jednak miał spełnić się czarny scenariusz i nasz gwiazdor został pozbawiony miejsca w bolidzie, to według pana co jest największą słabością w kandydaturze Kubicy?

- Myślę, że słabym punktem ewentualnie może być wiek Roberta. To świeżo upieczony 33-latek, który rywalizuje z kierowcami młodszymi od siebie. W Williamsie już jest zakontraktowany 19-latek (Kanadyjczyk Lance Stroll - przyp. AG), więc istniałaby bardzo duża różnica wieku. Poza tym ewentualny powrót Roberta też wiązałby się z okresem "rozbiegowym", bo pewnie nie od razu złapałby swoją prędkość wyścigową, a czas ucieka. To może być jakiś mankament, ale z drugiej strony z wiekiem idzie doświadczenie, więc metrykę można interpretować w wieloraki sposób.

A jeśli chodzi o aspekt finansowy, który jest podnoszony przez większość ekspertów i fanów? Mówiąc wprost, czy też pana zdaniem istnieje obawa, że Kubica przegra z Rosjaninem Siergiejem Sirotkinem pod względem wkładu finansowego, jaki jest w stanie wnieść do zespołu Williamsa?

- Myślę, że kibice nie wiedzą, jakim Robert dysponowałby zapleczem finansowym. Przynajmniej ja, a trochę interesuję się motosportem, tego nie wiem. Nie wiem, czy za Robertem poszłoby zaangażowanie dużych polskich koncernów, czy może prywatnych przedsiębiorców... Niewątpliwie jednak Formuła 1 jest grą dla dużych chłopców, gdzie nie ma miejsca na sentymenty. Często rządzi polityka i pieniądze. Myślę, że aspekt finansowy gdzieś w tle też istnieje. Nie zapominajmy, że zespół Williamsa nie jest czołowym teamem, jeśli chodzi o posiadany budżet, więc każdy wkład finansowy jest istotny i może znacząco pomóc zespołowi. Przypuszczalnie, tak na logikę, jeśli jest dwóch porównywalnych kierowców, ale jeden z nich może wnieść większy budżet, to pewnie decyzja by szła w kierunku zatrudnienia kierowcy, krótko mówiąc, bogatszego.

Mówi pan dokładnie to samo, co swego czasu Kubica, bowiem słowa Polaka na swoim blogu przypomniał dziennikarz Mikołaj Sokół. "Często powtarza się (mówił kiedyś o tym nawet sam Robert), że mając do dyspozycji jednego kierowcę z kilkumilionowym budżetem i drugiego bez wsparcia, ale szybszego o pół sekundy, to sensownie jest wybrać tego pierwszego - bo za kilka milionów można przyspieszyć samochód o sześć czy siedem dziesiątych, notując zysk netto" - napisał Sokół.

- Skoro sam Robert potwierdza tę tezę, to nie ma wątpliwości, że Formuła 1 w dużym stopniu rządzi się finansami. Bogatszy zawsze będzie w bardziej uprzywilejowanym położeniu. Miejmy nadzieję, że tutaj takiej sytuacji nie będzie i decydująca, na korzyść Roberta, okaże się wartość sportowa.

Inna sprawa, co słusznie pan zauważył, że tak naprawdę nie wiemy do końca, jaki kapitał zgromadził się wokół Kubicy. Nieoficjalnie słyszałem, że nie da się wykluczyć, iż wkład Roberta też może "zakręcić" się wokół nastu milionów euro. A zatem towarzyszą nam jedynie dywagacje.

- Racja, to tylko wróżenie z fusów. Jeśli nie siedzisz w środku, w którymś z zespołów, to naprawdę niewiele wiesz. Kibice trochę karmią się plotkami, swoimi marzeniami i wyobrażeniami. Całkiem dobrze wiem, o co w tym chodzi, bo przez wiele lat startowałem w mistrzostwach świata. Też słuchałem tego, co mówią kibice i pseudospecjaliści, co często nie pokrywało się z rzeczywistością, bowiem realia były zupełnie inne. Dlatego jestem ostrożny, jeśli chodzi o ocenę takich sytuacji. Nie mam żadnej realnej wiedzy, jakim budżetem mógłby dysponować Robert, a tym bardziej Sirotkin. Myślę, że polscy kibice niewiele wiedzą o Rosjaninie. Osobiście z nadzieją podchodzę do zbliżającego się momentu podjęcia decyzji i mam nadzieję, że dla nas wszystkich, Polaków, ta chwila będzie bardzo przyjemna.

Czego by pan życzył Kubicy, który 7 grudnia obchodził 33. urodziny?

- Szczęścia, tak w sporcie, jak i w życiu. By Robert był szczęśliwy z decyzjami, które sam podejmuje i rozwiązaniami, które napotyka na swojej drodze.

Czym obecnie zajmuje się Michał Kościuszko?

- Mówiąc krótko, różnym biznesem. Prowadzę ośrodek doskonalenia techniki jazdy Moto Park Kraków, który jest jedynym tego typu obiektem w Małopolsce. Oprócz tego kontynuuję rodzinne tradycje w gastronomii, ale nie ukrywam, że też myślę o pojedynczym starcie w "rajdówce" w przyszłym roku. Gdyby udało mi się znaleźć potrzebne środki na taki start, to Rajd Polski byłby tym rajdem, w którym bardzo chciałbym wystartować. To doskonałe miejsce, by pobawić się autem rajdowym.

Gdyby się udało, to samochodem w jakiej specyfikacji chciałby pan wystartować?

- Na pewno autem R5, żeby samochód był konkurencyjny dla najlepszych. Wymagałoby to długich testów przed imprezą, może nawet jednego startu wspomagającego, bo przecież już długo nie rywalizowałem na odcinkach specjalnych. Gdyby to się udało, to myślę, że bawiłbym się doskonale. Ponadto jest mi miło słyszeć z różnych stron sygnały, że kibice, którzy byli ze mną przez wiele lat, nadal oczekiwaliby tego, by zobaczyć nazwisko "Kościuszko" na szybie samochodu rajdowego. Polskie rajdy w tej chwili nie mają najlepszego okresu, więc im więcej kierowców na starcie z jakąś historią za sobą, którzy mogliby przyciągnąć uwagę, tym lepiej dla naszego sportu.

Aktualna kondycja naszego sportu rajdowego wynika głównie z obecnego "materiału ludzkiego", czy innych trudności: finansowych, organizacyjnych?

- Składa się na to wiele czynników, więc nie ma jednej odpowiedzi. Na pewno kondycja rajdów samochodowych zawsze szła w parze z gospodarką, a w tej chwili budżety marketingowe są, jak wynika z moich obserwacji, bardzo okrojone. Pieniądze są wydawane w stopniu ograniczonym, zwłaszcza przez spółki, w których udział ma państwo. Przy niepewnych politycznie czasach, jakakolwiek decyzja o wydaniu złotówki na sport lub marketing, jest ryzykowna z punktu widzenia osób decyzyjnych. To już nie jest takie proste, jak było kiedyś, że powstawały duże zespoły, były wysokie budżety i kierowcy mieli możliwość rozwoju. Teraz trzeba "wyrwać z gardła" każdą złotówkę, jeśli chce się jeździć, albo samemu płacić za starty.

To częsta sytuacja?

- Taka sytuacja właśnie jest u nas, w mistrzostwach Polski. Kierowcy, którzy walczą o czołowe lokaty i zdobywają tytuły, niestety finansują się sami, dokładając do tego sportu. A z założenia taka forma uprawiania sportu nie może być nazwana "profesjonalizmem".

Raczej hobby.

- Tak. Profesjonaliści, poza miłością, traktują swój sport również zarobkowo. W momencie, gdy się nie zarabia, nie jest się zawodowcem.

Pana ostatni start kiedy miał miejsce?

- W Rajdzie Polski, w 2013 roku.

A ostatnie osobiste spotkanie z Kubicą?

- Widzieliśmy się na Rajdzie Niemiec, bodaj w 2015 roku. Robert ma jakby swój świat, więc nie jest tak, że dzwonimy do siebie, ale jest w porządku.

Rozmawiał Artur Gac

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje