Kolejny popis 19-letniego lidera. Walka w GP Miami trwała do samego końca
Po ponad miesięcznej przerwie Formuła 1 wróciła. Kolejnym wyzwaniem dla najlepszych kierowców na świecie było GP Miami. W Stanach Zjednoczonych nie brakowało dramaturgii, a walka o ostateczny triumf rozegrała się pomiędzy liderem klasyfikacji generalnej Andreą Kimim Antonellim oraz urzędującym mistrzem świata Lando Norrisem. Ostatecznie zwycięski z niej wyszedł 19-latek, który wygrał już trzeci wyścig z rzędu.

Formuła 1 wraca do rywalizacji po ponad miesięcznej przerwie spowodowanej konfliktem zbrojnym na Bliskim Wschodzie. Z tego powodu odwołane zostały zaplanowane pierwotnie na kwiecień GP Bahrajnu oraz Arabii Saudyjskiej. Kierowcy, a przede wszystkim ich zespoły zyskały dodatkowy czas, by przygotować się na kolejną rundę sezonu 2026, która odbywa się na torze w Miami.
Pierwsze trzy wyścigi zostały absolutnie zdominowane przez kierowców Mercedesa. Na inaugurację w Australii najlepszy był George Russell, a w Chinach oraz Japonii zdetronizował go zaledwie 19-letni Andrea Kimi Antonelli. Prócz kierowców Mercedesa na podium zameldowali się również kierowcy Ferrari, a w Japonii dołączył do nich Oscar Piastri z McLarena.
Ogromne emocje od pierwszego okrążenia. 19-letni lider potwierdził swoją dominację
Weekend wyścigowy w Miami zwiastował ogromne emocje. Sprint należał do kierowców Mclarena - wygrał aktualny mistrz świata Lando Norris, a drugi był Piastri. Lider klasyfikacji kierowców Antonelli zanotował dopiero szósty rezultat.
Nastolatek nie pozostawił złudzeń w sesji kwalifikacyjnej, zdobywając swoje trzecie z rzędu pole position. Obok niego z pierwszej linii wystartował Max Verstappen. Kierowca Red Bulla po mocno przeciętnym starcie sezonu zgłosił poważny angaż do tego, by w Stanach Zjednoczonych wrócić na podium.
Wyścig zaplanowany pierwotnie na godzinę 22:00 rozpoczął się trzy godziny wcześniej. Decyzja organizatorów była spowodowana niekorzystnymi prognozami pogody zwiastującymi burzę i bardzo intensywne opady deszczu. Niejasna sytuacja pogoda tylko dodawała emocji przed czwartym wyścigiem tego sezonu.
Zakotłowało się już na pierwszym wirażu. Antonelli nie po raz pierwszy w tym sezonie nie wystartował najlepiej, co wykorzystał Charles Leclerc. Kierowca Ferrari szybko wyszedł na czoło, a po chwili bolid Maxa Verstappena się obrócił, a Holender spadł na dziesiątą lokatę. Na dodatek w bolidzie Red Bulla doszło do uszkodzenia przedniego skrzydła.
Nie był to jednak koniec zamieszania. Na siódmym okrążeniu swoje bolidy rozbili Isack Hadjar (Red Bull) oraz Pierre Gasly (Alpine), przez co na tor musiał wyjechać samochód bezpieczeństwa. Po neutralizacji Leclerc stracił swoją pozycję, spadając aż na trzecią lokatę. Nowym liderem został Lando Norris, natomiast Antonelli przesunął się na drugą lokatę.
W międzyczasie swoją pogoń kontynuował Verstappen, który do alei serwisowej zjechał w czasie obecności samochodu bezpieczeństwa na torze. Holender wskoczył nawet na pierwszą pozycję, lecz bardzo szybko miana lidera pozbawił go Antonelli. Verstappena wyprzedził również Norris i stało się jasne, że to pomiędzy tą dwójką rozegra się walka o końcowy triumf w Miami.
Kierowca Mercedesa w rozmowach ze swoim zespołem wskazywał na problemy techniczne swojego bolidu. Dramaturgii dodawały prognozy zapowiadające rychłą burzę i intensywne opady deszczu. Ostatecznie jednak Antonelli utrzymał prowadzenie kończąc wyścig przed Norrisem. Na najniższym stopniu podium stanął z kolei Piastri, który na ostatnim okrążeniu wyprzedził Leclerca. Monakijczyk na samym końcu miał ogromne problemy, przez co wyprzedzili go także czwarty Russell oraz piąty Verstappen.













