Reklama

Reklama

Formuła 1. Robert Kubica: Tani pretekst do nieudanego sezonu

Robert Kubica w rozmowie Autosportem powiedział, że fizyczne ograniczenia prawej ręki po poważnym wypadku w 2011 roku nie miały wpływu na jego występy w trudnym sezonie Formuły 1 w 2019 roku. Polak uchylił rąbka tajemnicy na temat współpracy w zespole Williamsa. Ze słów naszego kierowcy wynika, że nie wyglądało to najlepiej.

W poprzednim sezonie Kubica, który wrócił do F1 po ośmiu latach przerwy, jeździł w barwach Williamsa. Bolid FW42 był jednak najwolniejszy w stawce. Lepsze czasy osiągał kolega Polaka z teamu George Russell. O tym, że młody Brytyjczyk dysponował lepszym samochodem najlepiej świadczą wyniki kwalifikacji. Za każdym razem Russell był lepszy od Kubicy. Mimo to, jeden jedyny punkcik jaki Williams zdobył w sezonie był dziełem naszego kierowcy. Miało to miejsce podczas Grand Prix Niemiec.

Koszmarny wypadek z 2011 roku, kiedy Kubica omal nie stracił życia, pozostawił trwały ślad. Polski kierowca ma duże ograniczenia ruchowe w prawej ręce. Sam siebie określa jako "w 70 procentach leworęcznego". Mogłoby się wydawać, że fizyczne ograniczenia mają duży wpływ na jazdę Polaka, zwłaszcza w szybkich zakrętach. Kubica jednak temu zaprzecza, a na poparcie swoich słów wskazuje wyścig o Grand Prix Japonii. Według naszego kierowcy, na torze Suzuka miał jeden z najlepszych dni w trudnym sezonie.

"Czasami chcemy sprawić, żeby ludzie uwierzyli, że Formuła 1 jest prosta, ale tak nie jest" - stwierdził Kubica w rozmowie z Autosportem. "Istnieje wiele czynników, które mają duży wpływ na końcowy wynik lub na liczby widoczne na zegarze. Natomiast nie mają na to wpływu moje ograniczenia w szybkich zakrętach" - dodał.

"To prawda, że czasami występowały duże różnice, ale prawdą jest również to, że gdy brakuje przyczepności, to normalne, że tracisz więcej w trudnych odcinkach toru. Gdy są dwa, trzy zakręty z rzędu, a nie zakręt i długa prosta. To fakt, ale jestem pewien, że moje ograniczenia nie wpływają na jazdę w tego typu obszarach" - podkreślił.

Kubica zasugerował, że brak informacji zwrotnych od zespołu przyczynił się do "bardzo zagmatwanego" sezonu. "Mam swoje opinie na temat wielu obszarów, w których mógłbym wypaść zdecydowanie lepiej. Jednak biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich się znaleźliśmy, niezwykle ważne było dla mnie, aby zacząć sezon w sposób konsekwentny i na tym budować mój powrót do F1. Niestety tak się nie stało" - zaznaczył.

"Miałem momenty, w których prezentowałem się dobrze, ale były one ukryte pod wpływem pewnych czynników zewnętrznych. Zdarzały się sytuacje, w których powinienem poradzić sobie lepiej, ale były też takie, kiedy nie słyszałem żadnej odpowiedzi lub nie miałem pojęcia, dlaczego osiągamy gorsze wyniki z dnia na dzień. To źle, ponieważ, aby się poprawić trzeba zrozumieć przyczyny. Nie ma sensu brać leku, który nie pomoże zwalczyć choroby" - mówił.

Obecne opony Pirelli są uważane za jeden z kluczowych czynników, które decydują o osiągach w F1, a odpowiednia strategia i zarządzanie często mają ogromny wpływ na końcowy wynik. "Myślę, że jestem wystarczająco sprytny i dobry, aby zrozumieć, co powinienem robić z oponami. To nie kierowca decyduje, w którą stronę należy podążać, jeśli chodzi o opony. To wciąż praca zespołowa. Oczywiście, kierowca prowadzi samochód, ale mamy z zespołem dokładnie te same cele. Widzę, że istnieje tani pretekst do nieudanego sezonu - zakończył Kubica.

Po zakończeniu sezonu Kubica zakończył współpracę z Williamsem. Nie oznacza to jednak, że zniknie z F1. W 2020 roku Polak będzie kierowcą rezerwowym i rozwojowym Alfa Romeo.

Reklama

RK

Reklama

Reklama

Reklama