Reklama

Reklama

Grzegorz Gac: Formuła 1 w czasach zarazy

Chociaż pandemia koronawirusa ma się dobrze, świat sportu motorowego powoli budzi się do życia. Za oceanem wznowiła wyścigi seria NASCAR, a pierwszy wyścig serii IndyCar po licznych korektach kalendarza odbędzie się w następny weekend, 6 czerwca w Teksasie. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami i oczekiwaniami także Formuła 1 podobnie, jak inne serie przygotowuje się do ścigania.

Chociaż przed nami jeszcze ponad miesiąc oczekiwania na pierwszy tegoroczny wyścig (5 lipca, Spielberg w Austrii), dosłownie każdy dzień przynosi nowe doniesienia ze świata królowej sportów motorowych. W mijającym tygodniu było ich wyjątkowo dużo. Informacje są niekiedy sprzeczne ze sobą. Bywa, że pojawia się jakiś news, a wkrótce publikowane jest dementi. Wiele dzieje się na rynku transferowym kierowców, sporo mówi się o przyszłości zespołów i składzie stawki w kolejnych sezonach, zapadają także kluczowe decyzje dotyczące przyszłych regulaminów.

Reklama

Wydarzeniem tygodnia, choć być może nie przez wszystkich docenionym była przegłosowana przez Światową Radę Sportu Motorowego FIA decyzja o zmniejszeniu limitów budżetowych dla zespołów na najbliższe sezony. To  decyzja o kluczowym znaczeniu dla przyszłości Formuły 1, podjęta w dobrym momencie, żeby nie powiedzieć w ostatniej chwili, bo coraz mniej jest w stawce zespołów chętnych do wydawania fortuny. Takie plany istniały już wcześniej, a obecna sytuacja przyspieszyła działania i sprawiła, że redukcje będą większe.

Bez żadnych wątpliwości decyzja ta pomoże przetrwać mniejszym zespołom. I nie ma co rozpaczać, że to równanie w dół, że Formuła 1 to królowa sportu motorowego i powinna być awangardą postępu technologicznego z niemal nieograniczonym budżetem. Czasy są takie, że trzeba oszczędzać, bo za chwilę będzie za późno. Są chętni do oglądania wyścigów z udziałem 6 samochodów? No właśnie... Kto jest ciekaw jak to wygląda, odsyłam do Indianapolis 2005, chociaż wtedy powodem było zamieszanie z oponami. Farsa? Groteska? To najdelikatniejsze określenia. Chyba nikt nie chce do tego wracać.

Planowany pierwotnie limit w wysokości 175 mln dolarów rocznie na zespół został zastąpiony sumą 145 mln w sezonie 2021. Rok później będzie to 140 mln, a w trzech kolejnych sezonach dalsze 5 milionów mniej. Obserwując to, co się dzieje i analizując perspektywy, a także konkurencję na rynku wyścigów w niedalekiej przyszłości, trzeba się zgodzić, że to krok we właściwym kierunku. Celem nadrzędnym są interesujące, pasjonujące wyścigi, a takie można mieć za dużo mniejsze pieniądze, niż obecnie. Wystarczy spojrzeć na inne serie wyścigowe, choćby za oceanem. Warto przypomnieć, że już wcześniej odłożono o rok decyzję o nowym regulaminie technicznym Formuły 1, który miał obowiązywać już w roku 2021. Trudne czasy wymuszają trudne decyzje.

Kto będzie ścigał się w nadchodzących sezonach przy zmniejszonych budżetach? Jest niemal pewne, że krajobraz ulegnie sporym zmianom. Bardzo trudny czas przeżywa koncern Renault, którego zespół wymieniany był do niedawna w gronie zagrożonych, ale piątkowe oświadczenie brzmi optymistycznie. Francuzi twierdzą, że po decyzji o redukcji budżetu pozostaną w stawce. Jeszcze w upływającym tygodniu mówiło się, że firma rozważa sprzedaż zespołu, a w gronie nabywców wymieniano rosyjskiego biznesmena Dmitrija Mazepina, który już wcześniej przymierzał się kilka razy do inwestycji w Formule 1, na razie bezskutecznie.

Tymczasem na sprzedaż jest pomimo wcześniejszych zaprzeczeń Williams, co zresztą nie jest szczególną niespodzianką. Ekipę z Grove opuścił sponsor tytularny - firma ROKiT i związana z tym konieczność zaprojektowania nowych barw samochodu jest najmniejszym z problemów. Znaczący spadek przychodów i blisko 13-milionowa strata (w funtach) za rok finansowy 2019 nie pozostawiają dużego pola manewru. Wypada tylko mieć nadzieję, że przyszły nabywca pozostawi historyczną nazwę, przynajmniej jako jeden z członów nowej marki. Czy ktoś wyobraża sobie Formułę 1 bez Williamsa?...

Podobnie jak Renault, o swoim pozostaniu w Formule 1 zapewnił w ostatnich dniach Mercedes, nazywając spekulacje na temat ewentualnej rezygnacji "nieodpowiedzialnymi". Niejasna jest natomiast przyszłość zespołu Racing Point, a to z uwagi na skomplikowaną strukturę akcjonariatu. W tym przypadku możliwości jest bardzo wiele i na decyzje będziemy musieli poczekać.

Grzegorz Gac

Dowiedz się więcej na temat: Formuła 1 | Rokit Williams Racing

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje