Reklama

Reklama

Formuła 1. Williams szykuje się na Grand Prix Meksyku

Radość Lance’a Strolla i ostrożne prognozy szefa technicznego Paddy’ego Lowe’a - tak wyglądają nastroje w ekipie Williamsa przed niedzielnym wyścigiem o Grand Prix Meksyku. Najsłabsza ekipa w cyklu Formuły 1 szykuje się na ściganie na Autodromo Hermanos Rodriguez.

Już wiadomo, że z obecnego składu na kolejny rok nie ostoi się Lance Stroll, który dołączy do ekipy swojego ojca Lawrence'a w Force India, a pod znakiem zapytania stoi także przyszłość Siergieja Sirotkina. Rosjanina nadal premiują wielkie pieniądze, ale przez cały bieżący sezon sportowiec nie dołożył innego atutu, prezentując wątpliwą klasę na torze. Na razie jedynym kierowcą Williamsa, potwierdzonym na sezon 2019, został George Russell, a w grze o drugie miejsce wciąż pozostaje Robert Kubica, który w tej chwili jest w rezerwie i rozwija bolid.

Reklama

Równolegle trwa emocjonująca końcówka rywalizacji, a do zakończenia tegorocznego cyklu pozostały tylko trzy rundy. Na myśl o rywalizacji w Ameryce Północnej uśmiecha się Stroll, który ma bardzo miłe wspomnienia z Grand Prix Meksyku.

- To prawdopodobnie moje ulubione zawody w kalendarzu. Przed rokiem uzyskałem znakomity wynik, zajmując 6. miejsce i w klasyfikacji generalnej awansowałem na 10. pozycję. Dodatkowo zawody przypadły na moje 19. urodziny. Kibice są tu entuzjastyczni i słychać ich doping - powiedział młody Kanadyjczyk, który za cztery dni wkroczy do grona 20-latków.

Stroll zwrócił uwagę, że z racji położenia Meksyku na wysokości ponad 2 tysięcy metrów nad poziomem morza, rosną wymagania nie tylko wobec zawodników, ale także samochodów. Słowa kierowcy znajdują potwierdzenie w wypowiedzi Lowe’a . - Rozrzedzone powietrze przekłada się na mniej tlenu, a to test dla jednostek napędowych oraz systemów chłodzenia - powiedział szef techniczny Williamsa, zwracając uwagę na intensywną końcówkę sezonu.

Z kolei Sirotkin wskazał na podobieństwo obiektu Autodromo Hermanos Rodriguez do toru w Soczi, gdzie położenie w górach też wpływa na mniejszą przyczepność, ale również mniejsze są opory powietrza, a tym samym inne prowadzenie bolidu.

W Meksyku tytuł mistrza świata powinien zagwarantować sobie Lewis Hamilton. Brytyjczyk po raz piąty w karierze założy koronę, jeśli uplasuje się co najmniej na siódmym miejscu. Zawodnicy będą mieli do przejechania 71 okrążeń, czyli dystans ponad 305 kilometrów.

Art

Dowiedz się więcej na temat: Formuła 1 | F1 | williams | Lance Stroll | Paddy Lowe | Siergiej Sirotkin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje