Reklama

Reklama

Formuła 1. Williams potrzebował "głodnego" kierowcę na dorobku. Kasa też się przyda

Nie było żadnego przypadku w tym, że Williams jako ostatni zespół skompletował parę kierowców na przyszły sezon. Do George’a Russella, w którym Brytyjczycy pokładają wielkie nadzieje, dołączył 24-letni Nicholas Latifi. Jaki klucz zadecydował, że szefowie ekipy z Grove postanowili zaufać swojemu aktualnemu zawodnikowi rezerwowemu i wiceliderowi serii Formuła 2?

Będący na finiszu sezon 2019 jest jednym z najgorszych w historii istniejącego od 1977 roku zespołu Williamsa. Russell oraz Robert Kubica regularnie nie liczyli się w walce o punktowane lokaty i najczęściej zamykali stawkę, a w klasyfikacji przesuwali się praktycznie tylko wtedy, gdy inni zawodnicy nie kończyli wyścigów.

Przed finałem sezonu, w najbliższą niedzielę w Abu Zabi, jedyny punkt zapisał na swoim koncie Kubica podczas deszczowego Grand Prix Niemiec. Ta sztuka nie udała się Russellowi, za to 21-letni talent, wspierany przez Mercedesa, do jednej bramki ogrywał Polaka w kwalifikacjach. Wynik 20-0 w rywalizacji, decydującej o zajęciu pozycji na prostej startowej, mówi sam za siebie.

Reklama

Zanim wybór padł na Latifiego, wydawało się, że Kanadyjczyk nie jest opcją numer jeden. Zespołowi znajdującemu się w takich tarapatach, w miejsce odchodzącego po sezonie Kubicy, z pewnością przydałby się ktoś doświadczony, ale nadzieje prysły jak bańka mydlana. Będący przez ostatni rok rezerwowym w Mercedesie Esteban Ocon związał się z Renault. Z kolei Nico Huelkenberg, który ustąpił miejsca Oconowi, bardzo krótko był brany pod uwagę, jako opcja. Szybko okazało się, że w interesie żadnej ze stron nie było powrotu Niemca do zespołu, który lata temu umożliwił ma zadebiutowanie w F1.

"To sprawiło, że Williams patrzył na młodych kierowców z potencjałem na przyszłość. Latifiego, który w tym roku pełni obowiązki rezerwowego, Williams poznał już bardzo dobrze. Kanadyjczyk ukończył w okresie sześć sesji treningowych, ostatnią w Brazylii, dając Williamsowi doświadczenie z pierwszej ręki. Pierwsze sesje treningowe wprawdzie nie dają kierowcy rezerwowemu szansy na wykręcanie najważniejszych czasów, za to stwarzają okazję do udowodnienia, że ma on wszystko, czego potrzeba, aby mocno przyspieszyć i zrealizować program" - pisze na oficjalnej stronie formula1.com red. Lawrence Barretto.

"Latifi z łatwością zaznaczył się na obu tych polach, a zespół był pod wrażeniem jakości jego opinii i sposobu, w jaki bezproblemowo zintegrował się z zespołem mechaników i inżynierów" - dodaje reporter.

Nie jest żadną tajemnicą, że wielkim atutem Latifiego jest zaplecze finansowe, a majątek rodziny Kanadyjczyka liczony jest nie w milionach, ale miliardach dolarów. Na ten "argument" po stronie 24-latka również została zwrócona uwaga w analitycznym materiale, choć autor formułuje nieco bardziej złożoną narrację.

"Byłoby niedbałością nie wspomnieć, że Latifi również otrzymuje wsparcie finansowe. Uważa się, że nie był to wymóg, aby zasiąść w drugim bolidzie, w związku z większymi inwestycjami sponsora tytularnego zespołu, czyli firmę Rokit, co pomaga zrekompensować stratę odchodzącego razem z Kubicą Orlenu. Jednak, w takiej walce, dodatkowa gotówka będzie mile widzianym zastrzykiem".

Art

Dowiedz się więcej na temat: Formuła 1 | F1 | williams | Robert Kubica | George Russell | Nicholas Latifi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje