Reklama

Reklama

Formuła 1. Robert Kubica w GP USA, czyli jak udanie rozpocząć wyścig

Dobry bolid to nie wszystko - liczą się także umiejętności kierowcy. Podczas Grand Prix USA udowodnił to po raz kolejny Robert Kubica, który, choć nie może konkurować z resztą stawki na dystansie kilkudziesięciu okrążeń, ponownie zaliczył udany start.

Kubica rozpoczął wyścig na torze w Austin z ostatniej 20. pozycji. Na starcie wykazał się jednak sporym sprytem i odpowiednim doborem taktyki - pierwszy zakręt zaatakował od zewnętrznej, dzięki czemu szybko wyprzedził swojego kolegę z zespołu Williamsa George’a Russella i Sergio Pereza z ekipy Racing Point.

Polak mógł walczyć na pierwszym okrążeniu o jeszcze lepszą lokatę, lecz przeszkodziło mu w tym dwóch innych kierowców. Jak wyglądała ta sytuacja z perspektywy samego Kubicy?

- Pierwsze okrążenie nie było złe, tylko w zakręcie numer osiem Kimi Raikkonen pojechał trochę za szeroko i ściął zakręt bardzo późno. Ja już byłem po jego wewnętrznej i musiałem w tym momencie przyhamować. Dzięki temu Antonio Giovinazzi, którego wcześniej wyprzedziłem, "wcisnął mi się pod pachę" na dziewiątym zakręcie. Tam jest bardzo mało miejsca i tak naprawdę byłem połową auta na trawie. Dużo straciłem - przyznał Kubica, którego feralne zajście na dziewiątym wirażu kosztowało dwie pozycje. Wyprzedził go nie tylko Giovinazzi, ale i Perez.

Reklama

Ostatecznie Polak nie zdołał ukończyć wyścigu, czego powodem był najprawdopodobniej, jak sam stwierdził, "wyciek hydrauliki". Tego dnia Kubica nie czuł się dobrze za kierownicą i narzekał na brak przyczepności. Nie był to jednak tylko efekt ewentualnych niedociągnięć w pracy mechaników Williamsa. O taki stan rzeczy obwinić można także fatalny stan nawierzchni na torze w Austin. Asfalt, na którym przyszło rywalizować kierowcom, był kiepskiej jakości, a dodatkowo w wielu miejscach występowały pęknięcia i nierówności.

TB

Najnowsze wiadomości o Robercie Kubicy!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama